Podczas środowego posiedzenie Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wywiązał się spór miedzy szef MSWiA a przedstawicielami samorządów dotyczący tej kwestii. Samorządowcy podkreślali, że w proteście nie wezmą udziału korporacje samorządowe, ale poszczególni samorządowcy - ci, którzy chcą zaprotestować przeciwko działaniom rządu zmierzającym do centralizowania państwa.

 

"Przekroczenie kolejnej granicy apolityczności samorządów"

 

- 6 maja odbędzie się manifestacja zorganizowana przez Platformę Obywatelską o charakterze antyrządowym. Oczywiście partia polityczna, która jest w sporze z rządem, ma jak najbardziej prawo do organizowania takich manifestacji, ale w informacjach prasowych pojawiają się korporacje samorządowe, które również, jak głoszą ich przedstawiciele, w tej manifestacji będą brali udział. Stąd chciałem państwu zadać pytanie, czy nie widzą państwo sprzeczności w zaangażowaniu w spór polityczny - zwracał się Błaszczak do samorządowców podczas posiedzenia Komisji.

 

Jak podkreślił, "w ten spór polityczny zaangażowani są przedstawiciele gmin, miast, powiatów, województw, a nie konkretni politycy, bo przecież część z państwa jest politykami". - Czy nie uważacie państwo, że jest to przekroczenie kolejnej granicy apolityczności samorządów poprzez właśnie udział w proteście, który jest organizowane przez konkretną partię polityczną? - pytał szef MSWiA. Jak zaznaczył, PO sama siebie - ustami swego lidera Grzegorza Schetyny - nazywa "opozycją totalną".

 

Według Błaszczaka, udział wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i marszałków województw w tej manifestacji, oznacza zaangażowanie także mieszkańców w walkę z rządem.

 

Dyrektor Związku Miast Polskich Andrzej Porawski odpowiadając na zarzuty ministra odparł, że ogólnopolskie oraz regionalne organizacje samorządowe zrzeszone w Ogólnopolskim Porozumieniu Organizacji Pozarządowych zorganizowały w Warszawie w połowie marca spotkanie samorządowe. Jak dodał, nie było to spotkanie politycznym, "na które przyjechali ci, którzy chcieli". Zaznaczył, że reprezentacji osób z PiS nie było na nim, ale byli tam przedstawiciele także tej partii.

 

"Nie przeciwko rządowi, a przeciwko zmianom legislacyjnym"

 

Porawski poinformował, że na tym spotkaniu zawiązał się Samorządowy Komitet Protestacyjny, który "nie protestuje przeciwko rządowi, ale protestuje przeciwko tym zmianom legislacyjnym - zarówno już przeprowadzonym, jak i planowanym czy zapowiedzianym - które zmierzają do centralizacji niektórych spraw w państwie".

 

- Ten spór ma charakter polityczny oczywiście, dlatego że różne partie mają różne podejście do sposobu funkcjonowania państwa - powiedział. Zaznaczył, że protest samorządowców nie jest jednak skierowany przeciwko rządowi, z którym samorządowcy współpracują w wielu kwestiach, chociażby przy realizacji programu 500+.

 

- Część z nas chce wziąć udział w marszu 6 maja, nie pod szyldem partii politycznej, takiej czy innej, tylko jako Samorządowy Komitet Protestacyjny. Wezmą udział ci, którzy chcą, a nie korporacje samorządowe jako takie, ponieważ są w nich ludzie, którzy nie chcą wziąć udziału w tym marszu i wprost to mówią. My to szanujemy i nikogo do niczego nie przymuszamy - podkreślił Porawski

 

Dodał, że Samorządowy Komitet Protestacyjny jest jednym z partnerów tej manifestacji podobnie jak ZNP, czy organizacje prawnicze. - Jesteśmy przeciwni centralizacji, po prostu. Proszę nie traktować tego jako demonstrację antyrządową, natomiast polityczną jak najbardziej, bo to jest spór polityczny, panie ministrze - powiedział Porawski. Zaznaczył, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo jeśli chodzi o niektóre sprawy taki spór polityczny miał miejsce także pod poprzednimi rządami.

 

PAP