Przedstawiając podejście laburzystów do planowanego wyjścia kraju z UE, Starmer podkreślił, że dotychczasowe podejście konserwatywnego rządu premier Theresy May jest "zawstydzające" i naraziło ponad trzy miliony obywateli 27 państw członkowskich mieszkających w Wielkiej Brytanii, w tym około miliona Polaków, "na zbędną niepewność".

 

- Często mówimy, że obywatele Unii Europejskiej mają znaczny wkład w nasze społeczeństwo - i tak jest. Ale oni też po prostu są częścią naszego społeczeństwa i nie powinno się ich używać jako kart przetargowych w negocjacjach - argumentował Starmer.

 

Polityk tłumaczył, że "to nie znaczy, jak niektórzy twierdzą, że nie będziemy walczyć równie ciężko o prawa obywateli Wielkiej Brytanii mieszkających w Unii Europejskiej", ale - jak zaznaczył - jednostronna gwarancja brytyjskiego rządu "pomogłaby w uzyskaniu wzajemnego porozumienia" i "byłaby wyznacznikiem tego, jakiej relacji (z UE) chcemy".

 

Większość Brytyjczyków nie chce gwarantowanych praw dla obywateli UE

 

Według sondaży większość Brytyjczyków nie zgadza się jednak z jego podejściem: jak wynika z badania Sky Data, aż 55 proc. wyborców jest przeciwnych jednostronnej gwarancji praw obywateli Unii Europejskiej przy zaledwie 29-procentowym poparciu dla tego pomysłu.

 

Jednocześnie 44 proc. respondentów oceniło, że jakiekolwiek gwarancje dla obywateli państw członkowskich powinny być złożone "tylko i wyłącznie wtedy, jeśli Brytyjczycy mieszkający w Unii Europejskiej otrzymają takie same prawa". 11 proc. jest przeciwnych utrzymaniu prawa do pobytu niezależnie od przebiegu negocjacji.

 

Negocjatorzy Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej wielokrotnie podkreślali, że będą próbowali osiągnąć polityczne porozumienie ws. przyszłych praw obywateli państw członkowskich i Brytyjczyków, którzy już obecnie są stałymi emigrantami po obu stronach kanału La Manche, ale dotychczas nie złożono żadnych wiążących gwarancji prawnych.

 

Przepisy będą musiały się zmienić

 

Starmer, który jest kandydatem Partii Pracy do zastąpienia obecnego ministra ds. Brexitu Davida Davisa, zaznaczył jednocześnie, że jego partia "akceptuje to, iż przepisy dotyczące imigracji będą musiały się zmienić po wyjściu z Unii Europejskiej, ale nie powinno to być głównym priorytetem i czerwoną linią w negocjacjach".

 

- Premier przyjęła ideologiczne spojrzenie na Brexit i jest to równia pochyła: kolejno mówi, że nie chce mieć nic wspólnego ze wspólnym rynkiem, unią celną, sądami Unii Europejskiej i agencjami, które wykonują fantastyczną, opartą na współpracy, pracę - ocenił.

 

Jak dodał, w przypadku zwycięstwa wyborczego Partii Pracy nowy rząd podejmie decyzję o pozostaniu Wielkiej Brytanii w programach Erasmus (wymiana studencka) i Horyzont(współpraca naukowa) oraz agencjach zajmujących się bezpieczeństwem, m.in. w Europolu i Eurojust, a także zabezpieczy istniejące w unijnej legislacji prawa pracownicze w nowej ustawie, która przeniesie je do prawa brytyjskiego.

 

Minister w gabinecie cieni dodał, że jego ugrupowanie będzie domagało się tego, aby brytyjski parlament w przyszłej kadencji miał prawo głosu w sprawie ostatecznych warunków wyjścia z UE. W przypadku odrzucenia projektu porozumienia przez posłów negocjatorzy mieliby wrócić do Brukseli i próbować je renegocjować.

 

Rząd premier May rozpoczął procedurę wyjścia z Unii Europejskiej 29 marca, co oznacza, że Wielka Brytania przestanie być członkiem Wspólnoty najpóźniej 29 marca 2019 roku.

 

PAP