Radni przegłosowali uchwałę, której projekt przygotował prezydent miasta, i który to projekt znalazł się w porządku obrad poniedziałkowej sesji.

 

Podobny, własny projekt mieli radni PiS, dysponujący w Radzie Miasta Białystok samodzielną większością. Kilka dni temu poinformowali o tym media, zapowiadali też wówczas wniesienie go do programu sesji już w jej trakcie, poprzez zmianę porządku obrad.

 

Ostatecznie jednak do tego nie doszło, a wszyscy uczestniczący w sesji radni zagłosowali za jednym projektem.

 

"Niech to już będzie takie święto dla NZS-u"


Radny PiS Tomasz Madras mówił, że projekt tego klubu był gotowy do złożenia na sesję. Przyznał, że zabiegał, by jednak "już nie robić tutaj zamieszania i żeby był tylko jeden wniosek dotyczący nadania tej nazwy". - By uniknąć sytuacji, gdy i radni i prezydent jednocześnie chcą złożyć wniosek dotyczący tej samej nazwy dla tego samego placu - powiedział.

 

- Niech to już będzie takie święto dla NZS-u i nie róbmy tutaj zamieszania, więc żadnych dodatkowych wniosków nie ma - mówił.

 

"Nie będziemy kłócić się, kto był pierwszy"


Inny radny PiS Paweł Myszkowski wyjaśniał, skąd się wziął projekt uchwały PiS. Mówił, że pierwsze działania w tej sprawie miały miejsce jeszcze jesienią ub. roku, kiedy do Rady Miasta wpłynęła petycja obecnych działaczy NZS, wraz z listą podpisów kilkuset studentów.

 

Po uzyskaniu różnych danych (m.in. o kosztach zmian adresu, opinii Senatu uniwersytetu, którego niektóre wydziały tam się mieszczą) projekt został przygotowany w marcu, niedługo przed apelem "starego" NZS.

 

- Nie będziemy korzystać z arytmetyki i kłócić się, kto był pierwszy. Poprzemy projekt uchwały, który jest w porządku obrad - dodał Myszkowski.

 

"Nie było żadnego kopiowania"


Jego kolega klubowy Krzysztof Stawnicki zarzucił jednak prezydentowi miasta, że "skopiował" uchwałę PiS. Zastępca prezydenta miasta Zbigniew Nikitorowicz, do niedawna radny PO zapewniał, że "nie było żadnego kopiowania". - Po prostu podjęliśmy procedurę i przebiegało to równolegle - mówił.
 
Apelując o zmianę nazwy placu, dawni działacze NZS przypominali historyczne związki tego miejsca z działalnością organizacji w Białymstoku w latach 80. i 90. ub. wieku.

 

"Niezdrowa dyskusja"


Chodziło m.in. o protesty studenckie ze stycznia 1990 roku, gdy okupowany był przez studentów - znajdujący się przy placu - budynek KW PZPR. Akcja zakończyła się podpisaniem porozumienia o przekazaniu gmachu na potrzeby Filii Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie samodzielnego Uniwersytetu w Białymstoku. Znajdują się tam teraz wydziały filologiczne i historyczne uczelni.

 

Janusz Żabiuk, b. członek zarządu białostockiego NZS i jeden z inicjatorów akcji zmiany nazwy placu mówił przed głosowaniem, że cieszy go, iż wszyscy radni popierają projekt, ale martwi, że jest "taka niezdrowa dyskusja". - Moim zdaniem zupełnie niepotrzebna - dodał.

 

"NZS nie stało nigdy nie straży jakiej opcji politycznej"


Podkreślał, że NZS skupiało w sobie ludzi o różnych poglądach politycznych. - Zakładamy, że ten plac, jak i ta uchwała, połączy wszystkich, niezależnie od opcji politycznych. Bo NZS nie stało nigdy na straży jakiejś opcji politycznej, nie współpracowało z żadną opcją polityczną, stało zawsze na straży wartości. I te wartości są uniwersalne zawsze - powiedział Żabiuk. 

 

Na placu ma stanąć w przyszłości pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Rada miasta, z inicjatywy i głosami klubu PiS, kilka tygodni temu podjęła intencyjną uchwałę w tej sprawie.

 

PAP