"Mając na uwadze fakt, że obecnie jest Pan pozbawiony tak pracy jak i szansy na posadę odpowiadającą Pańskim, jak sądzimy, aspiracjom mamy propozycję. Jako władze Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Łodzi chętnie zatrudnimy Pana w nowym zespole, którego zadaniem będą szeroko rozumiane kontakty z mediami, obsługa strony internetowej oraz mediów społecznościowych" - napisał m.in. Trela.

 

"Biorąc pod uwagę Pańskie - niewielkie, ale jednak - doświadczenie zdobyte podczas pracy w charakterze rzecznika prasowego Ministerstwa Obrony Narodowej myślimy, że naszą ofertę kierujemy do właściwej osoby. Tak forma zatrudnienia, zakres Pańskich obowiązków, jak i wysokość pensji pozostają do uzgodnienia, jesteśmy gotowi do negocjacji" - uzasadnił.

 

Jak dodał, nie ukrywa, że SLD "raczej nie będzie w stanie zaoferować kwot porównywalnych z tymi w administracji rządowej, ale nie sądzi, by dla tak ambitnego młodego człowieka wysokość wynagrodzenia była kluczowa".

 

"Doświadczenie gdzieś zdobyć trzeba"


Przewodniczący łódzkiego SLD podkreślił, że chętnie wspiera młodych ludzi, a "posiadanie dyplomów najlepszych nawet uczelni nie czyni z nikogo dobrego pracownika. Konieczny jest jeszcze wspomniany przez Pana warsztat i doświadczenie, które gdzieś zdobyć trzeba. Dlatego zawsze, kiedy mamy okazję zapraszamy do współpracy młodych, ambitnych i kreatywnych ludzi, by mogli podpatrywać starszych stażem i wiekiem, uczyć się od nich, podnosić swoje kwalifikacje by w przyszłości pracować dla kraju".


Bartłomiej Misiewicz został "serdecznie" zaproszony na rozmowę, by uzgodnić szczegóły współpracy.

 

"Nigdzie w Polsce nie można pracować"

 

List jest nawiązaniem do wypowiedzi Misiewicza 13 kwietna po jego wyjściu z posiedzenia komisji PiS, która miała wyjaśnić okoliczności powoływania go na kolejne w funkcje. B. rzecznik MON oświadczył wówczas m.in.:  "Wszelkie sukcesy, zwłaszcza socjalne, rządu premier Szydło były przykrywane przez media, często kłamstwami. Wykorzystywano moje nazwisko do brudnej kampanii. W związku z tym złożyłem rezygnację, by nie obarczać całej Zjednoczonej Prawicy tym atakiem".

 

 

- Młody wiek bywa powodem do emigracji. Nigdzie w Polsce nie można pracować, a na podstawie pisania nieprawdy można każdego zdyskredytować. Gdzie mamy zdobyć doświadczenie, gdzie mamy się nauczyć warsztatu, gdzie mamy potem korzystać z tego wszystkiego tak, aby skutecznie, słusznie i w pełni pracować dla Rzeczypospolitej Polskiej - pytał Misiewicz.

 

Kariera Misiewicza

 

Bartłomiej Misiewicz jako działacz klubu "Gazety Polskiej" podjął pracę w biurze poselskim Antoniego Macierewicza.  Miał wówczas 17 lat. W 2010 r. wstąpił do PiS; rekomendowany przez Macierewicza został szefem biura zespołu parlamentarnego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej.

 

Od 2014 r. był członkiem Krajowej Komisji Rewizyjnej PiS.  Przez kilka miesięcy pracował w aptece. W 2015 roku zaczął studia w założonej przez o. Tadeusza Rydzyka Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. W 2015 bez powodzenia startował do Sejmu. W listopadzie tego samego roku został szefem gabinetu politycznego oraz rzecznikiem prasowym MON (był nim do lutego 2017 roku)

 

31 sierpnia 2016 r. Misiewicz został powołany w skład rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Krótko po ujawnieniu tej informacji media podały, że Misiewicz zrezygnował z członkostwa w radzie nadzorczej spółki Energa Ostrołęka.

 

Szef MON w sierpniu 2016 r.: Misiewicz jest kompetentny i decyzyjny 

 

Według mediów, dla Misiewicza zmieniono statut PGZ, bo nie miał wyższego wykształcenia i ukończonego kursu dla członków rad nadzorczych. Minister obrony powiedział kilka dni później, że Misiewicz jest jego bezpośrednim reprezentantem w PGZ. Zaznaczył, że w przemyśle zbrojeniowym nie ma wymogów dotyczących wykształcenia, ale liczą się inne cechy - lojalność, chęć współpracy, kompetencje i decyzyjność, a wszystkie te cechy - twierdził Macierewicz - Misiewicz ma.

 

W drugiej połowie września 2016 r. - po publikacji tygodnika "Newsweek", według którego Misiewicz miał proponować radnym PO w Bełchatowie przystąpienie do koalicji z PiS, sugerując, że w zamian zapewni im zatrudnienie w państwowej spółce - Misiewicz poprosił szefa MON o zawieszenie w funkcjach w resorcie i zrezygnował z posady w PGZ.

 

W listopadzie 2016 r. prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie powołania Misiewicza do rad nadzorczych Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Energa Ciepło Ostrołęka uzasadniając, że po analizie dokumentacji stwierdzono, iż "nie zostały wyczerpane znamiona czynów zabronionych".

 

Ponownie szef gabinetu i rzecznik

 

Rzecznikiem i szefem gabinetu politycznego MON Misiewicz został ponownie na początku grudnia 2016 r. Jego nazwisko zniknęło ze stron internetowych resortu na początku lutego 2017 r. Wcześniej "Fakt" opisał wizytę Misiewicza w klubie studenckim w Białymstoku. Od tego czasu Misiewicz przez kilka tygodni przebywał na urlopie, w tym czasie założył stronę internetową dezinformacja.net, którą zawiesił po opublikowaniu dwóch tekstów.

 

12 kwietnia "Rzeczpospolita" i Fakt" napisały, że Misiewicz został pełnomocnikiem zarządu ds. komunikacji Polskiej Grupy Zbrojeniowej i ma zarabiać na tym stanowisku 50 tys. zł miesięcznie. Może też liczyć na służbowy samochód. Rzecznik PGZ Łukasz Prus zdementował informację o wynagrodzeniu Misiewicza. Według niego, wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu spółki nie sięga tej kwoty.

 

Zawieszenie i rezygnacja

 

Tego samego dnia prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował o zawieszeniu Misiewicza w prawach członka PiS i powołał komisję do wyjaśnienia sprawy. Dzień później z Misiewiczem spotkała się partyjna komisja, która miała zbadać wysuwane pod jego adresem zarzuty i okoliczności jego zatrudnienia. Po tym spotkaniu Misiewicz zrezygnował z członkostwa w partii.

 

polsatnews.pl