- Napluto nam w twarz. Samolot nie był wycieczką osobistą pana prezydenta, tylko leciała tam generalicja NATO. Prezydent na 70-tą rocznicę zamordowania naszej elity leci z generalicją NATO-wską, z najwybitniejszymi przedstawicielami instytucji polskich i się uważa, że to samolot prywatny. Czy rząd tak niedbający o bezpieczeństwo swoich przedstawicieli może się utrzymać dłużej niż jeden dzień? A oni… na nartach byli – powiedział Zelnik o katastrofie smoleńskiej.

 

- Do dziś nie mamy głównych dowodów: dwóch czarnych skrzynek i wraku. Nie chcą nam oddać, bo tam jest śledztwo. Ono zakończy się w 2235 roku – dodał.

 

"Bajka o brzozie jest bajką dla dzieci"

 

Aktor przyznał, że "wybuch, to jest jedyne wytłumaczenie na taki rozbiór samolotu". - Nie mam w tej chwili przygotowania, żeby powiedzieć, kto przygotował ten wybuch i z jakiego powodu – dodał.

 

- Jak komuś wystarcza bajka o brzozie, to niech on sobie w tym spokoju swoim mieszka. Ja bym musiał zająć ponad 40 minut, żeby udowodnić, że ta bajka o brzozie jest po prostu bajką dla dzieci, dla ludzi, którzy chcą żyć w kłamstwie, bo jest lepiej, cieplej, wygodniej – podkreślił Zelnik.

 

Gość Agnieszki Gozdyry przyznał, że nie czytał raportu przygotowanego przez komisję Millera, która badała katastrofę smoleńską. Na uwagę prowadzącej, że w tym dokumencie mógłby znaleźć odpowiedzi na wiele stawianych przez siebie pytań, Zelnik odparł: dobrze, mogę przeczytać (raport – red.), chociaż ze wstrętem.

 

"Niech pani mnie nie porównuje z Wałęsą"

 

Aktor odniósł się również do podpisanego zobowiązania do współpracy ze służbami PRL. Zelnik przyznał, że miał wtedy 18 lat i nie do końca miał świadomość, do czego się zobowiązywał. - Oczywiście się tego wstydzę dziś, ale kompletnie nie miałem pojęcia – powiedział gość "Skandalistów".

 

Agnieszka Gozdyra poprosiła także o ocenę osoby Lecha Wałęsy, który jest oskarżany o współpracę z SB, jednak sam kategorycznie temu zaprzecza.

 

- Niech pani mnie nie porównuje z Lechem Wałęsą – odparł Zelnik.

 

- Czy każdy może powiedzieć, że byłem kimś innym i to były takie okoliczności, a nie inne – dopytywała Gozdyra.

 

- A on tak mówi? Skruchy trochę, uderzenia się w piersi. Zapłacz nad sobą. Po co brałeś pieniążki?

 

- A jest pan pewien, że brał?

 

- Jest dokumentacja.

 

- Ale Wałęsa tłumaczy, że to fałszywki.

 

- Może tak, może nie. Ale jeżeli cokolwiek ma na sumieniu, a pewno ma, tak mi się wydaje. Niech mu pan Bóg wybaczy. Nie wiem, nie chcę sądzić ludzi. Przestańcie mnie porównywać do Wałęsy. Ja byłem głupim knyplem 18-letnim, a on miał prawie 30 lat, kiedy zaczął współpracę, jeśli zaczął. Porównajcie sobie jak człowiek dojrzewa przez pierwsze lata dorosłości, kiedy wchodzi i normalnie pracuje z dorosłymi ludźmi, kiedy oczy otwierają mu się na cały świat.

 

 

"Ja byłem głupio szczery"

 

- W dążeniu do przyjemności różnego rodzaju, być może ja nie krzywdziłem ludzi bezpośrednio, ale później skutki mojego życia beztroskiego mogły być nawet tragiczne. Dziewczyny, od których odchodziłem czasem były we mnie zakochane, na pewno je skrzywdziłem bardzo. Pojawiała się miłość, która była dla mnie o wiele ważniejsza niż poprzedni mały romans - powiedział Zelnik, który przyznał Agnieszce Gozdyrze, że dopuścił się zdrady.

 

- Ja byłem głupio szczery. Uważam dziś, że jeżeli mężczyźnie przydarzy się coś na tzw. boku, to niekoniecznie trzeba biec od razu do żony i o tym mówić. Jak już ktoś sam uporał się z tym, to trzeba wrzucić to gdzieś na śmietnik niepamięci, spróbować się z tego szybko wyleczyć i wrócić do tej, która na to bardziej zasługuje, żeby z nią być i służyć jej swoją miłością - powiedział aktor.  

 

- Moim zdaniem to był błąd, że ja, żeby oczyścić samego siebie z tego grzechu, z tej zdrady, zakomunikowałem jej po 7 latach małżeństwa, żem i się to przydarzyło. Odradzam. Taka szczerość często, jest taka wbita zadra w serce, umysł kobiety. Później wracamy do siebie, ale gdzieś to jest, że ten mężczyzna upokorzył ją tą zdrada - dodał.

 

Wszystkie odcinki programu "Skandaliści" można zobaczyć tutaj.

 

Polsat News