Sytuacja wydarzyła się w małym miescie Danton, leżącym w pobliżu Manchesteru w niedzielne popołudnie. Kierowca osobowego Renault postanowił złożyć zamówienie nie wysiadając z samochodu. Podjechał więc do okienka restauracji i zaczął składać zamówienie.

 

Zanim jednak skończył spod jego samochodu zaczęły wydobywać się płomienie oraz gęsty, czarny dym. Ogień bardzo szybko rozprzestrzenił się z samochodu na zadaszenie lokalu.

 

 

Walczyli z ogniem ponad godzinę

 

Sytuacja była niebezpieczna, więc pracownicy natychmiast wezwali straż pożarną. Kilka minut później pod budynkiem stały już trzy wozy strażackie, walczące z żywiołem. Ogień udało się ugasić dopiero po ponad godzinie. Strażacy dokładnie przeszukali również wnętrze lokalu aby upewnić się, że wszyscy pracownicy i klienci są bezpieczni.

 

 

Przyczyna zapalenia się samochodu nie jest jeszcze znana. Dzięki szybkiej reakcji pracowników lokalu, którzy najpierw ewakuowali z budynku klientów przebywających w środku oraz pomogli się wydostać mężczyźnie uwiezionemu w płonącym aucie, nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń.

 

Rzecznik KFC pochwalił swoich pracowników za szybką reakcję. "Jesteśmy dumni z szybkiego myślenia i odważnych działań naszych pracowników. Obawialiśmy się, że ktoś mógł zostać ranny, jednak tak się na szczęście nie stało. W tej chwili szacujemy straty, jednak mamy nadzieję, że przed końcem tygodnia będziemy mogli z powrotem powitać naszych klientów" - oświadczył.

 

"Nie wystąpiły podejrzane okoliczności"

 

Menedżer lokalu przyznał natomiast, że straty mogą jeszcze wzrosnąć, gdyż z powodu zadymienia lokalu trzeba było wyrzucić większość artykułów spożywczych, które się w nim znajdowały.

 

Incydent skomentowała również policja z hrabstwa Wielki Manchester.

 

"Sprawa została zamknięta. Uważamy, że w tej sprawie nie wystąpiły żadne podejrzane okoliczności" - powiedział rzecznik miejscowej policji.

 

polsatnews.pl, manchestereveningnews.co.uk