- Wszelkie sukcesy, zwłaszcza socjalne, rządu premier Szydło były przykrywane przez media, często kłamstwami. Wykorzystywano moje nazwisko do brudnej kampanii. W związku z tym złożyłem rezygnację, by nie obarczać całej Zjednoczonej Prawicy tym atakiem - przekazał Misiewicz, po czym odjechał czekającą na niego taksówką.

 

Kilkadziesiąt minut wcześniej z siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie wyszedł szef MON, który również stawił się przed komisją. Minister nie zatrzymał się, by odpowiedzieć na pytania dziennikarzy. - Spieszę się do Orzysza na uroczystości związane z armią amerykańską - mówił. Dodał, że nie sądzi, żeby cokolwiek złego działo się w MON.

 

 

Macierewicz spędził w siedzibie PiS około dwie godziny; na posiedzenie komisji przybył po godz. 12.

 

Bezpośrednim impulsem do powołania komisji były doniesienia prasowe, że Misiewicz - b. rzecznik MON i b. szef gabinetu ministra obrony Antoniego Macierewicza - został zatrudniony w państwowej spółce Polska Grupa Zbrojeniowa, gdzie miałby zarabiać 50 tys. zł miesięcznie.

 

Informacjom dotyczącym wysokości wynagrodzenia zaprzeczał rzecznik PGZ. W środę wieczorem spółka poinformowała o rozwiązaniu umowy o pracę z Misiewiczem za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Jak dodano rozwiązanie umowy nastąpiło na wniosek Misiewicza, "któremu nie przysługuje odprawa".

 

- Gazety napisały nieprawdę, to jest naruszenie dóbr osobistych, trzeba zastanowić się nad krokami prawnymi - powiedział dziennikarzom Misiewicz, gdy przed godzi. 11 wchodził do siedziby PiS, by stawić się przed komisją.

 

 

 

"Nigdzie w Polsce nie można pracować"

 

- Rozumiem, że część mediów w Polsce, zwłaszcza tym z kapitałem zagranicznym, ale także środowiska w Polsce, które walczą o odzyskanie władzy po ośmiu latach rządzenia i wspierają te media, bardzo by chciały, żeby taka działalność jak: pomoc przy badaniu, docierania do prawdy przy katastrofie smoleńskiej, jak odbicie z rąk ludzi, którzy współpracowali, imprezowali z funkcjonariuszami Federalnej Służby Bezpieczeństwa Władimira Putina Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, czy wreszcie młody wiek była powodem do emigracji. Nigdzie w Polsce nie można pracować, a na podstawie pisania nieprawdy można każdego zdyskredytować - powiedział Misiewicz.

 

- Bardzo się z tego cieszę, bo pokazujecie państwo wszystkim młodym ludziom, wszystkim moim rówieśnikom, co będziecie robili wtedy kiedy będzie dochodziło do przemiany pokoleniowej. Gdzie mamy zdobyć, to doświadczenie, gdzie mamy się nauczyć tego warsztatu, gdzie mamy potem korzystać z tego wszystkiego tak, aby skutecznie, słusznie i w pełni pracować dla Rzeczypospolitej Polskiej? - mówił Misiewicz.

 

Zaapelował do mediów, by nie nachodziły jego rodziny i bliskich.

  

"Nie udzielam wywiadów"

 

Przed południem w budynku przy Nowogrodzkiej pojawił się też Jarosław Kaczyński. Prezes PiS został otoczony przez tłum dziennikarzy. - Przecież wiedzą państwo, że w takich warunkach nie udzielam wywiadów - stwierdził.

 

 

Zawieszony w  prawach członka PiS

 

W środę prezes PiS Jarosław Kaczyński podpisał decyzję o zawieszeniu Misiewicza w prawach członka PiS. Zdecydował też o powołaniu w PiS komisji, która ma wyjaśnić zarzuty stawiane b. rzecznikowi MON i szefowi gabinetu ministra Macierewicza oraz okoliczności powoływania go na pełnione funkcje. W komisji są politycy PiS: Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski.

 

Bezpośrednim impulsem do powołania komisji były doniesienia prasowe, że Misiewicz został zatrudniony w państwowej spółce Polska Grupa Zbrojeniowa, gdzie miałby zarabiać 50 tys. zł miesięcznie. Informacjom o wysokości wynagrodzenia zaprzeczał rzecznik PGZ.

 

Stracił pracę w PGZ

 

W środę wieczorem spółka poinformowała o rozwiązaniu umowy o pracę z Misiewiczem za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Jak dodano rozwiązanie umowy nastąpiło na wniosek Misiewicza, "któremu nie przysługuje odprawa".

 

Tego samego dnia po południu odbyło się spotkanie prezesa PiS z Antonim Macierewiczem, które dotyczyło informacji przekazanych przez media ws. Misiewicza. - Odbyła się rozmowa, która dotyczyła Bartłomieja Misiewicza i informacji, o których pisały media. Jarosław Kaczyński wyraził swoje zdanie w tej sprawie - powiedziała rzeczniczka PiS Beata Mazurek po zakończeniu tego spotkania.

 

Umorzono śledztwo ws. Misiewicza  

 

W czwartek łódzka prokuratura poinformowała o umorzeniu śledztwo, które prowadziła z doniesienia b. rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza na posłów PO. Wcześniej donieśli oni, że Misiewicz mógł popełnić przestępstwo korupcyjne. Prokuratura badała m.in., czy posłowie fałszywie oskarżyli Misiewicza

 

O decyzji śledczych poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Jak powiedział, "śledztwo zostało umorzone wobec braku znamion czyny zabronionego".

 

We wrześniu ub. roku "Newsweek" napisał, że Misiewicz miał proponować radnym PO w Bełchatowie przystąpienie do koalicji z PiS sugerując, że w zamian zapewni im zatrudnienie w państwowej spółce, której prezes miał towarzyszyć mu w "werbunkowym spotkaniu". W związku z tym artykułem Misiewicz poprosił ministra Antoniego Macierewicza o zawieszenie w funkcjach w MON.

 

Zarzuca fałszywe oskarżenia

 

Doniesienie ws. podanych przez tygodnik informacji o obietnicach składanych przez Misiewicza złożyli posłowie PO Cezary Tomczyk i Jan Grabiec. Prokuratura w Piotrkowie Tryb. pod koniec października 2016 r. wszczęła śledztwo; na początku grudnia je umorzyła uznając, że w zachowaniu Misiewicza brak jest znamion przestępstwa.

 

W tej sytuacji to Misiewicz złożył do prokuratury zawiadomienie o fałszywym oskarżeniu go przez Tomczyka i Grabca. Śledztwo w tej sprawie wszczęto w pierwszych dniach grudnia.

 

PAP, polsatnews.pl