Jak poinformowano w komunikacie, rozwiązanie umowy nastąpiło na wniosek Misiewicza, "któremu nie przysługuje odprawa".

 

W środę "Rzeczpospolita" oraz "Fakt" podały informację o rzekomych zarobkach Misiewicza w PGZ. Według gazet miał on zarabiać 50 tys. zł miesięcznie za pracę na stanowisku pełnomocnika zarządu ds. komunikacji w PGZ i mógł liczyć na służbowy samochód.

 

Po tej informacji podano, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował o zawieszeniu Misiewicza w prawach członka PiS (należał on dotychczas do Rady Politycznej partii), a jego sprawę wyjaśniać ma czwartek specjalna komisja.

 

Rzecznik PGZ Łukasz Prus oświadczył w środę rano, że nie jest prawdą, iż miesięczne wynagrodzenie Misiewicza to 50 tys. zł. Według niego, wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu spółki nie sięga tej kwoty. Prus zapowiedział kolejne oświadczenie w sprawie "zatrudnienia pana Bartłomieja Misiewicza w Spółce". Jednak zamiast tego, pojawiła się informacja o rozwiązaniu współpracy.

 

Misiewicz już pracował w PGZ; 31 sierpnia 2016 r. został powołany w skład jej rady nadzorczej.

 

PAP, polsatnews.pl