Broll w szpitalu w Rybniku spędził ponad 8 lat. Przez taki okres sądy, na podstawie opinii biegłych, stosowały wobec niego tzw. detencję, czyli przymusowy pobyt w zamkniętym zakładzie. Domagał się od państwa 14 mln zł zadośćuczynienia za doznane krzywdy oraz 500 tys. zł odszkodowania. Proces z jego wniosku ruszył w lutym 2016 r.

 

Jeszcze przed umorzeniem sprawy pełnomocnicy Brolla, którzy uważają, że do postępowania w podobnych sprawach powinni móc przystąpić także spadkobiercy wnioskodawcy domagali się, by sąd zwrócił się z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjności o konstytucyjność uniemożliwiających to przepisów Kodeksu postępowania karnego. Sąd się na to nie zgodził.

 

Pełnomocnicy chcieli zbadania konstytucyjności art. 552 i 556 par. 1 kpk. Umożliwiają one domaganie się odszkodowania i zadośćuczynienia m.in. w związku z niesłusznym aresztowaniem lub stosowaniem środka zabezpieczającego, ale ograniczają możliwość dochodzenia tych roszczeń do samego wnioskodawcy i nie przyznają prawa dziedziczenia roszczenia przez spadkobierców w przypadku jego śmierci.

 

"Nie zgadzam się ze stanowiskiem sądu"

 

Pełnomocnik Brolla, mec. Piotra Wojtaszak - wskazując, że w postępowaniu cywilnym dziedziczenie roszczenia jest możliwe - uważa, że przepisy kpk naruszają konstytucyjne zasady: równości obywatela wobec prawa i sprawiedliwego procesu.

 

Sąd uznał, że wniosek o pytanie prawne do TK nie został uwzględniony, bo "nie znajduje w realiach niniejszej sprawy żadnego uzasadnienia". Abstrahując już od merytorycznej zasadności takiego wniosku, wystąpienie przez sąd z pytaniem do TK jest możliwe jedynie wówczas, gdy od odpowiedzi na takie pytanie zależy rozstrzygnięcie sprawy toczącej się przed sądem - wskazała sędzia Halina Powroźnik i podkreśliła, że w sprawie Brolla jedyną przeszkodą merytorycznego zakończenia sprawy stała się śmierć wnioskodawcy.

 

- Oczywiście nie zgadzam się z takim stanowiskiem sądu. Podejmę kolejne kroki, które mają na celu zbadanie tych przepisów, co do których sąd wypowiedział się, że nie może poddać się weryfikacji przez TK. Skieruję pismo do Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Obywatelskich po to, aby te podmioty wystąpiły do TK - zapowiedział mec. Wojtaszak.

 

Biegli uznali go za chorego

 

Broll trafił do szpitala w Rybniku po tym, jak zarzucono mu groźby karalne. W związku z postępowaniem zlecono badania psychiatryczne, w trakcie których biegli uznali go za chorego. Opierający się na jego opinii sąd w Rybniku zastosował środek zabezpieczający w postaci detencji. Później, posiłkując się kolejnymi opiniami gliwicki sąd okręgowy przedłużał okres przymusowego leczenia o kolejne lata, mimo protestów Brolla.

 

Według pełnomocników mężczyzny opinie, na podstawie których sądy przez lata decydowały o stosowaniu detencji wobec jego klienta nie odzwierciadlały faktycznego stanu zdrowia pacjenta. Broll mówił, że domagał się, by zbadali go inni lekarze niż ci z Rybnika, ale nie został wysłuchany. Podkreślił też, że nie uczestniczył w posiedzeniach sądu, na których decydowano w jego sprawie.

 

Mężczyzna wyszedł ze szpitala dopiero w 2014 r. W styczniu 2015 r. roku Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w jego sprawie. SN uchylił wtedy postanowienia Sądu Rejonowego w Rybniku z listopada 2005 r. oraz Sądu Okręgowego w Gliwicach ze stycznia 2006 r., na których mocy Broll trafił do zakładu psychiatrycznego. SN umorzył też postępowanie w jego sprawie.

 

Oskarżono go, gdy zgłosił prokuraturze, ze dostaje pogróżki

 

W postanowieniu SN wskazał, że SO nie rozważył w sposób dostateczny, czy stan zdrowia Brolla jak i okoliczności wskazywały na wysokie prawdopodobieństwo ponownego popełnienia czynu zabronionego (za zarzucane mu groźby karalne grozi maksymalnie kara do 2 lat więzienia). SN wskazał też, że dla podjęcia trafnej prognozy kryminologicznej konieczna jest pełna analiza zebranego materiału i ocenił, że w rozważaniach SO zabrakło analiz wskazujących na konieczność sięgnięcia po tak drastyczny środek zabezpieczający jak detencja.

 

SN uznał także, iż w sytuacji, gdy podejrzany w zażaleniu wskazywał, że został w tej sprawie fałszywie oskarżony bez dowodów i świadków, to na SO ciążył obowiązek kompleksowego odniesienia się do tego zarzutu. Zdaniem SN rozważania SO w ogóle nie odnoszą się do stanowiska podejrzanego ani do zignorowania przez SR pisma podejrzanego, w którym wskazywał na świadków zdarzenia.

 

Sam Broll, który był inżynierem, relacjonował mediom, że jego problemy zaczęły się, kiedy chciano go namówić do nieprawidłowości przy przetargach - był pracownikiem firmy projektowej, pracował też jako inspektor nadzoru budowlanego. Gdy odmówił, usunięto go z pracy; dostawał pogróżki. Po tym jak zawiadomił prokuraturę, sam został oskarżony o groźby karalne. Broll przekonywał, że po tym, jak trafił do szpitala w Rybniku kolejni lekarze powtarzali te same opinie na temat stanu jego zdrowia, gliwicki sąd przedłużał zaś okres detencji.

 

Pierwsze lata spędził w ścisłym zamknięciu

 

Wnioskodawca narzekał m.in. na ciasnotę, bardzo niską temperaturę w salach zimą. Pierwsze dwa lata spędził na oddziale o wzmocnionym zabezpieczeniu, z monitoringiem w każdym pomieszczeniu. Jak mówił, w tym czasie tylko ok. 10 razy mógł wyjść na spacer na świeże powietrze. Opisywał, że aplikowano mu leki w formie płynnej, po których czuł się fatalnie. Później, po przeniesieniu na inny odział dostawał już tabletki, ale też od czasu do czasu także zastrzyki, których skutki odczuwał przez miesiąc.

 

Po opisaniu historii Brolla i innych mężczyzn, wobec których przez lata stosowano detencję dyrekcja Państwowego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku wydała oświadczenie, w którym zapewniła, że placówka działa zgodnie z przepisami i standardami, przestrzeganie praw pacjentów jest regularnie kontrolowane, a wyniki tych kontroli pozytywne. W związku z doniesieniami prasowymi list otwarty wystosowali także psychiatrzy ze szpitala w Rybniku. Zapewnili w nim, że wystawiane przez nich opinie były rzetelne i prawdziwe.

 

Mec. Wojtaszak poinformował, że postępowanie w sprawie detencji Brolla prowadzi prokuratura w Częstochowie. Nikomu dotychczas nie przedstawiono zarzutów.

 

PAP