"Rozpłakałem się ze szczęścia". Wygrali walkę o wnuka

Polska

Sześcioletni Sylwester od drugiego miesiąca życia mieszka z dziadkami. Ma rodziców, ale - jak twierdzą państwo Majcherowie - zaniedbywali oni syna, a później go zostawili. Zainteresowanie synem zbiegło się z wprowadzeniem przez rząd programu "500+". Pierwszą sądową batalię dziadkowie przegrali, ale w sądzie II instancji nastąpił przełom.

Pierwszy raz historię państwa Majcherów z Łodzi "Interwencja" pokazywała w kwietniu 2016 r. Pani Krystyna jest dozorczynią, pan Zbigniew monterem wodno-kanalizacyjnym. 

 

- Dziecko było w strasznym stanie: wygłodzone i odwodnione. Co tydzień lądowało w szpitalu. Oni mieli dwoje małych dzieci, więc nie dawali rady - opowiadała wówczas Krystyna Majcher, babcia Sylwestra. Kobieta po kolejnym pobycie chłopca w szpitalu zaproponowała, że przejmie nad nim opiekę na kilka miesięcy i pomoże w wychowaniu.

 

"Jestem dla niego mamą"

 

Te kilka miesięcy przerodziło się w 6 lat. To dziadkowie dbali o prawidłowy rozwój wnuka. Zapisali go do przedszkola, chodzili z nim do logopedy, bo chłopiec ma zdiagnozowaną wadę słuchu i przez to problemy z mową. Rodzice z rzadka interesowali się synem.

 

- Ja jestem dla niego mamą, dzień i noc przy nim byłam: kiedy chorował, kiedy gorączkował, wymiotował, ząbkował i raczkował – wspominała pani Krystyna. O biologicznej matce chłopca kobieta nie ma najlepszego zdania. - Przez 8 miesięcy nie pokazała się ani razu, bo zaszła w ciążę z trzecim dzieckiem. Dla mnie to nie jest mama - dodała.

 

W tej sytuacji dziadkowie zdecydowali się wystąpić do sądu o prawną opiekę nad wnuczkiem. Nieoczekiwanie dużo większe zainteresowanie dzieckiem zaczęli wykazywać też rodzice.

 

"Serce mi z bólu pęknie"

 

- Według mnie to jest ewidentnie z powodu programu "500+". Teraz to już go tak kochamy, że nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Mi serce z bólu pęknie, jeśli go stracę - powiedziała o Sylwestrze pani Krystyna.

 

Mimo silnej więzi z wnukiem, sąd pierwszej instancji odmówił dziadkom statusu rodziny zastępczej. Ci złożyli apelację i przez rok w ogromnym napięciu czekali na decyzję sądu okręgowego. Państwo Majcherowie twierdzą, że nawet przez ten czas rodzice dzieckiem się nie interesowali.

 

Łzy radości

 

W końcu 16 marca 2017 roku w Sądzie Okręgowym w Łodzi zapadł wyczekiwany wyrok. Sąd ograniczył władzę rodzicielską obojga rodziców poprzez ustanowienie dla Sylwestra rodziny zastępczej w osobie babci.

 

- Jak żeśmy wyszli z tej sali, to aż się rozpłakałem ze szczęścia - powiedział Zbigniew Majcher, dziadek Sylwestra.

 

Rodzice chłopca nie chcieli komentować sprawy ani przed, ani po wyroku.

 

Radość państwa Majcherów jest ogromna. Teraz mogą spokojnie planować wspólną przyszłość. W dodatku jest jeszcze jeden powód do szczęścia: Sylwester przeszedł kilka miesięcy temu udaną operację ucha i zaczął wyraźnie mówić.

 

- Wie, że zostaje z nami. Jak weszłam do przedszkola, to w pierwszych słowach zapytał, czy wygraliśmy. Dopytywał, czy już go nie zabiorą I tak się cieszył! Nic więcej do szczęścia nam nie potrzeba - podsumowała pani Krystyna.

 

"Interwencja"

ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze