To kolejny etap protestu, który zaostrzył się ponad tydzień temu. Podczas wtorkowych rozmów z dyrekcją placówki nie doszło do porozumienia ze Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych, dlatego pracownicy zdecydowali się na odejście od łóżek pacjentów.

 

Pracownicy szpitala rozpoczęli "sukcesywną" akcję strajkową. Codziennie przez 24 godziny od pracy będą powstrzymywały się pielęgniarki wyznaczonych oddziałów, według opracowanego harmonogramu.

 

W środę pracy nie podjęli pracownicy diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej (wykonują tylko zlecenia pilnych badań), pielęgniarki zatrudnione w poradniach specjalistycznych i diagnostycznych oraz pielęgniarki z oddziału internistycznego i z oddziału geriatrycznego szpitala.

 

Jak podkreśliła szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w szpitalu Beata Uba, strajk jest prowadzony w taki sposób, żeby nie narazić życia i zdrowia pacjentów.

 

"Zdrowie i życie pacjentów nie jest zagrożone"

 

Na oddziale geriatrycznym jest obecnie hospitalizowanych 23 pacjentów. Wg Uby pracę świadczą tam w środę: pielęgniarka koordynująca, pielęgniarka zatrudniona na 12-godzinny dyżur w ramach umowy-zlecenia, dwie opiekunki medyczne, fizjoterapeutka i trzech lekarzy.

 

Na oddziale wewnętrznym przebywa 48 pacjentów. Z protestu wyłączono znajdujący się tu poddział intensywnej opieki kardiologicznej, w którym pracują dwie pielęgniarki. W całym oddziale jest także pielęgniarka koordynująca, opiekunka medyczna, fizjoterapeutka i 10 lekarzy. Pielęgniarki nie świadczą też pracy w poradniach specjalistycznych.

 

- Zdrowie i życie pacjentów nie jest zagrożone. Wszystkie pielęgniarki są w budynku szpitala, obok gabinetu dyrektora. Gdyby nagle pojawiła się potrzeba zwiększenia personelu na oddziałach, wrócą do pracy. Podobnie, jeśli do poradni trafiałby pacjent wymagający udzielenia natychmiastowej pomocy - personel wróci do danej poradni - przekonywała Uba.

 

W czwartek nie będą pracowały pielęgniarki z oddziału ginekologiczno-położniczego, a w piątek - z chirurgii.

 

"Rotacyjny" charakter strajku

 

Każdego dnia mają strajkować "rotacyjnie" pielęgniarki z innego oddziału. W proteście nie będą brały udziału pracownice Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, oddziału intensywnej terapii, bloku operacyjnego i bloku porodowego.

 

Członkinie związku ponownie okupują także gabinet dyrektora. - Jeżeli dalej nie dojdziemy do porozumienia, odejdziemy wszystkie od łóżek i będziemy strajkować do skutku, wszystkie razem - mówiła wcześniej Uba.

 

Władze szpitala zapewniły, że podczas strajku pacjenci będą bezpieczni. Pełniący obowiązki dyrektor szpitalu Józef Żółciak powiedział we wtorek, że wprowadzone będą działania "pozwalające zabezpieczyć pacjentów przebywających w lecznicy". Dodał, że ponieważ strajk będzie miał charakter rotacyjny, oddziały nie będą wstrzymywały pracy, a te, w których akurat będzie prowadzony protest, będą pracowały w trybie ostrego dyżuru, tak jak w niedziele i święta.

 

Dodatek wpisany do podstawy wynagrodzenia

 

Pielęgniarki domagają się, by dodatek finansowy, który otrzymują, został wpisany do podstawy wynagrodzenia. Od łóżek pacjentów miały odejść od poniedziałku, bo władze szpitala nie podejmowały z nimi "konstruktywnych rozmów" w tej sprawie. W ubiegły piątek zawiesiły protest - ustaliły z dyrekcją, że we wtorek obie strony przestawią propozycje porozumienia.

 

Według Uby, we wtorek władze szpitala nie były przygotowane do negocjacji, a projekt porozumienia miały jedynie pielęgniarki. Zakłada on sukcesywne włączanie do podstawy pensji dodatku, który pielęgniarki otrzymują na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia.

 

Uba dodała, że dyrektor mówił jedynie o włączeniu do pensji 10 proc. z tego dodatku. Szef lecznicy powiedział, że włączenie do płacy zasadniczej takiej części dodatku, oznaczałoby szybszą realizację w szpitalu przepisów, które mają obowiązywać od lipca (ustawa o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych - red.).

 

Natomiast propozycje związkowców - zdaniem Żółciaka - oznaczałyby większe koszty utrzymania pracowników przez pracodawcę. Według dyrektora, związek w projekcie ugody chciał też zagwarantowania prawa do strajku "w każdym czasie". - Nie mogłem się zgodzić na takie warunki. Jestem otwarty na propozycje. Liczę, że codziennie będziemy w jakiś sposób próbować rozwiązać tę sytuację - podkreślił Żołciak.

 

Trwający dwa lata spór

 

Spór zbiorowy pomiędzy Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych w staszowskim szpitalu, a dyrekcją lecznicy trwa od dwóch lat. Protest zaostrzył się 27 marca. Tego dnia przedstawicielki organizacji rozpoczęły okupację gabinetu dyrektora, później zostały wyproszone z pomieszczenia i od tego czasu przebywały pod drzwiami gabinetu. Strajk był rotacyjny, a uczestniczył w nim zarząd związku zawodowego oraz pielęgniarki, które miały dzień wolny od pracy. Decyzja o takiej formie protestu była konsekwencją braku rozmów z dyrekcją o podwyżkach pensji.

 

Podczas ubiegłotygodniowych rozmów z protestującymi, dyrektor lecznicy poprosił przedstawicielki związku zawodowego o zawieszenie protestu do lipca, kiedy ma zacząć obowiązywać ustawa o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych. Członkinie związku uznały, że spotkanie nie przyniosło "jakiejkolwiek gwarancji" podwyższenia wynagrodzenia, dlatego rozważały możliwość dalszego zaostrzenia protestu. Pracownicy szpitala zorganizowali też pikietę przed budynkiem lecznicy.

 

Na początku sporu w 2015 r. Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w staszowskiej lecznicy domagał się 1,5 tys. zł podwyżki do pensji zasadniczej, co nie zostało spełnione. Gdy jesienią 2015 r. pojawiło się rozporządzenie ministra zdrowia, gwarantujące podwyżkę dla tej grupy zawodowej cztery razy po 400 zł w ciągu kilku lat, związek postulował, by pieniądze te wpisać do postawy wynagrodzenia, a nie - tak jak teraz - przekazywać je jako dodatek do pensji. W tej chwili wypłacana jest druga transza tej podwyżki, a łącznie podwyżka wynosi obecnie ok. 450 zł netto miesięcznie.

 

Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w sporze zbiorowym reprezentuje też pracowników lecznicy, którzy nie mają swojej organizacji, pracujących w działach diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej (domagają się zwiększenia podstawy pensji o 500 zł).

 

Szpital w Staszowie zatrudnia ok. 200 pielęgniarek; ponad 150 jest zrzeszonych w związku zawodowym. Według Uby, początkująca pielęgniarka zarabia ok. 1,5 tys. zł netto (z uwzględnieniem nocnych i świątecznych dyżurów), a pielęgniarka z 25-letnim stażem - 2,1-2,2 tys. zł netto. Osoby, które mają tytuł specjalisty, otrzymują 250 zł dodatku.

 

Szpital w Staszowie jest prowadzony przez samorząd powiatu staszowskiego. Ma ok. 350 łóżek na czterech podstawowych oddziałach i ośmiu specjalistycznych. Szpital prowadzi też Ośrodek Rehabilitacji Dziennej i udziela świadczeń z zakresu ratownictwa medycznego. Działa przy nim 19 poradni specjalistycznych.

 

PAP