Stein, prywatnie już prababcia, 21 marca postanowiła skrócić wizytę u wnuczki po tym, jak dowiedziała się, że zapowiadane są zamiecie śnieżne. W obawie przed niebezpieczną pogodą ruszyła do swojego domu, który także znajduje się w Kolorado. Jej prawie 400-kilometrowa droga wiodła przez słabo zaludnione Góry Skaliste.

 

Z paczką przysmaków i puszką kociej karmy

 

Telefon komórkowy kobiety stracił zasięg, więc nie mogła wezwać pomocy, gdy jej samochód zakopał się w śniegu. Początkowo liczyła na to, że zwróci czyjąś uwagę, wciskając klakson, jednak szybko wyczerpała w ten sposób akumulator.

 

Towarzystwa podczas trudnych chwil dotrzymywała Stein jej kotka Nikki. Kobieta przyznała później, że zwierzę pomagało jej utrzymać ciepło ciała w nocy, kiedy temperatura spadała poniżej 0 stopni.

 

Starsza pani miała ze sobą paczkę przekąsek ryżowych i puszkę kociej karmy. Postanowiła rozsądnie dysponować zapasami, pozwalając sobie jedynie na dwa krakersy dziennie, z rzadka sięgając też po odrobinę jedzenia dla kotów. W ustawionej na dachu samochodu puszce roztapiała też śnieg, uzyskując w ten sposób wodę do picia.

 

Stein opowiadała dziennikarzom, że używała ubrań przekazanych jej przez wnuczkę na pomoc charytatywną, by uszczelniać szczeliny w samochodzie i zatrzymać całe ciepło w środku. Przy pomocy agrafek spięła też ubrania, by utworzyć z nich koc.

 

"Za dużo wnuków i prawnuków, by się poddawać"

 

- Byłam bardzo spokojna, co mnie samą zaskoczyło - przyznała, tłumacząc to faktem, że "za dużo wnuków i prawnuków, by się poddawać". - Co będzie, to będzie. Trzeba to po prostu zaakceptować - podsumowała Stein.

 

Akurat kiedy kobieta zjadła ostatnie przekąski, na jej samochód natrafiło dwoje turystów. Jak wspominali, kobieta była spokojna, a na pytanie "czy wszystko w porządku" odpowiedziała: "nie, nic nie jest w porządku".

 

- Miała więcej jedzenia dla kota niż dla siebie - powiedziała Katie Preston, która znalazła 85-latkę.

 

denverpost.com