Według służb Tatrzańskiego Parku Narodowego, w sobotę i niedzielę już po godz. 8.00 rano parkingi przed wejściem do doliny były zapełnione. Turyści musieli odczekać w kolejce ok. 1,5 godz., aby kupić bilet wstępu do TPN, chociaż pracowało więcej kasjerów niż zwykle.

 

Służby były przygotowane na większy niż zazwyczaj ruch. Na Polanie Chochołowskiej pojawiły się tablice informujące o ochronie krokusów, a ścieżkę odgrodzono taśmami. Oprócz strażników na szlaku pojawili się wolontariusze, którzy pilnowali porządku. Mimo tego, jak poinformował dyrektor TPN Szymon Ziobrowski, nie wszyscy chcieli się dostosować do przepisów i poleceń.

 

"Agresywne reakcje"

 

- Przeprowadziliśmy sporo interwencji, które głównie kończyły się na pouczeniach i rozmowach edukacyjnych. Turyści rozkładali koce na polanie, wchodzili w teren, gdzie kwitną krokusy. Były też skrajne zachowania, gdzie turyści chcieli rozpalać grille wśród krokusów - mówił dyrektor TPN Szymon Ziobrowski. 

 

- Niektórzy reagowali agresywnie na nakazy opuszczenia Doliny Chochołowskiej - dodał.

 

Zdarzało się nawet, że zdesperowani turyści, którzy nie mogli znaleźć miejsc parkingowych, wjeżdżali prosto na pola kwitnących krokusów, na prywatnych gruntach, przed wejściem na teren parku narodowego.

 

Przyrodnicy odnotowali, że sporo osób wybrało się do Doliny Chochołowskiej z psami - mogło być nawet 3 tys. czworonogów. Chochołowska to jedyny fragment TPN, na który można wprowadzać psy.

 

W innych rejonach Tatr w weekend było zdecydowania mniej turystów.

 

PAP