Z ustaleń prokuratury wynika, że rodzice 1,5 rocznej dziewczynki i 3-letniego chłopca od środy zostawili dzieci pod opieką 60-letniej babci. W tym czasie remontowali swoje mieszkanie.

 

Ponad godzinna reanimacja bezskuteczna


W czwartek chłopiec bawił się na podwórku. Gdy babcia weszła do domu, aby zająć się jego młodszą siostrą doszło do tragedii. Kiedy po pewnym czasie kobieta zainteresowała się, co dzieje się z wnukiem, nie mogła go znaleźć. Weszła do odgrodzonej furtką części nieruchomości, na której wkopana w ziemię jest beczka na przeznaczoną do podlewania deszczówkę. Okazało się, ze dziecko do niej wpadło.


Na miejsce przyjechało pogotowie. Niestety, trwająca ponad godzinę reanimacja okazała się bezskuteczna.


W piątek w Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi odbyła się sekcja zwłok, która potwierdziła, że na ciele dziecka nie było obrażeń zewnętrznych, a przyczyną śmierci było utonięcie.

 

60-latka usłyszy zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci


Śledczy ustalili, że prawdopodobnie furtka prowadząca do odgrodzonej części nieruchomości nie była należycie zabezpieczona. Na sznurkach w odgrodzonej części działki wisiało jeszcze mokre pranie, co może wskazywać na to, że tego samego dnia 60-latka wchodziła tam, aby je powiesić.


Prawdopodobne jest, że jeszcze w piątek kobieta  usłyszy zarzut, dotyczący nieumyślnego spowodowania śmierci. W przypadku osób sprawujących opiekę jest to czyn zagrożony karą pozbawienia wolności w wymiarze do lat 5.

 

polsatnews.pl