Policja nie zdradza szczegółów zajścia. W mieszkaniu przy ul. Henryka Partyki cały czas pracują policyjni technicy, by zabezpieczyć ślady i ustalić przyczynę śmierci dziecka.

 

Kryminalni czekają też w szpitalu w Jaworznie, gdzie udzielana jest pomoc matce niemowlęcia. Na razie stan kobiety nie pozwala na jej przesłuchanie.

 

"Proponowałyśmy jej, by z nami usiadła"

 

Wiadomo, że policjanci weszli do mieszkania po telefonicznym zawiadomieniu. 

 

- Dostali podobno zgłoszenie od sąsiada zza ściany, że słyszał histeryczny płacz tej dziewczyny - powiedziała jedna ze znajomych matki Antosia.

 

Ostatni raz kobieta była widziana pół godziny przed tragedią, gdy wraca ze spaceru z dzieckiem. - Dwa razy proponowałyśmy jej, by z nami usiadła, skorzystała z ładnej pogody. Powiedziała, że musi zrobić pranie. Później pojawiła sie policja, karetka - relacjonowała znajoma kobiety, dodając, że była to "normalna, poukładana rodzina".

 

- Oni bardzo dbali o dzieciątko. Byliśmy niedawno na chrzcinach u Antosia. Bardzo normalna, kochająca rodzina - dodała inna znajoma.

 

Polsat News

mslawinska@polsat.com.pl