Testy odbyły się w minioną środę z udziałem auta używanego przez prezydenta. Dokładna lokalizacja eksperymentu nie została podana. Widomo, że uczestniczyli w niej biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie i Politechniki Krakowskiej, a badany pojazd nie ucierpiał.

 

Znali odczyt tzw. czarnej skrzynki

 

Eksperci znali już odczyty z urządzenia UDS, tzw. czarnej skrzynki audi, które wiozło premier podczas wypadku w Oświęcimiu. Urządzenie zapamiętuje parametry pojazdu na 30 sekund przed i 15 sekund po zdarzeniu. Rejestruje m.in. prędkość, przyspieszenie i obroty pojazdu.

 

Pytany o cel doświadczenia, Krzysztof Dratwa z Prokuratury Okręgowej w Krakowie wyjaśnił, iż "chodziło o poznanie parametrów technicznych auta, dowiedzenie się, jak taki pojazd zachowuje się w konkretnej sytuacji. Biegli prześledzili m.in. tor jazdy i drogę hamowania".

 

"Reakcja samochodu mogła zaskoczyć kierowcę"

 

"Rz" przytacza opinię osób "znających kulisy śledztwa", według których chodziło o sprawdzenie reakcji kierowcy BOR i zachowania audi w sytuacji, jaka zaistniała w Oświęcimiu. Zbadano m.in., ile czasu potrzeba, by ciężka limuzyna wytraciła prędkość przy nagłym hamowaniu.

 

Zastrzegający anonimowość ekspert w dziedzinie wypadków drogowych, powiedział, że "biegli w ten sposób przebadali m.in. to, jak szybko kierowca jest w stanie zahamować i jak pancerna limuzyna reaguje na skręt kierownicą".

 

- Kiedy kierowca BOR w Oświęcimiu odbił w lewo, by uniknąć zderzenia z seicento, być może nie spodziewał się, że wpadnie na drzewo, a reakcja samochodu mogła go zaskoczyć - wytłumaczył w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

 

"BOR nie odpowiedział"

 

Dziennik przypomina, iż z jego wcześniejszych ustaleń wynika, iż kierowca BOR, który uderzył audi w drzewo, akurat tym modelem prawie nie jeździł, bo nie znalazł się w zespole kierowców, którzy przeszli szkolenie u producenta na tym modelu auta. "BOR do dziś nie odpowiedział nam, dlaczego tego feralnego dnia był on kierowcą pani premier, choć nigdy wcześniej jej nie woził" - podała "Rz".

 

Według oficjalnych informacji MSWiA zaraz po wypadku rządowa kolumna jechała z prędkością niewiele ponad 50 km/h. Według nieoficjalnych ustaleń "Rzeczpospolitej" w ostatnich sekundach przed wypadkiem samochód miał na liczniku ok. 85 km/h.

 

Do wypadku doszło 10 lutego w Oświęcimiu.  

 

"Rzeczpospolita"