Protest w szpitalu w Staszowie. Pielęgniarki nie wykluczają zaostrzenia strajku

Polska
Protest w szpitalu w Staszowie. Pielęgniarki nie wykluczają zaostrzenia strajku
PAP/Piotr Polak
Protestujące pielęgniarki przed gabinetem dyrekcji szpitala w Staszowie.

Wtorkowe spotkanie protestujących w szpitalu w Staszowie (woj. świętokrzyskie) pielęgniarek z dyrekcją lecznicy nie przyniosło rozwiązania sporu. Pielęgniarki, domagające się gwarancji podwyżek, nie wykluczają zaostrzenia strajku i odejścia od łóżek pacjentów.

Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych lecznicy jest w sporze z władzami szpitala od dwóch lat. W poniedziałek rano przedstawicielki organizacji rozpoczęły okupację gabinetu dyrektora, później zostały wyproszone z pomieszczenia i od ponad doby przebywają pod drzwiami gabinetu. Decyzja o takiej formie protestu była konsekwencją braku rozmów z dyrekcją na temat podwyżek pensji.

 

Jak wyjaśniała przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w staszowskiej lecznicy Beata Uba, na początku sporu w 2015 r. pielęgniarki domagały się 1,5 tys. zł podwyżki do pensji zasadniczej, co nie zostało spełnione. Gdy jesienią 2015 r. pojawiło się rozporządzenie ministra zdrowia, gwarantujące podwyżkę dla tej grupy zawodowej cztery razy po 400 zł w ciągu kilku lat, związek postulował, by pieniądze te wpisać do postawy wynagrodzenia, a nie przekazywać je jako dodatek do pensji, jak to ma miejsce obecnie. W tej chwili wypłacana jest druga transza tej podwyżki, a łącznie podwyżka wynosi ok. 450 zł netto miesięcznie.

 

Zawiesić protest do lipca

 

We wtorek po południu władze szpitala zaprosiły protestujące pielęgniarki do rozmowy. W spotkaniu uczestniczył też starosta staszowski (szpital prowadzi powiat). Wg Uby, dyrektor lecznicy podczas spotkania poprosił przedstawicielki związku zawodowego o zawieszenie protestu do lipca, kiedy ma zacząć obowiązywać ustawa o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych.

 

- Na razie wiemy, że jest to dopiero projekt ustawy - nie jest to akt prawny, na którym możemy się opierać. Te rozmowy nie były konstruktywne, to nie było nic, co by nam dało jakąkolwiek gwarancję podwyższenia wynagrodzenia. Żadnych innych propozycji nie było, choć wcześniej dyrektor wspomniał o trzech rozwiązaniach, jakie ma przedstawić - mówiła szefowa związku.

 

Mogą odejść od łózek

 

Protestujące kobiety zapowiedziały kontynuację protestu w obecnej formie - strajk ma charakter rotacyjny, a uczestniczą w nim zarząd związku zawodowego oraz pielęgniarki, które mają dzień wolny od pracy. Uba nie wykluczyła jednak zaostrzenia formy protestu - jak zaznaczyła - "z odejściem od łóżek pacjentów włącznie".

 

- Nie chciałyśmy tego, broniłyśmy się przed tym, ale widzimy, że jesteśmy tak lekceważone przez pracodawcę, że niestety - nie ma chyba innego wyjścia - oceniła.

 

Uba podkreśliła, że jeśli pielęgniarki zdecydują się na taką formę strajku, będzie on prowadzony zgodnie z obowiązującymi procedurami. Władze lecznicy zostaną powiadomione przynajmniej z pięciodniowym wyprzedzeniem. "W takiej sytuacji na pracodawcę jest nałożony obowiązek zabezpieczenia zakładu i pacjentów" - zaznaczyła.

 

Dyrektor otwarty na dalsze rozmowy

 

Pełniący obowiązki dyrektora lecznicy Józef Żółciak podkreślił, że sprawa rozmów z protestującymi jest "w dalszym ciągu otwarta". - Nie zamykam się przed rozmowami. Będziemy próbowali znaleźć jakieś rozwiązanie - dodał. Zaznaczył, że nie chce udzielać szczegółowych informacji na temat spotkania z protestującymi przez telefon.

 

W poniedziałek dyrektor wyraził opinię, że zaostrzenie sporu zbiorowego przez pielęgniarki jest przedwczesne. - Mamy kontrakty podpisane na pierwsze półrocze. Tam są zapisane te środki finansowe. Co będzie po 30 czerwca, trudno dziś mówić - mówił wówczas Żółciak. Zaznaczył też, że jego zdaniem to nowy spór, a nie kontynuacja poprzedniego.

 

Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych w sporze zbiorowym reprezentuje też pracowników lecznicy, którzy nie mają swojej organizacji, pracujących w działach diagnostyki laboratoryjnej i obrazowej (także domagają się podwyżek wynagrodzenia).

 

25 lat doświadczenia i 2,2 tys. zł pensji

 

Szpital w Staszowie zatrudnia ok. 200 pielęgniarek; ponad 150 jest zrzeszonych w związku zawodowym. Według Uby, początkująca pielęgniarka zarabia ok. 1,5 tys. zł netto (uwzględniając nocne i świąteczne dyżury), a pielęgniarka z 25-letnim stażem - 2,1-2,2 tys. zł netto. Osoby, które mają tytuł specjalisty, otrzymują 250 zł dodatku.

 

Szpital w Staszowie jest prowadzony przez samorząd powiatu staszowskiego. Ma ok. 350 łóżek na czterech podstawowych oddziałach - chirurgii ogólnej, chorób wewnętrznych, ginekologiczno-położniczym i pediatrycznym - oraz ośmiu specjalistycznych: neonatologicznym, otolaryngologicznym, chirurgii urazowo-ortopedycznej, urologicznym, geriatrycznym, rehabilitacji neurologicznej, anestezjologii i intensywnej terapii, neurologicznym i udarowym.

 

Szpital prowadzi też Ośrodek Rehabilitacji Dziennej. Udziela także świadczeń z zakresu ratownictwa medycznego. Przy szpitalu działa 19 poradni specjalistycznych.

 

PAP

mr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze