"Opinia społeczna odnotowała wysoki stopień niezadowolenia ludzi i ich gotowość do wyjścia na ulice" - podkreśla w poniedziałek gazeta "RBK". Jak zauważa cytowany przez nią politolog Abbas Gałlamow, Kreml "stoi teraz na rozdrożu - czy radykalizować protest, stosując surowe kary dla zatrzymanych, czy też udawać, że nic się nie wydarzyło i ich wypuścić". "RBK" prognozuje jednak, że władze będą reagowały surowo.

 

Gałlamow wskazuje też, że głównym rezultatem protestów jest uzyskanie przez Nawalnego statusu przywódcy antykremlowskiej opozycji. Nastąpiły "narodziny nowej rzeczywistości politycznej", możliwe jest bowiem, że doszło do zasadniczego przesunięcia w nastrojach społecznych - uważa ten ekspert.

 

"Nawalny zdołał wyczuć nastroje młodego pokolenia"

 

Zdaniem innego politologa, Michaiła Winogradowa, władze Rosji stoją teraz przed rozstrzygnięciem dwóch kwestii: czy jest wskazana walka o frekwencję wyborczą wśród młodzieży w wieku 18-24 lat, która licznie przyszła na niedzielne protesty, oraz co robić z hasłami antykorupcyjnymi, które przyciągnęły ludzi na demonstracje.

 

Moskiewskie dzienniki podkreślają, że Nawalny zdołał wyczuć nastroje młodego pokolenia. Jak zauważa "Kommiersant", uczestnikami protestów byli uczniowie i studenci młodszych lat - młodzież, która ze względu na wiek nie uczestniczyła w poprzednich masowych protestach z lat 2011-2012. "Niezawisimaja Gazieta" podkreśla ponadto, że zwołane przez Nawalnego demonstracje stały się bezprecedensowe ze względu na zasięg geograficzny.

 

"Akcje protestacyjne, które odbyły się w niedzielę w kilkudziesięciu miastach Rosji, pokazują wysoki stopień niezadowolenia z władzy, upolitycznienie nowego, młodego audytorium i być może pomyłki prognoz socjologicznych" - ocenia w artykule redakcyjnym dziennik "Wiedomosti". Zdaniem tej gazety zasięg akcji trudno tłumaczyć tylko popularnością haseł antykorupcyjnych czy niechęcią do premiera Dmitrija Miedwiediewa. "Akcje pokazały, że obywatele są ogólnie niezadowoleni z władzy, a także z powodu konkretnych lokalnych problemów" - ocenia ten dziennik.

 

Prasa zwraca uwagę, że do protestów doszło w przededniu kampanii przedwyborczej; w marcu 2018 roku odbędą się w Rosji wybory prezydenckie. Jak zauważają "Wiedomosti", do tej pory socjolodzy uważali młodzież za apolityczną, ale teraz Kreml będzie musiał korygować ten obraz w związku z kampanią przedwyborczą.

 

"Władze nie będą działać liberalnie, lecz stawią mocny opór"

 

Politolog Nikołaj Mironow, cytowany przez "Niezawisimą Gazietę" uważa, że do wyborów protesty będą trwać nadal, dzięki czemu napięcie społeczne będzie rozładowywane. "Będą mityngi i będą zatrzymania, jednak dopóki nie staną się one ogólnokrajowe, nie będą mieć żadnego efektu, stopniowo przychodzić będzie coraz mniej ludzi. W rezultacie Kreml wykorzysta tę sytuację na przykład do dymisji Miedwiediewa, pod pretekstem, że naród go nie chce. A Nawalny wykorzysta to do (wywierania) presji na władze, by pozwolono mu zostać kandydatem na prezydenta" - uważa Mironow.

 

W "Wiedomostiach" socjolog Aleksiej Grażdankin, wiceszef niezależnego Centrum Lewady prognozuje, że "jeśli są nadzieje na rozszerzanie się protestu", władze nie będą działać liberalnie, lecz stawią mocny opór.

 

Uczestnicy wielotysięcznych protestów, które odbyły się w niedzielę w kilkudziesięciu miastach Rosji, żądali wyjaśnienia przez władze faktów, które Nawalny wraz ze swą Fundacją Walki z Korupcją (FBK) przedstawił w materiale śledczym na temat domniemanego ukrytego majątku Miedwiediewa. Policja zatrzymała w samej Moskwie ponad 1000 osób, większość z nich została zwolniona i ma odpowiadać za wykroczenia administracyjne.

 

PAP