Aplikacja w telefonie sprawdzi, czy dzieło sztuki nie zostało zrabowane w Polsce podczas wojny

Kultura
Aplikacja w telefonie sprawdzi, czy dzieło sztuki nie zostało zrabowane w Polsce podczas wojny
policja.pl
W listopadzie ubiegłego roku policja poinformowała o odzyskaniu obrazu Wojciecha Kossaka "Piłsudski na Kasztance".

- Wbrew pozorom większość utraconych po II wojnie światowej dzieł sztuki nigdy nie opuściło granic naszego kraju i ciągle pozostaje gdzieś w domach czy prywatnych kolekcjach - twierdzi Katarzyna Zielińska z Wydziału Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Pracownicy Wydziału Strat Wojennych codziennie poszukują utraconych dzieł sztuki, które zostały wywiezione z Polski podczas II wojny światowej. Szukają ich za pomocą serwisów internetowych, gdzie monitorują międzynarodowy rynek antykwaryczny. Specjaliści wyszukają w nich nazwiska tych artystów, których dzieła są zarejestrowane jako polskie straty wojenne.

 

- Codziennie otrzymują raporty z tych stron, a potem każdorazowo sprawdzają, czy praca sygnowana nazwiskiem danego artysty figuruje w bazie strat wojennych - informuje Katarzyna Zielińska z Wydziału Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

"Student" z Wiednia z Dianą ze zrujnowanej Warszawy

 

Odzyskiwanie dzieł sztuki może trwać latami, ale zdarza się, że właściciele oddają je już po miesiącu.

 

- W 2015 r. odzyskaliśmy przepiękne marmurowe popiersie bogini Diany, które udało się odnaleźć w Wiedniu w ofercie jednego z domów aukcyjnych. Osoba, która była posiadaczem tego obiektu, tłumaczyła w kuriozalny sposób, jak ten zabytek znalazł się w rękach jej rodziny  - mówi Katarzyna Zielińska.

 

- Otóż rzekomo dziadek tej osoby w 1946 r. był na wycieczce studenckiej w zrujnowanej wówczas Warszawie i po prostu kupił tę rzeźbę, która notabene waży 60 kg i ma około jednego metra wysokości, na ulicy i przywiózł sobie jako pamiątkę z tej wyprawy - dodaje.

 

- To oczywiste, że nie było w tych czasach takiej wymiany studenckiej, Warszawa w zasadzie nie istniała, możemy się tylko domyślać, że był to niemiecki oficer, który tę rzeźbę zwyczajnie wywiózł z warszawskich Łazienek Królewskich - mówi Zielińska.

 

Rzeźba wróciła do kraju. - Zachowały się przedwojenne zdjęcia miejsca, w którym stała - Pałacu na Wyspie. Dzisiaj możemy ją tam znów podziwiać - dodaje Zielińska.

 

Zrób zdjęcie, sprawdź, czy dzieło było utracone

 

Przed zakupem dzieła sztuki warto sprawdzić, czy nie figuruje na liście zaginionych podczas wojny dzieł sztuki. Na stronie www.dzielautracone.gov.pl widnieje także formularz "zgłoś dzieło", poprzez który można zgłaszać zaginione obiekty.

 

Przed zakupem dzieła sztuki warto sprawdzić jego pochodzenie. Można do tego wykorzystać aplikację na smartfony, którą Fundacja Communi Hereditate stworzyła we współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Fundacją Kronenberga.

 

Bezpłatna aplikacja "ArtSherlock" udostępniona użytkownikom w maju 2016 r. pozwala samodzielnie zweryfikować, czy dzieło sztuki figuruje w bazie strat wojennych. Wystarczy zrobić zdjęcie obiektu - może to być zdjęcie dzieła sztuki z natury, bądź z katalogu czy innego źródła. W ciągu kilkunastu sekund autor zdjęcia dostaje informację zwrotną, czy dzieło jest utracone, czy też nie.

 

- Do tej pory udało nam się pozytywnie zweryfikować dzięki aplikacji jedno dzieło sztuki. Niestety użytkownik nie podał swojej lokalizacji, ani oficjalnie nie zgłosił obrazu do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wobec czego dzieło nadal pozostaje zaginione. Tym niemniej wiemy już, że przetrwało wojnę - poinformowała Zielińska.

 

Albo negocjacje, albo pomoc policji

 

Po odnalezieniu dzieła sztuki z listy dzieł zaginionych resort rozpoczyna negocjacje i nigdy nie wykupuje dzieł sztuki. Do aktualnego posiadacza dostarczane są dokumenty, które udowadniają, że dzieło należało kiedyś do polskich zbiorów. 

 

- Jeżeli po drugiej stronie jest opór, sprzeciw czy wątpliwości, to wtedy podejmujemy dalsze kroki. W przypadku, gdy ten obiekt znajduje się w zbiorach publicznych za granicą, to dalsze rozmowy prowadzone są z już władzami państwowymi, odpowiednikami ministerstwa kultury w innych krajach - mówi Zielińska.

 

W przypadku osób prywatnych, w zależności od kraju i możliwości prawnych, sprawa może być skierowana na drogę sądową. W przypadku realnego zagrożenia, że obraz zostanie ukryty, wywieziony lub sprzedany ministerstwo zwraca się o pomoc do organów ścigania o zabezpieczenie dzieła sztuki.

 

Jeżeli obraz jest poza granicami kraju Wydział Strat Wojennych współpracuje na terenie Stanów Zjednoczonych z FBI, a na terenie Europy z Interpolem.

 

- Współpracujemy również w formule pro bono z międzynarodowymi firmami, które zajmują się rejestrowaniem i poszukiwaniem utraconych dzieł sztuki. Są to dwie brytyjskie firmy - Art Loss Register oraz Artive - mówi Zielińska. Zdarza się, że ci prywatni partnerzy zgłaszają obiekty, które mogły kiedyś być w zbiorach polskich.

 

Zaginione przedwojenne "perły"

 

- Najsłynniejszym obrazem zaginionym podczas wojny jest "Portret młodzieńca" Rafaela Santi z kolekcji Czartoryskich. Jest to obiekt, który w 1944 r. został wywieziony z Krakowa na teren Dolnego Śląska, tam ślad się urywa - poinformowała Zielińska.

 

Drugim, szczególnie cennym obrazem wokół którego narosło sporo legend i mitów, jest "Walka postu z karnawałem" Pietera Bruegla.

 

- To obraz, który zdobił przed wojną krakowskie Sukiennice i został zrabowany przez żonę gubernatora dystryktu krakowskiego Charlotte Wachter. Po prostu weszła do Sukiennic w towarzystwie żołnierzy niemieckich i wskazywała obrazy, które chce zabrać. Obraz ten jest niezwykłej klasy i wartości, najprawdopodobniej został wywieziony do Austrii przez rodzinę Wachterów - dodała Zielińska.

 

Według Zielińskiej działania zmierzające do odzyskania zaginionych w czasie wojny dzieł sztuki realizowane są w granicach prawa. Większość zaginionych dzieł znalezionych za granicą  trafia z powrotem do Polski z krajów zachodnich. Do tej pory z Rosji udało się odzyskać tylko jeden obraz. - Było to w latach 90., jeszcze za prezydentury Borysa Jelcyna, kiedy klimat polityczny byłodmienny niż dzisiaj - mówi Zielińska. Zwraca także uwagę na trudności z dostępem do informacji w Rosji.

 

- Dopóki Rosjanie nie wyeksponują danego obiektu, czy też nie opublikują go w swoich katalogach, dopóty my nie mamy pewności, że dane dzieło może się znajdować w tamtejszych kolekcjach - tłumaczy Zielińska.

 

PAP, polsatnews.pl

jop/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze