Do ataku doszło 3 lutego 2016 r., gdy Ola wracała ze sklepu do domu.

 

- Zaczął ją obmacywać, całować po policzku, po ustach, mówił do niej: kochanie. Córka wyrwała się, wpadła do domu i zaczęła płakać  - opowiada reporterowi "Interwencji" mama Oli.

 

"Wie, że ktoś ją skrzywdził"

 

Jak twierdzi, córka do dziś ma "wyrzuty sumienia, że nie krzyczała, bo może wówczas ktoś by usłyszał i wyszedł". - Była tak przerażona, że nie wiedziała co zrobić. Wie, że ktoś ją skrzywdził - tłumaczy kobieta.

 

- Przemocą doprowadził małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej. Taki był zarzut stawiany w akcie oskarżenia. Sąd Rejonowy w Żaganiu wymierzył mu karę dwóch lat pozbawienia wolności - poinformowała Diana Książek-Pęciak, rzecznik Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

 

Miał trafić do specjalnej placówki

 

Jan B. został nieprawomocnie skazany na dwa lata więzienia. Biegli stwierdzili wówczas, że 43-latek może zaatakować ponownie, dlatego miał zostać umieszczony w specjalnej placówce leczenia osób z zaburzeniami.

 

Obrońca wniósł jednak apelację i proces rozpoczął się ponownie. Jan B. złożył też wniosek o uchylenie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu.

 

Przed wydaniem decyzji sąd ponownie przesłuchał biegłych, a ci złagodzili opinię, twierdząc iż dopuszczają możliwość, żeby oskarżony leczył się w warunkach domowych, zażywając przypisane mu leki.

 

"Panienki lecą na samochody, postanowił spróbować z dziećmi"

  

W tym tygodniu, po 13 miesiącach tymczasowego aresztowania, Sąd Okręgowy w Zielonej Górze wypuścił Jana B. na wolność. Mężczyzna zamieszkał w niedalekim sąsiedztwie swojej ofiary.

 

- Dowiedziałam się o tym z mediów, z internetu. Rozpłakałam się. Przecież on twierdził, że panienki lecą tylko na samochody, a on jest biedny, więc postanowił spróbować z dziećmi. To chory człowiek, powinien zostać w więzieniu. Mam nadzieję, że córce nie zostanie uraz do końca życia - mówi mama Oli.

 

Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Zielonej Górze tłumaczy, iż w sprawie zebrano już cały materiał dowodowy, a oskarżony przyznał się i wyraził skruchę. 

 

- Z opinii biegłych wynika, że wdrożone przez oskarżonego leczenie przyniosło skutki, więc obecnie nie istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego przestępstwa. Jednocześnie jest zapewnienie najbliższej krewnej (siostry - red.) oskarżonego, że będzie ona nadzorowała jego leczenie - poinformowała rzecznik Diana Książek-Pęciak.

 

Groźba samosądu

 

Decyzja sądu zbulwersowała lokalną społeczność. - Wydaje mi się, że wycieczki pod jego dom będą się odbywały regularnie. Ludzie mogą wziąć sprawy w swoje ręce - ostrzega Mariusz Tymiński, autor bloga "Żagań. Co w trawie piszczy".

 

W poniedziałek przed sądem okregowym w Zielonej Górze ma zapaść ostateczny wyrok w sprawie Jana B.

 

"Interwencja", Polsat News