Według dziennika, do dwóch pracowników, którzy zasłabli po zjedzeniu pizzy, wezwano karetkę. Kilka godzin później do szpitala trafił trzeci mężczyzna. Jeden z nich miał przyznać się lekarzom, że poczęstował kolegów pizzą z dodatkiem marihuany.

 

Wszyscy trzej mieli m.in. podwyższone ciśnienie, a także uskarżali się na halucynacje i zawroty głowy.

 

"Obiad był prywatną inicjatywą"

 

Firma Comarch potwierdziła w oświadczeniu, że "w poniedziałek kilku pracowników łódzkiego oddziału firmy po zjedzeniu pizzy przygotowanej przez jednego z kolegów, poczuło się słabo". Według dyrektora PR firmy Marka Wiśniewskiego, mężczyźni jeszcze tego samego dnia, po konsultacjach z lekarzami, zostali wypisani do domów. 

"Czują się już dobrze i wrócili do pracy" - głosi oświadczenie przesłane polsatnews.pl.

 

Jak napisano w nim, wspólny obiad "był prywatną inicjatywą mężczyzn".

 

"Firma nie kontroluje pracowników w kwestiach spożywanych przez nich posiłków. Podjęliśmy już odpowiednie działania wyjaśniające całe zajście, a pracownik został zwolniony. Naraził zdrowie i życie kolegów a firmę na straty finansowe, ponieważ przyczynił się do przestoju w pracy kilku zatrudnionych osób" - wyjaśniono.

 

Przesłuchanie mężczyzn

 

- Do policji nie wpłynęło zawiadomienie w tej sprawie. Jednak po ukazaniu się artykułu podjęto czynności z urzędu. Policjanci dotarli do pokrzywdzonych, którzy zostali przesłuchani. Jednocześnie funkcjonariusze dotarli do wspomnianego kolegi, którego również przesłuchano. Policjanci w kolejnym etapie prowadzonego postępowania muszą uzyskać opinię biegłego dotyczącej ewentualnego zagrożenia zdrowia lub życia pokrzywdzonych  będącego wynikiem podania środków w pizzy. Wówczas zostaną podjęte decyzje co do ewentualnych zarzutów - poinformował polsatnews.pl kom. Adam Kolasa z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

 

expressilustrowany.pl, polsatnews.pl