Pogranicznicy z Białorusi podali, że zatrzymano dwie osoby, a w aucie miały znajdować się pistolet TT z dwoma magazynkami oraz  "przedmiot podobny z wyglądu do trotylu i detonatorów".


Funkcjonariusze sprawdzają informację o trzeciej osobie, która być może zbiegła. Taką wersję podano w oficjalnym komunikacie. Nie podano informacji o obywatelstwie zatrzymanych.


Przedstawiciel Państwowej Służby Granicznej Ukrainy Ołeh Słobodian oświadczył natomiast: - Pomagamy naszym białoruskim kolegom ustalić, w jaki sposób to auto mogło wjechać, czy w rzeczywistości wjeżdżało ono od strony Ukrainy i kto był za kierownicą tego samochodu - oznajmił Słobodian.

 

Łukaszenka: powinniśmy być czujni


Incydent na granicy skomentował już Alaksandr Łukaszenka. - Wszystko to świadczy o tym, że nie wolno nam się w żaden sposób rozluźnić. Powinniśmy być czujni i w żadnym razie nie dać pretekstu do zdestabilizowania sytuacji w naszym kraju - ostrzegł.


Wcześniej Łukaszenka oskarżał o próby zdestabilizowania sytuacji przywódców protestów ulicznych, które od miesiąca ogarnęły Białoruś. Twierdził, że ich organizatorzy byli w Kijowie, gdzie mogli spotkać się ze zwolennikami Majdanu i "zawodowcami", którzy byliby gotowi przyjechać na Białoruś i doprowadzić do przelewu krwi. Krwawymi zamieszkami na Białorusi według ukraińskiego scenariusza od kilku tygodni straszą też rządowe media.


belsat.eu