Gierada chciał zasadzić drzewa w geście protestu przeciwko znowelizowanej ustawie o ochronie przyrody i wycince lasów. Wybrał teren nad zalewem, gdzie w ostatnim czasie wykarczowano wiele drzew.

 

- Na planach zagospodarowania miejskiego widać, że jest to teren zielony, rekreacyjny, gdzie spacerują kielczanie. Traktowałem to jako formalność, a z pismem zwróciłem się, żeby nie łamać prawa - powiedział.

  

"Zwracam się do Pana Prezydenta z serdeczną prośbą o udzielenie zgody na posadzenie 4 sadzonek drzew szlachetnych (tj. dębów) w okolicy ul. Klonowej nad Zalewem Kieleckim. Posadzenie drzew ma być symboliczną formą protestu związaną z nowelizacją ustawy o ochronie przyrody i oraz ustawach o lasach wprowadzonej przez Ministra Środowiska Pana Jana Szyszko" - napisał.

 

 

"Czy drzewa mogą obalić rząd…?"

 

Odpowiedź prezydenta była negatywna. "Inicjatywa mogłaby zostać uznana za próbę włączenia miasta w protest antyrządowy" - uzasadnił Lubawski.

 

 

 

Zapytaliśmy posła, czy nie liczył się z odmową, skoro prezydent Kielc w ostatnich wyborach uzyskał poparcie PiS.

 

- Nie spodziewałem się odmowy, choć oczywiście prezydent jest znany ze swojej słabości dla Prawa i Sprawiedliwości.  Odmowę zasadzenia czterech drzew traktuję jako gest polityczny i wydaje mi się, że jest to przekroczenie kompetencji. Za chwilę prezydent może nie zgodzić się na manifestację kobiet na kieleckim rynku - powiedział polsatnews.pl Artur Gierada.

 

Prezydent Lubawski twierdzi, że nie chce być częścią antyrządowej inicjatywy.

 

- Gdyby (Gierada – red.) napisał, że kocha przyrodę i w związku z tym chce posadzić drzewa, nie robiłbym problemów - tłumaczył swoją odmowę.

 

polsatnews.pl, wyborcza.pl