Komisja Europejska od kilku miesięcy prowadzi procedurę związaną z możliwością łamania przez Polskę w Puszczy Białowieskiej wspólnotowego prawa dotyczącego obszarów Natura 2000. Największe wątpliwości Brukseli budzi zarządzone przez ministra środowiska Jana Szyszkę trzykrotne zwiększenie wycinki drzew w Nadleśnictwie Białowieża.

 

"Minister odrzucił propozycję poprawek"


Podczas ostatniego posiedzenia komisji środowiska Parlamentu Europejskiego komisarz ds. środowiska Karmenu Vella poinformował, że właśnie zwrócił się do ministra Szyszki z wnioskiem  w sprawie dochodzenia Komisji.


- Wysłałem pismo do ministra z prośbą o natychmiastowe wstrzymanie wszelkiej wycinki. Chcieliśmy rozmawiać na temat poprawek do planu zarządzania i ich zgodności z prawem unijnym, jednak propozycja ta została odrzucona - mówił Vella.


Komisarz dodał, że raporty organizacji pozarządowych monitorujących sytuację w Puszczy Białowieskiej potwierdzają zwiększenie w tym roku intensywności cięć. Zapowiedział też, że w najbliższym czasie Komisja przejdzie do ostatniego etapu procedury w sprawie naruszania przez Polskę wspólnotowego prawa - tzw. "uzasadnionej opinii". Po jej wydaniu Bruksela będzie mogła pozwać Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.


Nie wiadomo, czy ministerstwo środowiska otrzymało list komisarza Vello. Radio Tok FM w piątek zadało resortowi w tej sprawie pytania, ale nie otrzymało odpowiedzi.


Wątpliwości co do zasadności wycinki i jej rozmiarów ma również UNESCO. Puszcza Białowieska jest jedynym w Polsce obiektem przyrodniczym znajdującym się na liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości tej organizacji.

 

"Element barbarzyńskiej polityki"


W ubiegłym tygodniu Fundacja Dzika Polska poinformowała Komisję Europejską o wycince stu stuletnich dębów w Nadleśnictwie Hajnówka.


- To kolejny element barbarzyńskiej polityki - twierdzi Adam Bohdan z Fundacji. - Kilka dni temu spacerując po Puszczy Białowieskiej zauważyliśmy te ścięte dęby, niektóre z nich mają ponad sto lat. Zostały one wycięte z siedliska gruntowego, gdzie żadne zabiegi tego typu nie powinny mieć miejsca - oburzał się w rozmowie z Polsat News.

 
Według  niego, obszar, w którym wycięto dęby, znajduje się w strefie dziedzictwa UNESCO wyłączonego z użytkowania. Żadne zabiegi nie powinny być tam wykonywane.

 

- Wycinka jest też niezgodna z unijnymi dyrektywami dotyczącymi obszarów Natura 2000. Gospodarka leśna polegająca na ingerencji w drzewostany grądowe, czyli takie, w których powinien dominować dąb, jest niezgodna jest niezgodna z planem zadań ochronnych dla tego terenu - ocenia Bohdan.


Jego zdaniem Komisja powinna rozszerzyć postępowanie ws. naruszenia unijnego prawa również na obszar Nadleśnictwa Białowieża.

 

Pozyskiwanie żołędzi dobrej jakości genetycznej


Leśnicy odrzucają zarzuty przyrodników. Podkreślają, że dęby wycięto w tzw. lesie nasiennym i chodziło wyłącznie o słabsze lub chore sztuki. Jak przekonują, drzewa nie miały stu lat, a dziewięćdziesiąt osiem.


- Tam pozyskiwane są nasiona (żołędzie) o bardzo dobrej jakości genetycznej. Część drzew trzeba więc wyciąć, aby wyeliminować gorszej jakości zapylacze z najbliższego otoczenia - powiedział polsatnews.pl nadleśniczy Grzegorz Bielecki.

 
- Jest to tzw. wycinka sanitarno-selekcyjna. Cały program jest akceptowany przez Biuro Nasiennictwa Leśnego - zapewnił. Jak tłumaczył, z żołędzi drzew, które zostają, hodowane są kolejne dęby

 

"Turyści przyjeżdżają do puszczy, a nie na plantację leśną"

  
Z kolei Łukasz Synowiecki, mieszkaniec Białowieży, z którym rozmawiał reporter Polsat News uważa, że takie wycinki to strata estetyczna i przyrodnicza, ale też uderzenie w  turystów.
 

- Turyści, którzy tu przyjeżdżają, chcą oglądać puszczę, a nie tylko plantację leśną pełną jedynie młodych drzew - argumentuje.


Tok FM, polsatnews.pl