- Najgorsze jest to czekanie, że nic jeszcze nie wiadomo, oraz świadomość, że on sobie chodzi wolno, jakby nigdy nic – mówi reporterowi "Interwencji" Ryszard Pietrala, brat zaginionej Doroty Białowąs. - Jestem pewny, że ją tam zabił – dodaje znajomy kobiety, Dariusz Chudy.

 

"Wyzywał od najgorszych"

 

Dorota Białowąs ma 29 lat. Jest żoną i matką, ma troje dzieci. Jej mąż to lokalny, 50-letni biznesmen. Od kilku lat ich małżeństwo to pole bitwy. Pani Dorota niektóre kłótnie nagrywała:

 

"Ja cię uderzyłem, że zemdlałaś? Gówno zemdlałaś! Oszustko! Won, do niczego nie jesteś potrzebna już w tym domu. Won!" - miał krzyczeć Błażej Białowąs do żony.

 

- Wyzywał Dorotę od k…, szmaty, dziwki, od najgorszych. Jakieś takie napady miał psychiczne. Widziałem, jak ją chwycił za gardło i wepchnął do łazienki. Z tego, co od Doroty wiem, to tam ją dusił – opowiada Dariusz Chudy, znajomy kobiety.

 

Mąż pani Doroty twierdzi, że nigdy żony nie uderzył. - Jeśli się kogoś oskarży o wszystko, co najgorsze, to można potem liczyć na wyrok z orzekaniem o winie. Wtedy się należą alimenty na żonę, łatwiej odebrać dzieci. Ale to się nie udało – mówi Błażej Białowąs.

 

"Nigdy nie dostaniesz dzieci"

 

Na początku 2015 roku rozpoczęła się sprawa rozwodowa. Pani Dorota wyprowadziła się do Poznania. Na czas postępowania sąd przyznał dzieci ich ojcu. Pani Dorota mogła widywać je co drugi weekend.

 

- Siostra nie miała wówczas warunków do wychowywania dzieci. Później znalazła mieszkanie w Poznaniu, urządzała sobie wszystko i walczyła o dzieci – mówi brat, Krzysztof Pietrala.

 

Pani Dorota nagrywała spotkania z dziećmi, a przy okazji z mężem dyktafonem: "Nie dostaniesz dzieci nigdy do Poznania. Siedzisz z tymi gnojami sobie, z tą k…, to siedź! Dzieci tam nie trafią ani na minutę, nigdy! Zapomnij o tym!" - miał mówić mężczyzna o rodzinie pani Doroty.

 

"Niech się mnie boją. Jak zasypiają, to się mnie boją, jak wstają, to niech się mnie boją i myślą, co ich czeka. Niech się mnie boją. Mają się czego bać".

 

- Mówił też, że uszy nam poobcina, ręce i nogi nam połamie, że będziemy kalekami na wózkach – twierdzi Elżbieta Szafrańska, siostra pani Doroty.

 

Wyrok za przemoc

 

Błażej Białowąs został skazany za przemoc wobec żony w sądzie pierwszej instancji. Odwołał się. - Nawet kiedy zapadają wyroki, to nie oznacza to, że to jest prawda i tylko prawda - ocenił.

 

Jest 17 grudnia zeszłego roku. Około południa pani Dorota jedzie zobaczyć się z dziećmi. Ale kiedy dociera na miejsce, nie zastaje ich w domu. Chwilę po tym po prostu znika.

 

- Stanąłem na poboczu i widziałem, jak wchodzi szklanym wejściem - opowiada Dariusz Chudy, znajomy pani Doroty, który zawiózł ją na spotkanie z dziećmi. Spotkanie, po którym kobieta zaginęła.

 

 

- Nie było kłótni, to ona mnie opieprzyła. (Za to, że nie było dzieci - red.). Widziałem, że wyszła i skręciła, jakby na Miłosław, w prawo. Jeśli się komuś coś nie udowodni, to znaczy, że nie ma tematu. Ja jestem zainteresowany żywotnie wynikiem tego śledztwa: raz, że to jest mama moich dzieci, a dwa, to dla mnie duży problem - mówi Błażej Białowąs.

 

- Dzieci były wywiezione. Świadczy to o tym, że ją "sprzątnął" – uważa Dariusz Chudy.

 

"Nie znaleziono niczego, co by mi zaszkodziło"

 

W dniu zaginięcia telefon pani Doroty został wyłączony. Jej bliscy zgłosili na policję zaginięcie. Kilka godzin później jej mąż został przesłuchany. Rozpoczęły się poszukiwania, nie udało się jednak odnaleźć żadnego śladu kobiety - również w domu jej męża.

 

- Nie znaleziono niczego takiego, co by mi zaszkodziło. Przynajmniej ja o czymś takim nie wiem. Samochodu też przez kilka dni nie miałem. Chyba był nawet dwa razy badany na obecność plam - opowiada Błażej Białowąs.

 

Mężczyzna został również przebadany wykrywaczem kłamstw. - Nie wiem, co wykazało. Myślę, że się nie podaje wyników, choć nie znam się na tym - tłumaczy. 50-latek został jednak zatrzymany za składanie fałszywych zeznań, ale mówi, że nie wie, "za co konkretnie".

 

- Tam nie musiało być żadnej krwi. Mógł ją tylko obezwładnić, udusić, tak przypuszczam. Wiadomo, że moja siostra tam weszła i stamtąd nie wyszła. Dziwię się, że on nie został aresztowany - mówi Krzysztof Pietrala, brat pani Doroty.

 

"Interwencja"