- W Traktacie jest wyraźnie napisane, że konkluzje może przyjąć konsensualnie Rada Europejska. Nie zostały te konkluzje przyjęte, bo jedno państwo, czyli Polska, konkluzji nie przyjęło. Nie wiem czy został do końca przyjęty dokument, który nazwano "konkluzje przewodniczącego Rady Europejskiej", ponieważ m.in. z tego powodu, rozgorzała wieczorem dyskusja. Bo niektórzy premierzy zapytali: a co to jest i co my mamy z tym zrobić? Ale to nie jest mój problem tylko pana przewodniczącego - powiedziała Beata Szydło.

 

"Odpowiadam na mało eleganckie sformułowania"

 

Premier była też pytana czy Polska weźmie udział w kolejnych szczytach, jeżeli będzie prowadził je Donald Tusk oraz czy Polska może się obawiać o fundusze europejskie w kontekście wypowiedzi m.in. prezydenta Francji Francois Hollande'a, który - według relacji dyplomatów - miał w czwartek powiedzieć do polskiej premier: "Wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne".

 

Beata Szydło zapewniła, że będzie brała udział w szczytach Unii.

 

- Jakbym miała poważnie traktować szantaże prezydenta, który ma 4 proc. poparcia w sondażach, i już niedługo nie będzie prezydentem, to nie wiem... Może to brzmi mało elegancko, ale odpowiadam na mało eleganckie sformułowania - powiedziała z kolei na temat Hollande'a.

 

- Jeżeli politycy w UE będą uważali, że można szantażować państwa mówiąc o tym, że ktoś nie dostanie jakiś pieniędzy na jakieś projekty, to UE ma przed sobą fatalną perspektywę. Nie może być też tak, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają cały czas być traktowane na tej zasadzie, że mamy okazywać wdzięczność za to, że jesteśmy członkiem UE - zaznaczyła Szydło.

 

Nie będzie zmian w kierownictwie MSZ

 

Szydło podkreśliła na konferencji prasowej po zakończeniu szczytu UE, że nie będzie żadnych zmian w kierownictwie resortu spraw zagranicznych. Dodała też, że obowiązkiem szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska jest współpraca ze wszystkimi państwami Unii.

 

Według premier, Tusk powinien organizować prace tak, żeby interesy wszystkich państw UE były równoważnie zachowywane.

 

Pytana o to, jak będzie wyglądała dalsza współpraca polskiego rządu z szefem RE odpowiedziała, że obowiązkiem Donalda Tuska jest "współpraca ze wszystkimi państwami, które są członkami UE".

 

- To jest jego obowiązek i ma tak organizować prace, żeby interesy wszystkich państw UE były równoważnie zachowywane i żebyśmy mieli wszyscy takie samo prawo funkcjonowania w tym zaszczytnym gronie - powiedziała premier.

 

"Cieszymy się, kiedy to jest spór konstruktywny"

 

Podkreśliła, że piątkowe spotkanie przywódców europejskich było bardzo dobre i dotyczyło przyszłości UE.

 

- To jest polityka i ktoś kto nie rozumie, że polityka polega na sporze - cieszymy się, kiedy to jest spór konstruktywny, (polegający) na wymianie zdań - ktoś kto uważa, że dobry polityk to polityk spolegliwy, który zgadza się na wszystko co narzucają mu inni, nie rozumie, że polityka polega przede wszystkim na tym, żeby bronić własnych racji i interesów - mówiła premier.

 

- Mnie upoważniło polskie państwo, obywatele polscy do bronienia ich interesów, póki jestem premierem polskiego rządu będę to robić konsekwentnie bez względu na to, czy komuś się to podoba czy nie - dodała szefowa rządu.

 

"Zmiana praktyki politycznej"

 

Premier mówiła też o reformie Unii Europejskiej. Stwierdziła, że powinna ona dotyczyć także instytucji unijnych. Szefowa rządu dodała, że deklaracja, która będzie przyjęta podczas szczytu UE w Rzymie pod koniec marca, powinna być sygnałem programowym dla Unii. - Unia Europejska musi być zdolna do reform (...); oprócz jedności politycznej, musi być jedność instytucjonalna UE - mówiła Szydło.

 

Zapowiedziała, że z polskiej strony "nie będzie zgody na takie zmiany, które uderzą w integralność wspólnego rynku, strefy Schengen, i samej Unii Europejskiej".

 

Szydło podkreśliła, że centralnym punktem reformy UE powinna być zmiana praktyki politycznej oraz umocnienie narodowej i demokratycznej kontroli procesu integracji przez postawienie rządów i parlamentów narodowych w centrum projektu europejskiego".

 

Według niej tylko wówczas uda się zwiększyć legitymizację demokratyczną UE.

 

- Reformy muszą dotyczyć również instytucji UE. A od wczoraj widać, że musi być również poprawiona współpraca pomiędzy państwami członkowskimi - podkreśliła premier.

 

"Unia musi mówić o jedności"

 

- Nigdy nie zgodzimy się na to, ażeby mówić o Europie kilku prędkości. Nie zgodzimy się na to, ażeby nie było równych szans dla wszystkich państw członkowskich, równych reguł gry - powiedziała premier Szydło. Według niej państwa zachodnie próbują mówić o Europie różnych prędkości wskazując, że nie mają na myśli podziałów.

 

 

- W naszej ocenie każdy zapis, który będzie różnicował tempo, zasady, kierunki rozwoju, dopuszczał do budowania elitarnych klubów wewnątrz Unii, będzie de facto prowadził do Europy kilku prędkości, do rozbicia UE - podkreśliła premier. - Unia musi mówić o jedności - zaznaczyła.

 

 

 

Koncepcja Unii wielu prędkości zakłada zróżnicowanie tempa integracji i umożliwianie zacieśniania współpracy w różnych dziedzinach chętnym do tego krajom UE. Jest to jedna z opcji przedstawionych przez Komisję Europejską w tzw. białej księdze dotyczącej przyszłości Unii. Zyskuje ona poparcie w zachodnioeuropejskich państwach członkowskich. W miniony poniedziałek na spotkaniu w Wersalu poparcie dla takiego rozwiązania wyrazili przywódcy Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii.

 

 

 

- Te państwa, które spotkały się w Wersalu, ciągle mówią o solidarności, dobrych rozwiązaniach, ale patrzą na tę solidarną Europę tylko i wyłącznie ze swojego punktu widzenia - oceniła Szydło. Jej zdaniem przykładem takiej postawy jest polityka migracyjna UE, w sprawie której kraje tzw. starej UE nie chciały słuchać Europy Środkowej i Wschodniej.

 

PAP