W opinii Kosiniak-Kamysza "gdyby PiS miał dobre intencje ze zgłoszeniem Saryusz-Wolskiego na szefa RE, to zgłosiłby go pół roku wcześniej, a premier odbyłaby z nim podróż po stolicach europejskich".

 

"Wojenkę personalna, podszyta nienawiścią"

 

- Straciliśmy wiele z naszego wysokiego pułapu, który osiągnęliśmy po polskiej prezydencji. Dziś jesteśmy postrzegani przez pryzmat państwa, które toczy jakąś dziwną wojenkę personalną, podszytą nienawiścią - ocenił Kosiniak-Kamysz w Polsat News.

 

- Jak będziemy chcieli budować w Europie sojusze, skoro nie jesteśmy w stanie wystawić jednego kandydata? - zapytał.

 

Gość Joanny Górkiej przypomniał, że jego partia miała swego czasu podobny problem z byłym prezesem Januszem Wojciechowskim, który "zdradził PSL,źle mówił o PSL w studiach telewizyjnych, opluwał je w czasie swojej aktywności w PiS".

 

- Później kandydował on do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego i my zagłosowaliśmy za tą kandydaturą, choć mieliśmy wszelkie podstawy emocjonalne, by tego nie zrobić . Uznaliśmy jednak, że Polaków trzeba wspierać na najwyższych stanowiskach europejskich. PiS też to bardzo często powtarzało, po czym na ostatniej prostej wystawiło swojego kandydata

 

"To wszystko zmierza do rozpadu Unii"

 

Jego zdaniem polski rząd powinien skupić sią na tym, by nie dopuścić do powstania "Europy dwóch prędkości", co "byłoby niezgodne z polską racją stanu".

 

- Chcemy być w jednej Europie, wspólnej. Do takiej UE wchodziliśmy. Następuje jednak upadek unijnej polityki spójności, która miała wyrównywać szanse między krajami. To wszystko zmierza do rozpadu Unii - ocenił lider ludowców.

 

Decyzja co do nominacji na stanowisko szefa Rady Europejskiej może zapaść w czartek podczas unijnego szczytu w Brukseli. O możliwości zablokowania przez Polskę konkluzji szczytu mówił w Polsat News szef MSZ Witold Waszczykowski, więcej na ten temat tutaj.

 

Polsat News