Wspólna akcja "Solidarności" i Inspekcji Pracy. "Chodzi o to, żebyśmy w końcu szli do normalności"

Polska

- Dla wielu pracowników do tej pory to była bariera, iść do Państwowej Inspekcji Pracy, iść do urzędnika państwowego, sprowadzić do swojego pracodawcy kontrolę. Wielu bało się o konsekwencje. Dzięki temu, że wypełnią formularz, to my występujemy do Państwowej Inspekcji Pracy z wnioskiem o kontrolę, to my ją zlecamy - powiedział w Polsat News Marek Lewandowski z NSZZ "Solidarność".

Od 1 stycznia obowiązuje w Polsce minimalna stawka za godzinę pracy, która wynosi 13 zł brutto. Minimalne wynagrodzenie to natomiast 2000 zł brutto.

 

Kilkanaście procent marginesu

 

- Działa to dobrze, w 80 procentach rynek pozytywnie zareagował na to nowe prawo. Mamy jednak tez kilkunastoprocentowy margines, który pokazuje nam dosyć smutny obraz polskiego rynku pracy. Pokazuje, że kreatywność pracodawców lub zwykle ordynarne oszukiwanie niestety jest zbyt duże i zbyt wielu nas dotyczy - powiedział w Polsat News Marek Lewandowski z NSZZ "Solidarność".

 

Aby zapobiegać tego typu praktykom NSZZ "Solidarność" i Państwowa Inspekcja Pracy zorganizowały wspólną akcję "13... i nie kombinuj". 

 

Pracownicy mogą zgłaszać przypadki nieuczciwego zatrudnienia na udostępnionym w internecie formularzu. Skargi trafiają do Państwowej Inspekcji Pracy, której inspektorzy skontrolują zgłoszoną firmę. Wszystkie dane, zgłoszenia, które trafiają do NSZZ Solidarność są zaszyfrowane, nie są przekazywane dalej, wiec anonimowo można zgłosić nieuczciwego pracodawcę, nie bojąc się konsekwencji. Związkowcy tłumaczą, że ich akcja "to likwidowanie patologii".

 

"Celem akcji nie jest karanie pracodawców"

 

- Do dnia dzisiejszego wysłaliśmy do PIP-u ponad 330 zgłoszeń, bardzo konkretnych i bardzo precyzyjnych. Wyszliśmy z założenia, że zamiast robić duże "kontrole dywanowe" na zasadzie trafi się albo się nie trafi, lepiej wchodzić precyzyjnie tam, gdzie są informacje, ze rzeczywiście do takich nieprawidłowości dochodzi - tłumaczy rzecznik "Solidarności".

 

Lewandowski przyznał, że są już pierwsze efekty kontroli. Wyjaśnił również, że "celem akcji nie jest karanie pracodawców, którzy nie stosują się do prawa, ale przede wszystkim zmuszenie, żeby te 13 złotych zaczęli traktować jak coś absolutnie normalnego, powszechnego i nie kombinowali". - Chodzi o to, żebyśmy w końcu szli do normalności - podkreślił Lewandowski.

 

Rzecznik "Solidarności" przypomniał również, że wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej to nie jest wymysł związku.

 

Stawka to nie fanaberia

 

- Ta stawka minimalna to nie jest fanaberia związków zawodowych. To jest kompromis, który zawarliśmy razem z pracodawcami. Bo to przede wszystkim oni mają dosyć tej całej bandy cwaniaków, którzy zaniżając standardy będą wygrywali każdy przetarg, a uczciwy pracodawca w starciu z nimi będzie zwykłym frajerem. I to oni przede wszystkim mieli dosyć kręcenia i oszukiwania na rynku - przekonuje Lewandowski.

 

Mimo wszystko nadal słychać o obchodzeniu przepisów przez nieuczciwych pracodawców. Np. ochroniarze muszą ponosić koszty umundurowania i wyposażenia służbowego, sprzątaczki płacić za wynajem sprzętu. Według Lewandowskiego problem jest, ale nie tak wielki, jak mogłoby się wydawać.  

 

- Częściej pracodawcy ordynarnie nie płacą tych 13 zł, bez żadnych finezji, albo zwyczajnie oszukują na godzinach. Aby to ukrócić trzeba kontrolować, sprawdzać i piętnować - powiedział.

 

Zwrócił również uwagę na bolączkę, która od dawna ogranicza polskie przedsiębiorstwa, czyli fakt, że przy rozpisywaniu przetargów i wyłanianiu zwycięzców zazwyczaj najważniejszym kryterium jest najniższa cena. Często taka, która uniemożliwia pracodawcom działanie zgodnie z prawem.

 

"Jest 13 złotych i nie ma co kombinować"

 

O płacę minimalną i nieuczciwych pracodawców pytany był również w Polsat News Marek Jakubiak z Kukiz'15, który sam jest przedsiębiorcą z branży browarniczej. - Jest 13 złotych i nie ma co kombinować - ocenił krótko poseł.

 

Pytany o to, jak ocenia akcję NSZZ "Solidarność" i PIP powiedział, że według niego ta akcja, to czysto PR-owa zagrywka. - To wszystko już istnieje. Pracownik ma prawo iść do PIP. To jest jego interes - powiedział Jakubiak.

 

- Trzeba się zastanowić, dlaczego ta stawka jest tak mała. To jest tylko 13 zł brutto. Wcale nie powinniśmy się z tego cieszyć. Dużym problemem są również formy zatrudnienia. Przeważają umowy śmieciowe - dodał parlamentarzysta.

 

Podniesienie stawki minimalnej spowodowało zwolnienia, bo firm nie stać na pracowników.

 

- Taki jest rynek. Prawo stanowi, że pracownik powinien zarabiać 13 zł i tyle ma zarabiać, nie ma co do tego dyskusji. Dlatego pracodawcy muszą gdzieś szukać oszczędności - uważa Jakubiak. 

 

Poseł-przedsiębiorca zwrócił również uwagę, że pracodawcy często są rozliczani z zysku, który jest czysto wirtualny. - Państwo nie zastanawia się nad tym, czy pracodawcy nie mają zbyt dużych kosztów zatrudniania pracowników - powiedział Jakubiak.

 

Polsat News

dk/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze