- Musimy myśleć nieszablonowo, żeby (roboty - red.) dotarły do reaktora. Chcemy dowiedzieć się, w jaki sposób stopione części się rozprzestrzeniły  - mówił pracownik TEPCO, firmy, do której należy elektrownia.

 

Roboty pracujące w Fukushimie służą do badań na terenie elektrowni po katastrofie w 2011 roku. W 2016 roku stan oczyszczania terenu ze szkodliwych substancji oceniano na 10 proc.

 

Przed właściwym rozpoczęciem oczyszczania terenu potrzebne jest wykonanie większej liczby próbek przez urządzenia.  

 

Japoński rząd szacuje, że uprzątnięcie terenu zajmie dekady.

 

Urządzenia nie dają sobie rady

 

Odporne na promieniowanie roboty są wysyłane do wnętrza reaktorów. Przesyłają na żywo zdjęcia do stacji na zewnątrz, sprawdzają temperaturę wewnątrz reaktora oraz poziom promieniowania.

 

Próby nie zawsze są udane - w ostatnim miesiącu jedno z urządzeń zostało zniszczone przez pozostałości wewnątrz reaktora, kolejny robot zaklinował się, a inny został porzucony, ponieważ w ciągu sześciu dni nie znalazł paliwa jądrowego.

 

Niepowodzenia w próbach znacznie utrudniają pracę nad usunięciem skutków katastrofy. Urzędnicy oczekują, że znajdą nowe rozwiązania jak najszybciej.

 

Najtragiczniejsza katastrofa po Czarnobylu

 

W wyniku tsunami po trzęsieniu ziemi trzy reaktory atomowe w elektrowni Fukushima uległy zniszczeniu, a w kolejnych rozszczelniły się osłony. Do atmosfery i oceanu przedostały się wówczas radioaktywne zanieczyszczenia. Był to najtragiczniejszy w skutkach wypadek tego typu po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku.

 

W wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w Japonii w 2011 r. zginęło 27 tysięcy osób.

 

Daily Mail, polsatnews.pl