Zdjęcie wiewiórki zamieścił na Facebooku Przemek Bartos (autorem zdjęcia jest Kamił Łapiński). Nie napisał, kiedy je wykonano, a jedynie, że zrobione zostało w Parku Szczęśliwickim. Zaznaczył jednak, że "Takie zdjęcia będą teraz codziennym widokiem".


"Czy ktoś zastanawia się nad tym, że każde z drzew jest domem dla wielu istot. Dokarmiamy zimą ptaki i wiewiórki. Cieszymy się, gdy latem słyszymy śpiew ptaków, a w parku widzimy przebiegającego rudzielca. Załączony obrazek jasno pokazuje jaką krzywdę wyrządzamy przyrodzie" - wyjaśniał publikację zdjęcia.

 

Fotografia zyskała nieprawdopodobną popularność. Udostępniono ją ponad 14 tysięcy razy.

 

Od razu pojawiły się głosy krytyki. Autorowi zarzucono, że dopuścił się manipulacji. Część internautów twierdziła, że zdjęcie pochodzi jeszcze z 2016 r. Podobnych do poniższego tweeta w mediach społecznościowych zamieszczono mnóstwo. 

 

 

Innego rodzaju zarzuty opublikowano na facebookowym profilu o nazwie "Nagroda Złotego Goebbelsa". Autorzy twierdzą, że ponieważ zdjęcie wykonano w parku, a ustawa o wycince dotyczy tylko terenów prywatnych, więc odpowiadają za nią urzędnicy warszawskiego ratusza.

 

Zauważono, że drzewo nadal stoi, a obcięto jedynie jeden z grubych konarów, i właśnie na ściętym fragmencie leżała wiewiórka. 

 

Autor zdjęcia, napisał w tej sprawie do portalu warszawawpigulce.pl. Przekonuje, że zdjęcie wykonał w czwartek, w drodze do pracy, w Parku Szczęśliwickim. Przekonuje, że kiedy robił zdjęcie, w tle było słychać odgłos piły.

 

Autor zdjęcia nie wie czy wiewiórka poniosła śmierć bezpośrednio wskutek wycinki, czy przestraszyła się odgłosów i dostała zawału. "Do końca miałem tylko jedną nadzieję, że jak podejdę bliżej, to jednak otworzy oczy, spłoszy się i ucieknie" - napisał Kamil Łapiński. "Szczerze mam nadzieję, że ludzie w końcu otworzą oczy i zobaczą co niszczą" - dodał.

 

 

warszawawpigulce.pl, polsatnews.pl