Według ONZ nawet tysiąc osób mogło zginąć, a 97 tys. opuściło swoje domy na północy birmańskiego stanu Rakhine (Arakan) w wyniku operacji wojska, która była odpowiedzią na ataki z października 2016 roku na trzy przejścia graniczne. Dziewięciu policjantów poniosło śmierć w tych atakach.

 

Co najmniej 73 tys. Rohingya uciekło do sąsiedniego Bangladeszu po operacji wojska, podczas której - według obrońców praw człowieka - siły bezpieczeństwa dokonywały zbiorowych gwałtów i zabójstw, stosowały tortury i paliły domy przedstawicieli muzułmańskiej mniejszości.

 

"Ustanowienie komisji z mandatem ONZ lub podobnego mechanizmu jest minimalnym wymogiem zagwarantowania sprawiedliwości i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności" - napisało 13 organizacji broniących praw człowieka w liście skierowanym do przedstawicieli Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie.

 

Taka komisja mogłaby się też przyczynić do tego, aby w przyszłości Rohingya i inne zagrożone mniejszości nie padały ofiarą zbrodni - dodały organizacje, w tym Human Rights Watch (HRW) i Amnesty International.

 

Skala przemocy większa niż podejrzewano


W liście wyraziły one poparcie specjalnej wysłanniczce ONZ ds. praw człowieka w Birmie Janghi Li, która w tym tygodniu domagała się "natychmiastowych działań" w sprawie Rohingya. Było to pokłosie jej wizyt w obozach dla uchodźców w Bangladeszu.

 

Janghi Li, która w połowie marca przedstawi Radzie Praw Człowieka raport z tych wizyt, zapewniła, że skala przemocy, jakiej doświadczyły rodziny Rohingya, jest o wiele większa niż wcześniej podejrzewano.

 

"Już wystarczy"


Wiceszef HRW na Azję Phil Robertson skrytykował bezczynności społeczności międzynarodowej. - Już wystarczy. Nadszedł czas na działania. ONZ i kraje członkowskie muszą przeciwstawić się taktyce spalonej ziemi, zabójstw i nadużyć stosowanej przez birmańskie wojsko i policję wobec mniejszości Rohingya - zaapelował.

 

Ponad milion Rohingya żyje w stanie Rakhine, gdzie są coraz bardziej dyskryminowani od 2012 roku, gdy w wyniku zamieszek na tle wyznaniowym zginęło ponad 200 osób, głównie muzułmanów. Ponad 120 tys. członków mniejszości trafiło wówczas do 67 obozów dla przesiedlonych.


Dyskryminacja Rohingya


W birmańskiej polityce sprawa tej mniejszości jest delikatną kwestią. Radykalne grupy buddyjskie doprowadziły do przyjęcia przez poprzedni rząd licznych przepisów dyskryminujących tę społeczność, w tym pozbawienie Rohingya swobody poruszania się.

 

Chociaż wielu przedstawicieli tej mniejszości żyje w Birmie od pokoleń, nie mają obywatelstwa i przez stanowiących większość obywateli buddystów są uważani za nielegalnych imigrantów przybyłych z Bangladeszu. Żyją w ubóstwie, mają ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej, rynku pracy i edukacji.

 

PAP