Fabiano Antoniani, znany jako DJ Fabo, miał 39 lat. Przed wypadkiem drogowym, do którego doszło w 2014 r. był popularnym muzykiem. Jednak zderzenie do którego doszło niecałe trzy lata temu, gdy jechał na motocyklu, sprawiło, że Antoniani został sparaliżowany i utracił wzrok. Jak sam tłumaczył, chciał na własnych warunkach przerwać "niekończącą się noc" i "życie, którego nie wybrał".

 

Po latach nieefektywnych terapii Fabo zwrócił się do władz o interwencję w kwestii przepisów dotyczących eutanazji i o zezwolenie na to, aby każdy miał wolny wybór co do końca swojego życia. Swój apel, dzięki pomocy narzeczonej i stowarzyszenia, nagrał na filmiku skierowanym do prezydenta.

 

Ostatecznie powstały trzy takie nagrania.

 

"To prawdziwy wstyd"

 

 

- To prawdziwy wstyd, że żaden z parlamentarzystów nie ma odwagi zmierzyć się z prawem, które poświęcone jest ludziom cierpiącym, którzy nie mogą umrzeć w swoim domu i muszą jechać do innych krajów, by skorzystać z prawa, jakie mogłoby istnieć także we Włoszech - powiedział Antoniani w swoim ostatnim filmiku skierowanym do polityków.

 

Od czasu swojego pierwszego apelu do prezydenta Mattarelli Fabo stał się we Włoszech symbolem walki o prawo do "odejścia na własnych warunkach". Dlatego też jego śmierć, nie we Włoszech, ale w Szwajcarii, gdzie eutanazja oraz tzw. samobójstwo wspomagane, na które zdecydował się Antoniani, są legalne, wstrząsnęła Włoskimi mediami.

 

DJ Fabo przyjął środki, które sprawiły, że najpierw usnął, a potem zatrzymały jego serce. Procedura trwała około 30 min. Proces ten różni się od eutanazji tym, że to nie lekarz wprowadza substancję do organizmu umierającego.

 

"Osoba, która uwolniła mnie z tego piekła cierpienia"

 

"Dotarłem wreszcie do Szwajcarii i dotarłem tu, niestety, o własnych siłach, bez pomocy mojego państwa. Chciałbym podziękować osobie, która uwolniła mnie z tego piekła cierpienia, cierpienia, cierpienia. Tą osoba jest Marco Cappato i będę mu dziękował aż do śmierci. Dziękuję, Marco. Stukrotnie dziękuję" - to ostatnia wiadomość, jaką Fabio przekazał na Twitterze, przez stowarzyszenie "Coscioni".

 

Tego samego dnia odbyło się ostatnie spotkanie Fabia z lekarzem i psychologiem, przed którymi DJ potwierdził chęć poddania się eutanazji. Razem z nim był także Marco Cappato.

 

"Fabo umarł o 11:40. Wybrał odejście na zasadach państwa, które nie jest jego państwem" – napisał na Twitterze Marco Cappato.

 

 

- Po moim powrocie do Włoch, jutro, pójdę złożyć samodonos, mierząc się z moimi uczynkami i przyjmując na siebie wszelkie konsekwencje - zapowiedział. Jak tłumaczył, dokonane przez niego przestępstwo to "pomoc w samobójstwie".

 

"Był otoczony przez miłość"

 

Za pomoc w samobójstwie grozi odpowiedzialność.

 

- Kara wynosi do 12 lat więzienia - powiedziała w Sky Tg24 Filomena Gallo, sekretarz stowarzyszenia "Coscioni". Jak podkreśliła, wielu chorych "zmuszonych jest do emigracji, żeby dokonać eutanazji, co jest dyskryminacją także ze względy na koszty, jakie trzeba ponieść. A te sięgają nawet 10 tys. euro" (ok. 43 tys. zł).

 

- Fabio wygrał, przegrała polityka - mówili Cappato i Gallo. - Zadaniem państwa jest pomoc obywatelom, a nie zmuszanie ich do uciekania się do nielegalnych rozwiązań w obliczu desperacji wynikającej z niemożności decydowania o własnym życiu i śmierci - dodali.

 

- Fabiano był mężczyzną otoczonym przez miłość, miłość narzeczonej, rodziny, zawsze obecnych przyjaciół. Ale nie potrafił już tak dłużej, nie dawał rady żyć dłużej w takich warunkach - przekonywała Gallo.

 

"Prawo wyboru skłoniło ich do przemyślenia decyzji"

 

- Wielu Włochów prosiło nas o informację o tym, jak to zrobić. Od 2015 roku było ich 225. 117 z nich zdecydowało się pojechać do Szwajcarii. Nie wszyscy nie żyją: niektórzy po testach, które zakończyły się zgodą lekarzy, postanowili wrócić do Włoch. Pewność, że mogą tego dokonać, skłoniła ich, aby jeszcze raz przemyśleć decyzję – poinformowała Filomena Gallo.

 

"Nie tylko po to, żeby godnie pracować, ale i po to, by z godnością umierać, trzeba już emigrować z Włoch. Fabio umarł na wygnaniu, ponieważ jego kraj, nasz kraj, nie słuchał jego apelu" - napisał na Facebooku słynny pisarz i dziennikarz Roberto Saviano, znany ze swojej bezpardonowej walki z mafią, z powodu której pozostaje zawsze pod całodobową ochroną.

 

 

"Nie byliby w stanie rozpoznać Chrystusa, nawet gdyby mieli go przed sobą"

 

"Ty, Fabo, mogłeś poprosić o ludzki koniec życia i mogłeś to zrobić własnym głosem. Słyszeliśmy cię wyraźnie, gdy prosiłeś o godną śmierć. Nie istnieje usprawiedliwienie dla milczenia, jakie ci odpowiedziało. Nie istnieje usprawiedliwienie ani wyjaśnienie dla braku empatii, uwagi i człowieczeństwa parlamentu i państwa, w którym przyszło ci się urodzić i z którego zmuszony byłeś wyjechać, żeby umrzeć. Wybacz nam, że uznajemy tę religię za tak pustą, że jej wyznawcy nie byliby w stanie rozpoznać Chrystusa, nawet gdyby mieli go przed sobą" - napisał dziennikarz.

 

"We Włoszech łamane jest prawo wyboru. Ciągłe przesyłanie  przez parlament testamentu życia pokazuje brak politycznej chęci, by uznać i zatwierdzić prawa tych osób. Uczynienie eutanazji niemożliwą do wykonania oznacza złamanie najważniejszego prawa: tego do decydowania o własnym życiu i zakończeniu własnego cierpienia" - napisał Saviano w niedzielę. "Po raz kolejny włoski parlament pokazuje, że nie umie stanąć na wysokości swoich zadań" - dodał literat.

 

Włoski parlament miał zająć się prawem dotyczącym tzw. testamentu życia (biotestamento albo testamento biologico), czyli ewentualnym prawem do eutanazji, najpierw pod koniec stycznia, potem 20, a wreszcie 27 lutego. W końcu przełożono debatę na początek marca. DJ Fabio już tej parlamentarnej dyskusji nie doczekał.

 

repubblica.it, lastampa.it, polsatnews.pl