"Umarł na wygnaniu, bo nasz kraj nie słuchał jego apelu". Włoski DJ popełnił samobójstwo wspomagane

Świat
"Umarł na wygnaniu, bo nasz kraj nie słuchał jego apelu". Włoski DJ popełnił samobójstwo wspomagane
twitter/claudio leonardi‏

- Ugryzł przycisk, żeby uaktywnić podanie śmiertelnego środka. Był bardzo zaniepokojony, obawiał się, że będąc ślepym i nie widząc, nie zdoła tego zrobić. Ale potem nawet żartował - powiedział Marco Cappato ze stowarzyszenia "Luca Coscioni". To on był do ostatnich chwil z włoskim muzykiem, który stał się w swoim kraju symbolem walki o prawo do eutanazji. DJ zmarł w poniedziałek w Szwajcarii.

Fabiano Antoniani, znany jako DJ Fabo, miał 39 lat. Przed wypadkiem drogowym, do którego doszło w 2014 r. był popularnym muzykiem. Jednak zderzenie do którego doszło niecałe trzy lata temu, gdy jechał na motocyklu, sprawiło, że Antoniani został sparaliżowany i utracił wzrok. Jak sam tłumaczył, chciał na własnych warunkach przerwać "niekończącą się noc" i "życie, którego nie wybrał".

 

Po latach nieefektywnych terapii Fabo zwrócił się do władz o interwencję w kwestii przepisów dotyczących eutanazji i o zezwolenie na to, aby każdy miał wolny wybór co do końca swojego życia. Swój apel, dzięki pomocy narzeczonej i stowarzyszenia, nagrał na filmiku skierowanym do prezydenta.

 

Ostatecznie powstały trzy takie nagrania.

 

"To prawdziwy wstyd"

 

 

- To prawdziwy wstyd, że żaden z parlamentarzystów nie ma odwagi zmierzyć się z prawem, które poświęcone jest ludziom cierpiącym, którzy nie mogą umrzeć w swoim domu i muszą jechać do innych krajów, by skorzystać z prawa, jakie mogłoby istnieć także we Włoszech - powiedział Antoniani w swoim ostatnim filmiku skierowanym do polityków.

 

Od czasu swojego pierwszego apelu do prezydenta Mattarelli Fabo stał się we Włoszech symbolem walki o prawo do "odejścia na własnych warunkach". Dlatego też jego śmierć, nie we Włoszech, ale w Szwajcarii, gdzie eutanazja oraz tzw. samobójstwo wspomagane, na które zdecydował się Antoniani, są legalne, wstrząsnęła Włoskimi mediami.

 

DJ Fabo przyjął środki, które sprawiły, że najpierw usnął, a potem zatrzymały jego serce. Procedura trwała około 30 min. Proces ten różni się od eutanazji tym, że to nie lekarz wprowadza substancję do organizmu umierającego.

 

"Osoba, która uwolniła mnie z tego piekła cierpienia"

 

"Dotarłem wreszcie do Szwajcarii i dotarłem tu, niestety, o własnych siłach, bez pomocy mojego państwa. Chciałbym podziękować osobie, która uwolniła mnie z tego piekła cierpienia, cierpienia, cierpienia. Tą osoba jest Marco Cappato i będę mu dziękował aż do śmierci. Dziękuję, Marco. Stukrotnie dziękuję" - to ostatnia wiadomość, jaką Fabio przekazał na Twitterze, przez stowarzyszenie "Coscioni".

 

Tego samego dnia odbyło się ostatnie spotkanie Fabia z lekarzem i psychologiem, przed którymi DJ potwierdził chęć poddania się eutanazji. Razem z nim był także Marco Cappato.

 

"Fabo umarł o 11:40. Wybrał odejście na zasadach państwa, które nie jest jego państwem" – napisał na Twitterze Marco Cappato.

 

 

- Po moim powrocie do Włoch, jutro, pójdę złożyć samodonos, mierząc się z moimi uczynkami i przyjmując na siebie wszelkie konsekwencje - zapowiedział. Jak tłumaczył, dokonane przez niego przestępstwo to "pomoc w samobójstwie".

 

"Był otoczony przez miłość"

 

Za pomoc w samobójstwie grozi odpowiedzialność.

 

- Kara wynosi do 12 lat więzienia - powiedziała w Sky Tg24 Filomena Gallo, sekretarz stowarzyszenia "Coscioni". Jak podkreśliła, wielu chorych "zmuszonych jest do emigracji, żeby dokonać eutanazji, co jest dyskryminacją także ze względy na koszty, jakie trzeba ponieść. A te sięgają nawet 10 tys. euro" (ok. 43 tys. zł).

 

- Fabio wygrał, przegrała polityka - mówili Cappato i Gallo. - Zadaniem państwa jest pomoc obywatelom, a nie zmuszanie ich do uciekania się do nielegalnych rozwiązań w obliczu desperacji wynikającej z niemożności decydowania o własnym życiu i śmierci - dodali.

 

- Fabiano był mężczyzną otoczonym przez miłość, miłość narzeczonej, rodziny, zawsze obecnych przyjaciół. Ale nie potrafił już tak dłużej, nie dawał rady żyć dłużej w takich warunkach - przekonywała Gallo.

 

"Prawo wyboru skłoniło ich do przemyślenia decyzji"

 

- Wielu Włochów prosiło nas o informację o tym, jak to zrobić. Od 2015 roku było ich 225. 117 z nich zdecydowało się pojechać do Szwajcarii. Nie wszyscy nie żyją: niektórzy po testach, które zakończyły się zgodą lekarzy, postanowili wrócić do Włoch. Pewność, że mogą tego dokonać, skłoniła ich, aby jeszcze raz przemyśleć decyzję – poinformowała Filomena Gallo.

 

"Nie tylko po to, żeby godnie pracować, ale i po to, by z godnością umierać, trzeba już emigrować z Włoch. Fabio umarł na wygnaniu, ponieważ jego kraj, nasz kraj, nie słuchał jego apelu" - napisał na Facebooku słynny pisarz i dziennikarz Roberto Saviano, znany ze swojej bezpardonowej walki z mafią, z powodu której pozostaje zawsze pod całodobową ochroną.

 

 

"Nie byliby w stanie rozpoznać Chrystusa, nawet gdyby mieli go przed sobą"

 

"Ty, Fabo, mogłeś poprosić o ludzki koniec życia i mogłeś to zrobić własnym głosem. Słyszeliśmy cię wyraźnie, gdy prosiłeś o godną śmierć. Nie istnieje usprawiedliwienie dla milczenia, jakie ci odpowiedziało. Nie istnieje usprawiedliwienie ani wyjaśnienie dla braku empatii, uwagi i człowieczeństwa parlamentu i państwa, w którym przyszło ci się urodzić i z którego zmuszony byłeś wyjechać, żeby umrzeć. Wybacz nam, że uznajemy tę religię za tak pustą, że jej wyznawcy nie byliby w stanie rozpoznać Chrystusa, nawet gdyby mieli go przed sobą" - napisał dziennikarz.

 

"We Włoszech łamane jest prawo wyboru. Ciągłe przesyłanie  przez parlament testamentu życia pokazuje brak politycznej chęci, by uznać i zatwierdzić prawa tych osób. Uczynienie eutanazji niemożliwą do wykonania oznacza złamanie najważniejszego prawa: tego do decydowania o własnym życiu i zakończeniu własnego cierpienia" - napisał Saviano w niedzielę. "Po raz kolejny włoski parlament pokazuje, że nie umie stanąć na wysokości swoich zadań" - dodał literat.

 

Włoski parlament miał zająć się prawem dotyczącym tzw. testamentu życia (biotestamento albo testamento biologico), czyli ewentualnym prawem do eutanazji, najpierw pod koniec stycznia, potem 20, a wreszcie 27 lutego. W końcu przełożono debatę na początek marca. DJ Fabio już tej parlamentarnej dyskusji nie doczekał.

 

repubblica.it, lastampa.it, polsatnews.pl

pam/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze