- Powzięliśmy wątpliwość, czy zarzucane delikty nie uległy przedawnieniu - powiedział, otwierając posiedzenie, przewodniczący pięcioosobowego składu TS Jerzy Kozdroń (b. poseł PO).

 

O umorzenie sprawy wnosiła obrona Wąsacza, powołując się na fakt, że - jej zdaniem - nastąpiło już przedawnienie karalności. Innym argumentem obrony jest uchybienie polegające na tym, że posłowie, którzy podpisali wniosek o pociągnięcie Wąsacza do odpowiedzialności przed TS, potem zasiadali w składzie sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej, która go badała.

 

Jak powiedział dziennikarzom sam Wąsacz, wolałby być on uniewinniony, ale nie będzie się sprzeciwiał umorzeniu. Według obrońcy mec. Grzegorza Długiego, sprawa już kilka lat temu przedawniła się. Jak ustaliła PAP, według oskarżyciela sejmowego, którym jest posłanka PiS Halina Szydełko, przedawnienie jeszcze nie nastąpiło.

 

"Sprawa ma aspekt wybitnie polityczny"

 

W 2005 r. Sejm IV kadencji przyjął uchwałę o pociągnięciu Wąsacza do odpowiedzialności konstytucyjnej w TS za domniemane nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP S.A. i Domów Towarowych "Centrum".

 

Komisja odpowiedzialności konstytucyjnej uznała, że sprzedaż pakietu akcji PZU Eureko w 1999 r. doprowadziła do problemów, w tym rozpraw przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym. Uznano też, że wycena DT Centrum była zaniżona. W przypadku prywatyzacji TP S.A. Wąsacz miał niekorzystnie wybrać firmę doradczą, co miało doprowadzić do ok. 25 mln zł strat. On sam od dawna mówi, że jest niewinny, a "sprawa ma aspekt wybitnie polityczny".

 

Podczas pierwszej rozprawy w 2006 r. TS uznał, że dokumenty Sejmu nie spełniały warunków prawnych aktu oskarżenia. Jednak w II instancji w 2007 r. TS zwrócił sprawę do I instancji. Wobec wygaśnięcia ówczesnej kadencji Sejmu, proces Wąsacza formalnie się nie zaczął, a ponowna sprawa w TS dotychczas nie ruszyła (m.in. przez wiele lat Sejm nie wyłaniał swego oskarżyciela w sprawie). W sprawie kierowane były ponaglenia do Sejmu przez I prezesa SN, który z mocy prawa przewodniczy TS.

 

Kupił walizki, chciał wyjechać w Himalaje

 

W końcu w lipcu 2016 r. Sejm wybrał posłankę Szydełko na oskarżyciela Wąsacza. W październiku 2016 r. wylosowano zaś skład TS do sprawy. Przewodniczącym pięcioosobowego składu został b. poseł PO Jerzy Kozdroń. W 2012 r. był on wybrany przez Sejm na oskarżyciela w sprawie Wąsacza, ale zrezygnował, gdy w 2013 r. został wiceministrem sprawiedliwości.

 

Jako członkowie składu w sprawie Wąsacza zostali wylosowani: Kazimierz Barczyk (b. sędzia, wybrany do TS z rekomendacji PO), Jarosław Wyrembak (prawnik, wybrany z rekomendacji PiS), Paweł Śliwa (adwokat, wybrany z rekomendacji PiS) i Zbigniew Sieczkoś (b. sędzia, wybrany z rekomendacji PiS).

 

Niezależnie od odpowiedzialności przed TS, Wąsacz ma też proces karny za prywatyzację PZU. W 2006 r. policja na zlecenie prokuratury zatrzymała Wąsacza w tej sprawie, bo miała informacje o jego możliwej ucieczce za granicę, gdyż wcześniej kupił walizki (wybierał się na wakacje w Himalaje). Sąd nie zgodził się wtedy na jego aresztowanie. Potem uznał zatrzymanie b. ministra za bezzasadne.

 

Byłemu ministrowi grozi kara 10 lat więzienia

 

Prokuratura z Gdańska oskarżyła Wąsacza o niedopełnienie w 1999 r. obowiązków związanych z ochroną interesów Skarbu Państwa. Zdaniem śledczych, nie podjął on działań, które dawałyby możliwość uzyskania wyższej ceny za akcje PZU i doprowadził do wyboru oferty, która "nie była najkorzystniejsza". B. ministrowi grozi do 10 lat więzienia. Przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście nie przyznaje się on do zarzutów.

 

- Teoretycznie jest ryzyko prawnie zakazanej podwójnej karalności, gdyby i TS, i sąd uznał winę mojego klienta - podkreślał mec. Długi, zastrzegając że on sam liczy na uniewinnienie Wąsacza w obu sprawach.

 

TS może wymierzyć następujące kary: utraty czynnego i biernego prawa wyborczego; zakazu zajmowania kierowniczych stanowisk lub pełnienia funkcji związanych ze szczególną odpowiedzialnością w organach państwowych i w organizacjach społecznych; utraty orderów, odznaczeń i tytułów honorowych.

 

PAP