"Podawał mu grabki, ale chłopiec nie mógł ich złapać ". Dramatyczna relacja ze Szczecina

Polska

- Mężczyzna wszedł na lód, trzymał grabki. Zobaczyłem, jak je podaje, ale chłopiec głowę miał pod wodą i tylko ręce w górze. Nie mógł tych grabek złapać - opowiadał Polsat News Kazimierz Rutkowski. To on pomógł mężczyźnie ratującemu chłopców, pod którymi załamał się lód na Regaliczce w Szczecinie. Chłopcy, mimo wysiłków lekarzy, zmarli w szpitalu.

Do wypadku doszło we wtorek ok. godz. 13. Chłopcy w wieku 7 i 11 lat weszli na lód na rzece Regaliczce w okolicach ogródków działkowych, na zbiorniku koło Wyspy Puckiej w Szczecinie. Tafla załamała się i obaj wpadli do wody.

 

Dzieci pod lodem zauważył przechodzień, który sam próbował im pomóc, ale nie dał rady. Pod nim, jak opowiadał reporterce Polsat News działkowiec Kazimierz Rutkowski, też załamał się lód. 

 

- Usłyszałem krzyk "ratunku", wybiegłem na mostek i zobaczyłem chłopca i mężczyznę. Mężczyzna wszedł na lód, trzymał kij, potem okazało się, że to grabki, ale chłopiec miał głowę pod wodą, tylko ręce ponad powierzchną, ale nie mógł tych grabek złapać- relacjonował Rutkowski.


- Lód załamał się pod tym mężczyzną, pobiegłem po rurkę z rusztowania, którą miałem, rzuciłem mu, ale nie sięgnął.  Znalazłem sznurek, który siegnął i wyciągnąłem go. Chłopiec był już pod wodą - opisywał.

 

Akcja reanimacyjna nie pomogła


Działkowcy zaalarmowali służby ratunkowe i policję. Strażacy wyłowili chłopców. Akcja reanimacyjna na miejscu zdarzenia prowadzona była przez około godzinę.

 

Jak informowała rzeczniczka zachodniopomorskiego pogotowia ratunkowego Elżbieta Sochanowska, dzieci zostały przewiezione do szczecińskiego szpitala w stanie bardzo ciężkim. Nie udało się im pomóc.


Policja wyjaśnia okoliczności tragedii. Według nieoficjalnych informacji babcia, która opiekowała się chłopcami, po zdarzeniu w szoku trafiła do szpitala.

 

polsatnews.pl

 

 

ptw/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze