- Akcja reanimacyjna dzieci była prowadzona przez około godzinę. Udało się przywrócić im życie i teraz zostaną przewiezieni do szczecińskich szpitali - poinformowała po zdarzeniu rzeczniczka zachodniopomorskiego pogotowia ratunkowego Elżbieta Sochanowska.

 

Stan chłopców jest poważny

 

We wtorek wieczorem stan obu chłopców przebywających w szpitalu klinicznym na Pomorzanach nadal był bardzo poważny.

 

- W dalszym ciągu nie jest ustabilizowana temperatura. Wszystkie funkcje życiowe są wspomagane przez maszyny. Obecnie obaj chłopcy są podłączeni do aparatury krążenia pozaustrojowego (tzw. aparatura ECMO), która w ich przypadku służy do natlenienia i ogrzania krwi oraz zastępuje pracę serca - poinformowała Polsat News Bogna Bartkiewicz specjalista ds. komunikacji z mediami Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

 

Załamał się pod nimi lód

 

Do wypadku doszło we wtorek ok. godz. 13. Chłopcy weszli na lód na rzece Regaliczce w okolicach ogródków działkowych niedaleko ul. Kotwicznej. Tafla załamała się i obaj wpadli do wody.

 

Reporterka Polsat News Anna Pawlak ustaliła, że krzyk dzieci usłyszał mężczyzna, który pracował w pobliskim ogródku działkowym.

 

Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej Tomasz Kubiak powiedział, że chłopców w wodzie zauważył przechodzień, który sam próbował im pomóc. To ten mężczyzna powiadomił służby ratownicze.

 

Znaleźli ich płetwonurkowie

 

Chłopców wyciągnęli dopiero strażacy z pomocą płetwonurków ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Medycznego.

 

Na miejscu prowadzona była reanimacja dzieci. 13-latek, który nie odzyskał czynności życiowych, został odwieziony do szpitala.

 

Reporterka Polsat News dowiedziała się, że jeden z chłopców mieszkał w pobliżu miejsca wypadku, a drugi, który najprawdopodobniej był jego kuzynem, przyjechał do Szczecina na ferie zimowe.

 

polsatnews.pl, Polsat News