- Dziewczyna zaczęła krzyczeć i na ten krzyk wszyscy zareagowaliśmy, wychodząc z pomieszczeń - powiedziała Polsat News Elżbieta Brodzik z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łęcznej (Lubelskie). - Natychmiast wezwaliśmy najpierw ochronę, potem policje i pogotowie - dodała.

 

Policja przeszukała mężczyznę i znalazła przy nim składany nóż.

 

24-letni napastnik został już przesłuchany. Był pijany, miał ponad 2 promile. Powody jego ataku nie są znane. Postawiono mu zarzut pobicia, za co grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Nie zastosowano wobec niego żadnych środków zapobiegawczych. Jest to o tyle dziwne, że mężczyzna ma bogatą przeszłość kryminalną. W przeszłości odsiadywał dwukrotnie wyrok pozbawienia wolności. Był też sądzony za przestępstwa związane z naruszeniem nietykalności cielesnej innych osób, w tym za psychiczne i fizyczne znęcanie się na własną rodziną.

 

"Wykrzykiwał obelgi i groźby"

 

Pobita kobieta, po opatrzeniu, wyszła już ze szpitala. Oznacza to, że obrażenia fizyczne, których doznała, nie były zbyt dotkliwe. Gorzej jest z jej stanem psychicznym. Kobieta jest zastraszona, boi się wrócić do pracy. Obawia się, że może ponownie spotkać swojego oprawcę. Podobne obawy mają inni pracownicy ośrodka, którzy są bardzo poruszeni tą sprawą.  

 

- Pracownicy czują się zagrożeni i boją się, że ten mężczyzna będzie chciał tu wrócić i się na nich zemścić - relacjonowała z miejsca zdarzenia reporterka Polsat News Katarzyna Niećko.

 

- Wykrzykiwał obelgi, groźby, odgrażał się, używał wulgaryzmów. Był agresywny bardzo - przekonywała Brodzik. Jak mówiła, do obezwładnienia agresora potrzebnych było dwóch mężczyzn, gdyż jeden nie był w stanie sobie z nim poradzić.

 

W urzędzie od około roku funkcjonuje system alarmowy. Każdy pracownik ma pilota z przyciskiem wzywającym ochronę na wypadek agresywnych interesantów. Zaskoczona atakiem urzędniczka nie zdążyła jednak wcisnąć przycisku.

 

Pobita kobieta twierdzi, że nigdy wcześniej nie spotkała napastnika. Nie korzystał on też z pomocy tego ośrodka.

 

PAP