Przesłuchanie Merkel trwało siedem godzin. Szefowa rządu była ostatnim świadkiem przesłuchanym przez powołaną trzy lata temu komisję.

 

Komisja zajmowała się początkowo działalnością służb amerykańskich, w tym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) i ich wpływami w Niemczech. Podstawą jej pracy były informacje przekazane przez pracownika służb USA Edwarda Snowdena, który w 2013 roku uciekł z Ameryki i przebywa obecnie w Rosji.

 

Wynikało z nich, że amerykański wywiad kontrolował także telefon komórkowy Merkel. Później okazało się, że niemiecki wywiad zagraniczny BND pomagał NSA, a ponadto sam też inwigilował partnerów, rządy i instytucje zaprzyjaźnionych krajów, w tym - także na terenie Unii Europejskiej.

 

Reagując w lecie 2013 roku na doniesienia medialne o podsłuchiwaniu jej telefonu przez służby amerykańskie, Merkel powiedziała, że "szpiegowanie wśród przyjaciół nie uchodzi".

 

- To zdanie odzwierciedla moje wyobrażenie o tym, co powinny robić służby wywiadowcze - powiedziała kanclerz podczas obecnego przesłuchania. Zapewniła, że "ani nie wiedziała, ani też nie mogła wiedzieć", co dzieje się w Niemczech w dziedzinie inwigilacji. - Nie miałam żadnego powodu, by sądzić, że BND nie przestrzega tej zasady - powiedziała Merkel.

 

Równowaga między ochroną prywatności a walką z terroryzmem

 

Nadzór nad służbami ma w Niemczech urząd kanclerski podlegający Merkel. Przedstawiciele partii opozycyjnych - Zielonych i Lewicy uważają, że Merkel ponosi odpowiedzialność za nieprawidłowości w działaniu wywiadu.

 

Występując na forum komisji śledczej, Merkel opowiedziała się za równowagą pomiędzy ochroną sfery prywatnej obywateli a skuteczną walką z terroryzmem.

 

- Właściwe relacje pomiędzy wolnością a bezpieczeństwem trzeba ustalać za każdym razem na nowo - powiedziała Merkel na początku przesłuchania.

 

W zeszłym roku Bundestag uchwalił nowe przepisy zwiększające kontrolę nad służbami i ograniczające możliwość inwigilowania krajów sojuszniczych.

 

Merkel opowiedziała się za kontynuowaniem współpracy ze służbami amerykańskimi po zmianie władzy w USA i objęciu urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa.

 

PAP