Brytyjski dziennik Financial Times powołując się na unijnych dyplomatów twierdzi, że Jarosław Kaczyński sugerował w rozmowie z Angelą Merkel wydanie za Tuskiem Europejskiego Nakazu Aresztowania. Według byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego, to szkodliwe słowa charakterystyczne dla chaotycznej polityki zagranicznej Prawa i Sprawiedliwości

 

"Chaotyczna i niebezpieczna polityka zagraniczna PiS"


- To jest gigantyczny błąd dyplomatyczny. Nic dziwnego, PiS prowadzi chaotyczną i niebezpieczną politykę zagraniczną od początku, dlatego to nie jest zaskakujące. (…) Cały pomysł zaproszenia Merkel był taki, że PiS zdał sobie sprawę, że cała polityka poprzedniego roku runęła. Przyjaźń z Węgrami i stawianie na Wielką Brytanie i USA. Brytania wyszła z UE i straciła wpływy, w USA wygrał proputinowski Trump, a Orban tydzień temu w Budapeszcie "obmacywał" się z Putinem - argumentował były minister.

 

Rostowski uważa też, że Prawo i Sprawiedliwość przegra najbliższe wybory. Partia popełnia jego zdaniem kilka błędów.

 

- Niesamowicie niekompetentna polityka gospodarcza, (...) naprawdę zapierająca dech arogancja tej władzy, demontaż demokracji i praworządności w Polsce - wymieniał.

 

Tomasz Nałęcz: najsłabszym punktem systemu ochrony jest sam ochraniany

 

Gościem w programie "Brutalna prawda" był też prof. Tomasz Nałęcz, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

 

Nałęcz komentował wydarzenia związane z wypadkiem premier Beaty Szydło w Oświęcimiu.

 

- Nie ulega dla mnie, jako dla obserwatora polityki, wątpliwości, że najsłabszym punktem, piętą achillesową systemu ochrony jest sam ochraniany. I tu nawet nie chodzi o polecenia, bo to już trzeba wyjątkowo głupiej osoby rządzącej, chociaż zdarzają się, bo ludziom po prostu często uderza woda sodowa do głowy, ludziom się wydaje, tym bardziej prymitywnym zwłaszcza, że im więcej arogancji, tym więcej majestatu władzy. Trochę to przypomina wójta z rancza - mówił.

 

Kamil Durczok pytał, czy trzy wypadki rządowych limuzyn w ciągu 11 miesięcy nie świadczą o tym, że komenda "gaz do dechy" pada częściej.

 

- No myśmy widzieli taki festiwal, pokaz wręcz, (...), widzielismy to w Toruniu. (...) Minister dziękował swojemu kierowcy, że przyjechał do Torunia z prędkością (można to latwo obliczyć, nawet gdyby nie jechali jakąś zbyt trudną drogą), no to jechali z przeciętną prędkością 140-150 km/h, co każdy, co prowadzi samochód wie, że musiało być 180 albo i 200 - powiedział prof. Nałęcz.

 

polsatnews.pl