"Funkcjonariusz, który prowadził limuzynę Prezes Rady Ministrów w dn. 10 lutego 2017 roku, rozpoczął kierowanie pojazdem około godziny 18.00. Prowadzenie pojazdu tego dnia trwało około 1 godziny. Wcześniej funkcjonariusz był jedynie przewożony do miejsca wykonywania obowiązków kierowcy (lotnisko Kraków - Balice)" - wyjaśniono.


Jak podkreślono, "sugerowanie jakoby funkcjonariusz miał być przemęczony jest rażącą nadinterpretacją nie mającą potwierdzenia w rzeczywistości".

 

Oświadczenie wydano "w związku z licznymi doniesieniami medialnymi rozpowszechniającymi nieprawdziwe informacje dotyczące zdarzenia z udziałem kolumny BOR w Oświęcimiu".

 

Po wypadku z udziałem premier Szydło, w mediach pojawiły się informacje, że funkcjonariusze BOR pracują za długo i bywają przemęczeni, a kierowca limuzyny premier mógł nie mieć niezbędnych do przewożenia VIP-ów uprawnień.


Zarzut dla kierowcy seicento


Do wypadku doszło w piątek w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której pojazd premier Beaty Szydło jechał w środku, wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i zderzył się z autem szefowej rządu, które uderzyło w drzewo. W wypadku ranni zostali też dwaj funkcjonariusze BOR - kierowca i szef ochrony premier.


W poniedziałek Prokuratura Regionalna w Krakowie objęła śledztwo nadzorem służbowym. Rzecznik poinformował wówczas, że choć śledztwo formalnie zostało wszczęte w poniedziałek, po przekazaniu materiałów dowodowych przez policję, to czynności były prowadzone od piątku wieczorem zaraz po wypadku. - Wtedy też po raz pierwszy przesłuchano kierowcę, który usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego z powodu nieustąpienia pierwszeństwa pojazdu pojazdom uprzywilejowanym, i który przyznał się do winy - podał prokurator.

 

PAP