Zdjęcie wiadomości tekstowej od ojca Sebastiana K., podejrzanego o spowodowanie wypadku z udziałem kolumny premier Beaty Szydło,

Sowa opublikował na Twitterze.

 

"To rodzina skontaktowała się z posłem"

 

"Do tej pory nikt z tego otoczenia (otoczenia premier - red.) nie zapytał o stan zdrowia i samopoczucia mojego syna, a przecież deklarują, że kierują się Nauką Ojca Świętego Jana Pawła II" - napisał ojciec 21-latka.

 

Zaznaczył, że to jego rodzina jako pierwsza skontaktowała się z posłem Nowoczesnej, a nie na odwrót, jak sugerowali politycy PiS.

 

W smsie mężczyzna napisał, że kiedy PiS zarzuca posłom Budce i Sowie manipulacje ws. wypadku, to "szlag go trafia". "Bardzo mi przykro, że na ludzi, którzy niosą pomoc, z tego powodu są wylewane pomyje" - dodał. "Jak na razie to manipulacje widzę, ale w wypowiedziach przedstawicieli PiS" - napisał ojciec Sebastiana K. 

 

W sobotę Sowa i poseł PO Borys Budka spotkali się z kierowcą fiata podejrzanym o spowodowanie wypadku i zaoferowali mu pomoc prawną.

 

Premier napisała list do 21-latka

 

Szefowa gabinetu premier Elżbieta Witek poinformowała w środę, że Beata Szydło napisała list do kierowcy seicento. Premier Szydło rozumie, co musi przeżywać ten młody chłopak i jego rodzina - podkreśliła.

 

Do wypadku w Oświęcimiu, w którym ucierpiała m.in. premier Beata Szydło doszło w ubiegły piątek wieczorem. W sobotę rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń podał, że zarzut spowodowania wypadku usłyszał 21-letni kierowca fiata seicento i że przyznał się do winy.

 

Nie przyznał się do zarzutów 

 

W poniedziałek rzecznik krakowskiej prokuratury regionalnej Włodzimierz Krzywicki poinformował, że 21-letni Sebastian K. kierowca seicento ma status podejrzanego ws. piątkowego wypadku. Dodał, że mężczyzna przyznał się do winy, i zapowiedział, że we wtorek zostanie ponownie przesłuchany.

 

We wtorek prok. Krzywicki podał, że prokuratura rozbudowała zarzut dla kierowcy, podejrzanego o nieumyślne spowodowanie wypadku z udziałem kolumny rządowej. Po wtorkowym przesłuchaniu Sebastiana K. prokuratura poinformowała, że nie przyznał on się do zarzutu.

 

polsatnews.pl, PAP