- Postanowiłam zwrócić się do Pana bezpośrednio w tym liście, ze względu na emocje, powstałe wokół zdarzenia, które 10 lutego było naszym udziałem - napisała premier Beata Szydło w liście.

 

Premier podkreślała, że ma synów w wieku Sebastiana K. i wyobraża sobie, "co on i jego bliscy czują". List zakończyła prośbą, "by ta sprawa jak najszybciej została wyjaśniona, nie powodując niepotrzebnych emocji". 

 

"Klient ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza"

 

- Klient mój ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza, że taki list otrzymał. Ale gdyby tak było to zarówno fakt otrzymania tego listu, nie mówiąc o jego treści, z uwagi na prywatny charakter tej korespondencji utrzymałby w tajemnicy. Wyrażamy też bezgraniczne zdumienie, że list prywatny pani premier został opublikowany medialnie i zapewniamy, że nie jest to naszym działaniem - powiedział mec. Władysław Pociej.

 

Rzecznik rządu: "sprawa jest rozgrywana politycznie"

 

Do listu premier Szydło odniósł się też rzecznik rządu Rafał Bochenek.

 

- Pani premier faktycznie wystosowała list do pana Sebastiana z Oświęcimia z uwagi, że przykro patrzeć jak ta sprawa jest rozgrywana politycznie, jak posłowie opozycji wykorzystują tego młodego chłopaka - mówił Bochenek.

 

- Ten wypadek, który się wydarzył w Oświęcimiu, to jest jeden z wielu wypadków komunikacyjnych jakie każdego dnia wydarzają sie w Polsce i powinien być obiektywnie wyjaśniony. Natomiast bez politycznego szumu, bez politycznej i medialnej wrzawy. Trzeba dać możliwość spokojnej pracy prokuraturze i policji tak, żeby rzetelnie ta sprawa została wyjaśniona - dodał.

 

Zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku

 

Do wypadku z udziałem premier doszło w piątek wieczorem w Oświęcimiu. Rządowa kolumna trzech samochodów (pojazd premier jechał w środku) wyprzedzała fiata seicento. Kierowca fiata przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo. Kierowca samochodu z premier odbił w lewo, chcąc uniknąć zderzenia.

 

Krakowska prokuratura przedstawiła 21-letniemu kierowcy zarzut nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, za co grozi do 3 lat więzienia.

 

polsatnews.pl