- W tym roku chcemy poruszyć problem gwałtów na randkach, problem, który jest praktycznie w Polsce niezauważany i pomijany. Dotyczy on głównie młodych dziewczyn między 18 a 24 rokiem życia - powiedziała Joanna Piotrowska, prezeska Fundacji Feminoteka, która od 2013 r. prowadzi i koordynuje w Polsce akcję "Nazywam się Miliard".


Piotrowska dodała, że co roku każdy kraj "dobiera sobie temat protestu tak, by był ona najbliższy temu, co się dzieje lokalnie".


- Cała Polska dzisiaj tańczy i zbiega o to, żeby w edukacji, w profilaktyce uwzględniać temat gwałtów na randkach, których doświadczają kobiety i młode dziewczyny po raz pierwszy wchodzące w relacje intymne, w których powinny spotykać się z miłością i czułością, a nie z przemocą - mówiła podczas protestu Piotrowska.

 

Tłumaczka zgwałcona przez ratowników medycznych


- Jesteśmy tu dziś także dlatego, że solidaryzujemy się z panią Aleksandrą z Elbląga, zgwałconą przez ratowników medycznych. Pani Aleksandra cały czas ma problem, by dojść swoich praw, wzywana jest do sądu, ma już dość mówienia o swojej traumie (...) ostatnio dostała karę za niestawienie się do sądu - powiedziała Piotrowska.


W sprawie z Elbląga chodzi o tłumaczkę, która we wrześniu 2013 r. podczas szkolenia w Kaliningradzie z udziałem grupy pracowników Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu została zgwałcona przez dwóch ratowników medycznych. W 2015 r. sąd skazał ratowników na kary 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Wyrok nie jest prawomocny.

 

"To nie spódniczka gwałci, to gwałciciel"


Uczestniczki warszawskiej demonstracji, zgromadzone w Pasażu Wiecha wspólnie zatańczyły i zaśpiewały utwór: "Tańczę, bo mam dość!". W happeningu wzięło udział ok. 100 dziewcząt i kobiet w różnym wieku. Tańczyły też kobiety z niepełnosprawnościami, m.in. na wózkach inwalidzkich. Akcję wsparli nieliczni mężczyźni. Uczestnicy protestu mieli m.in. transparenty z napisami: "To nie spódniczka gwałci, to gwałciciel", "Nie nazywaj przemocy końskimi zalotami", "Nie jestem obiektem seksualnym, nazywam się miliard", a także: "Solidarne z panią Aleksandrą".


- Przychodzę zatańczyć w tej akcji od czterech lat - powiedziała jedna z uczestniczek akcji, Barbara Poniatowska ze Stowarzyszenia Inicjatyw Kobiecych. - Jestem przedstawicielką kobiet z niepełnosprawnościami, my też tańczymy przeciw przemocy, ponieważ kobiety, zwłaszcza te na wózkach, o kulach, są narażone na przemoc o wiele bardziej, są jakiś sposób bezradne i przez to wykorzystywane - dodała.

 

"Problem przemocy seksualnej i domowej wobec kobiet jest w Polsce przemilczany"


Jak mówiła Poniatowska taka akcja jak "Nazywam się miliard" ma przede wszystkim uświadamiać, że "problem przemocy wobec kobiet jest; i nie chować go pod kołdrę".


- Przemoc wobec kobiet i dziewczyn to duży problem w Polsce i na świecie. Ja mam dwie wnuczki i chciałabym, żeby rosły w bezpiecznym świecie. Cóż innego mogą zrobić niż się włączyć do takiej akcji - mówiła inna z uczestniczek protestu.


Kolejna oceniła, że "problem przemocy seksualnej i domowej wobec kobiet jest w Polsce przemilczany". - Taka akcja pomaga uświadamiać dziewczynom, że mają swoje prawa i nikt nie ma prawa dotknąć ich małym paluszkiem bez ich zgody. O tym trzeba mówić - dodała.


Akcja "Nazywam się miliard" odbywa się na całym świecie i w Polsce od 2013 r. - Wspólnym mianownikiem akcji jest taniec, bo - tańcząc, rządzę swoim ciałem - tłumaczą formę protestu organizatorzy. Podkreślają przy tym, że wspólny taniec wyzwala energię i jest manifestacją siły.

 

"Jedna za miliard - miliard za jedną"


"Jedna za miliard - miliard za jedną" - to przyświecające działaniom protestujących hasło, symbolizujące solidarność oraz wsparcie dla dziewcząt i kobiet doświadczających przemocy. Pomysłodawczynią akcji była amerykańska działaczka feministyczna i antyprzemocowa Eve Ensler, autorka "Monologów waginy".


PAP