Kaczyński: frankowicze powinni wziąć sprawy we własne ręce

Polska
Kaczyński: frankowicze powinni wziąć sprawy we własne ręce
PAP/Paweł Supernak

Jak podkreślił prezes PiS Jarosław Kaczyński, "rząd nie może podejmować działań, które doprowadzą do zachwiania systemu bankowego". - To byłby straszny cios we wszystkich obywateli, także tych, którzy mają kredyty we frankach. I tego w żadnym wypadku odpowiedzialny rząd nie może zrobić - dodał lider PiS.

- Myślę, że powinni wziąć sprawy we własne ręce i zacząć walczyć w sądach. Nie dlatego, żeby nie ufać prezydentowi czy rządowi, tylko dlatego, że prezydent i rząd są w sytuacji, która jest zdeterminowana w wielkiej mierze uwarunkowaniami ekonomicznymi - powiedział Kaczyński pytany w Polskim Radiu, czy frankowicze powinni zaufać prezydentowi i rządowi, czy wziąć sprawy we własne ręce i walczyć z bankami.

 

- Natomiast w procesach - to na pewno będzie trwało, bo takie procesy długo trwają - będzie można odzyskać różnego rodzaju rekompensaty. To będzie rozłożone w czasie. I z różnych względów będzie nieporównanie łatwiejsze także dla międzynarodowego świata finansowego. Z tym też musimy się liczyć. Taki dzisiaj jest świat, nic na to nie poradzimy" - powiedział Kaczyński.

 

"Nie mam pokusy doprowadzić do przedterminowych wyborów"

 

Kaczyński pytany, czy nie ma pokusy, aby doprowadzić do przedterminowych wyborów i sięgnąć po większość konstytucyjną powiedział: "Nie mam takiej pokusy, uważam, że przedterminowe wybory mogą mieć miejsce wtedy, kiedy są ku temu jakieś bardzo mocne przyczyny".

 

Jak ocenił prezes PiS, wybory przedterminowe, to instytucja nadzwyczajna, której "w żadnym wypadku nie należy nadużywać". - Dziś takich przesłanek nie widzę - podkreślił prezes PiS.

 

- To, że mamy rzeczywiście dobre poparcie, to nie oznacza, że chcemy rezygnować ze zwykłego cyklu demokratycznego, on w Polsce jest czteroletni, chcemy się tego trzymać - powiedział Kaczyński.

 

"Nie widzę powodów do zmian w rządzie"

 

- Przegląd resortów to jest przedsięwzięcie pani premier. Ja się temu jakoś specjalnie nie przyglądam. Sądzę, że ma ono przede wszystkim charakter mobilizacyjny, próby, aby motywować ministrów do energicznego działania. W tej chwili rząd jest ustabilizowany i jeżeli nie nastąpią jakieś wydarzenia, których w tej chwili nie potrafię przewidzieć, to ja w tej chwili nie widzę powodów do zmian w rządzie - podkreślił Jarosław Kaczyński.

 

Prezydent Warszawy nie jest ofiarą polityczną PiS

 

- Pani Gronkiewicz-Waltz i te osoby, wobec, których prowadzone są postępowania karne nie są żadnymi ofiarami politycznymi. Są po prostu, jeśli sądy to ostatecznie orzekną, przestępcami - zaznaczył lider PiS.

 

- Jest takie powiedzenie: złapią cię za rękę, mów, że to nie twoja ręka. W tej chwili pan Grzegorz Schetyna stosuje tę zasadę. Nie wiem, czy ona będzie skuteczna - mówił Kaczyński.

 

Jego zdaniem obecna opozycja odrzuca władzę PiS i z góry przypisuje wszelkim działaniom złe intencje i bezprawność. - Jeżeli ktoś uważa, że PiS tak naprawdę nie ma prawa rządzić, że kieruje się złymi intencjami, fatalnymi intencjami i chce wprowadzać tutaj dyktaturę etc. to może w ten sposób podchodzić. Może uważać, że każdy schwytany na najbardziej oczywistym przestępstwie jest w gruncie rzeczy ofiarą polityczną - podkreślił prezes PiS.

 

"Schetyna jest człowiekiem rozgarniętym"

 

Kaczyński ocenił, że niektórzy parlamentarzyści oderwali się od rzeczywistości. - To, czego się najbardziej obawiam, nie w wypadku pana Grzegorza Schetyny, bo sądzę, że jednak on jest człowiekiem rozgarniętym, ale w wypadku wielu ludzi, którzy siedzą w Sejmie, to, że oni w to naprawdę wierzą, że oni tak bardzo oderwali się od rzeczywistości, że tak bardzo nie potrafią jej oceniać, że naprawdę z wiarą tego rodzaju opowieść, dyskurs traktują - zaznaczył.

 

- To jest kwestia przede wszystkim winy tych, którzy przeszło już 11 lat temu rozpoczęli ten atak, kiedy się zorientowali, że mogą Polską nie rządzić, że ich projekt polityczny może przegrać i którzy zareagowali właśnie w ten sposób. Dlaczego tak było, to mam nadzieję, że historycy kiedyś ustalą - mówił prezes PiS.

 

"To nie są jakieś wielkie protesty"

 

Pytany o protesty przeciwko reformie edukacji, zmianom w ustroju Warszawy, reformie sądownictwa i o to, czy "dobra zmiana musi boleć", Kaczyński powiedział: "Z tego wynika, że niektórych boli, chociaż dalece nie wszystkich, to nie są jakieś wielkie protesty, to są protesty przede wszystkim tych, którzy czują się w jakiś sposób zagrożeni albo niesłusznie, bo (jeśli chodzi o reformę edukacji) tam nikomu nic złego się nie stanie, albo być może w jakiejś mierze słusznie, jeżeli chodzi o samorządy, czy sądownictwo, bo tam będziemy likwidować patologię, która jest bardzo szeroko rozpowszechniona".

 

Na uwagę dziennikarza, że zmiany wprowadzane są za szybko i bez konsultacji, prezes PiS powiedział, że "to jest takie przeświadczenie tych, którzy nie mają argumentu, żeby przeciwstawić się merytorycznie zmianom, wobec tego mówią, że taktyka jest niewłaściwa". Podkreślił, że PiS chce przebudować kraj. - To jest zmiana naprawdę bardzo głęboka, to jest ostateczne odrzucenie tego wszystkiego, co wyrasta z poprzedniego systemu i z patologii, które powstały już po 1989 roku - przekonywał Kaczyński.

 

Dopytywany, czy nie obawia się, że przepychanie ustaw bez oglądania się na głosy obywateli, będzie ukarane przez wyborców, Kaczyński powiedział: "Pan z góry zakłada, że większość rodziców jest przeciwko reformie oświaty (...) jest pytanie o mniejszość i większość, żyjemy w państwie demokratycznym".

 

Zmiany w ustroju Warszawy przed wyborami w 2018 r.

 

Kaczyński przekonywał, że protesty dotyczącego zmian w ustroju Warszawy, spowodowane są tym, że "komuś z powodów czysto politycznych i partykularnych to przeszkadza". - Różne grupy są zainteresowane, żeby utrzymywać taki stan, jaki on jest. Symbolem tego stanu, to są sprawy związane z reprywatyzacją, te gigantyczne nadużycia, które bardzo wielu zwykłych ludzi kosztowały straszliwe, życiowe nieszczęścia - podkreślił.

 

Pytany, jak szybko będą postępować prace nad zmianami w ustroju Warszawy, prezes PiS powiedział, że zmiany "z całą pewnością" wejdą w życie przed wyborami samorządowymi w 2018 roku. - Ta ustawa będzie jeszcze przedmiotem dyskusji, jest przygotowana ustawa wprowadzająca i tam będą pewne propozycje, odnoszące się do, jak to można określić najszerzej, zinstytucjonalizowanych konsultacji społecznych - zaznaczył.

 

- Jeszcze raz chcę podkreślić, że ci, którzy sami to proponowali (Platforma), dzisiaj krzyczą, bo uważają, że jakiś ich interes jest zagrożony, albo też po prostu stosują zasadę opozycji totalnej, czyli jak PiS coś proponuje, to my jesteśmy przeciw, choćby nie wiem co - powiedział prezes PiS. Zapewnił, że ustawa o zmianie ustroju Warszawy będzie służyła mieszkańcom stolicy i okolic.

 

Pytany, czy poseł PiS Jacek Sasin będzie kandydatem PiS w wyborach na prezydenta Warszawy, Kaczyński powiedział, że nie ma w tej chwili żadnej decyzji w tej sprawie. - Jeżeli ktoś przypisuje panu posłowi intencję, że on coś dla siebie załatwia, to jest w błędzie - powiedział lider PiS.

 

"Dlaczego? Bo ma plecy"

 

Kaczyński był pytany o pojawiające się opinie mówiące, że reforma sądownictwa jest "krokiem w kierunku upolitycznienia sądów".

 

- To ja przypomnę sprawę sędziego Milewskiego i tę sytuację, kiedy z ukaraniem sędziego były bardzo poważne kłopoty i w gruncie rzeczy tak naprawdę go nie ukarano. Natomiast dziennikarz, który dokonał tej prowokacji dziennikarskiej - bardzo dobrego, prospołecznego czynu - został ukarany. Tak to w Polsce wygląda - odpowiedział prezes PiS.

 

Ryszard Milewski, jako prezes gdańskiego sądu, miał w ujawnionej w mediach w 2012 r. rozmowie telefonicznej wyrazić gotowość ustalenia dogodnego dla ówczesnego premiera Donalda Tuska terminu posiedzenia aresztowego ws. prezesa Amber Gold Marcina P. i gotowość wydelegowania sędziów gdańskich na spotkanie z premierem, by zapoznać go ze sprawami dot. szefa firmy. Po ujawnieniu tej rozmowy Milewski został odwołany z funkcji prezesa i ukarany dyscyplinarnie przeniesieniem do białostockiego sądu.

 

Kaczyński zaznaczył, że "jest tak, że 10 miesięcy więzienia dostaje ktoś, kto rzucił tortem w panią sędzię, która złamała wszelkie zasady prawne i moralne wydając pewien wyrok w stosunku do Kiszczaka, a ktoś, kto był zaangażowany w bardzo poważną działalność przestępczą, łącznie z napadami i pobiciami, dostaje 10 miesięcy więzienia z zawieszeniem". - Dlaczego? Bo ma plecy - dodał.

 

Sprawa rzucenia tortem dotyczyła Zygmunta M. i posiedzenia sądu z czerwca 2013 r. W sądzie przesłuchiwano wówczas dwoje psychiatrów, którzy uznali, że zdrowie byłego szefa MSW z lat PRL Czesława Kiszczaka nie pozwala na sądzenie go po raz piąty za przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni "Wujek" w 1981 r. Gdy sędzia ogłosiła, że przesłuchanie biegłych odbędzie się przy drzwiach zamkniętych, obecna w sali publiczność zaprotestowała. Wtedy sędzia ogłosiła przerwę w posiedzeniu. Gdy wychodziła z sali, M. rzucił w nią tortem z bitą śmietaną.

 

"Polskie sądownictwo to gigantyczny skandal"

 

- Tak to dzisiaj wygląda. Ja mógłbym sypać z rękawa tego rodzaju przykładami, jak to pan Karapyta (były marszałek woj. podkarpackiego - red.) chodzi sobie po wolności, a człowiek, który kupił telewizor, mieszka w domu pomocy społecznej, nie był w stanie spłacać rat, wylądował za kratami"- powiedział prezes PiS.

 

Jak dodał "wylądował za kratami chłopak, który jechał na gapę bodajże w autobusie". - Potężni mężczyźni młodzi, którzy zatłukli zupełnie bezradnego, bardzo niewielkiego wzrostu chłopca, dostali po dwa, trzy i pół roku więzienia i już byli na wolności, kiedy była druga instancja i zastraszali rodzinę tego chłopca, bo też mieli jakieś tam plecy - wskazał.

 

- Polskie sądownictwo, to jest jeden gigantyczny skandal i z tym skandalem trzeba skończyć - podkreślił Kaczyński.

 

Zapytany, czy poza wymiarem sprawiedliwości widzi inne obszary życia publicznego, które "należy przewietrzyć" Kaczyński odpowiedział: "Wie pan, ja niewiele widzę takich, których nie należy przewietrzyć, ale wszystko po kolei".

 

"Instytucja użytecznych idiotów"

 

W środę Prokuratura Okręgowa Warszawa - Praga wszczęła postępowanie w sprawie przyjęcia w nieustalonym miejscu w 2008 roku korzyści majątkowej w kwocie 2,5 mln zł przez prezydenta Warszawy lub jego zastępcę. Sprawa ma związek z nieruchomością, na której są ogródki działkowe na Saskiej Kępie. Postępowanie zostało wszczęte po wezwaniu stołecznego radnego, członka stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jana Śpiewaka.

 

Szef PO ocenił, że donosy ws. przyjęcia korzyści majątkowej przez prezydent Warszawy jako "absurdalne, wyssane z palca". - Ci, którzy składają takie donosy, to jest instytucja użytecznych idiotów - mówił.

 

Gronkiewicz-Waltz w środę oświadczyła, że nie przyjęła korzyści majątkowej wskazywanej w ww. zawiadomieniu, ani jakiejkolwiek innej. "Gotowa jestem do podjęcia koniecznej współpracy z prokuraturą" - napisała w oświadczeniu. Poinformowała, że rozważa również podjęcie kroków prawnych mających na celu ochronę jej dóbr prawnych.

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze