Pieczyńska-Czerny, która jest trzecim zeznającym we wtorek świadkiem, wyjaśniła, że z Amber Gold zetknęła się po raz pierwszy w październiku 2009 r., a w tym departamencie UKNF pracowała do maja 2010 r.

 

- Nasze sprawy nie były sprawami łatwymi. Stykaliśmy się bardzo często z odmową - może nie z odmową, ale z postanowieniami o umorzeniu. Około 20 proc. spraw tylko, z tego co pamiętam, przybierało formę aktu oskarżenia" - mówiła świadek. "Stąd też nasza współpraca z prokuraturą nigdy nie była łatwa - dodała.

 

Świadek mówiła o tym, pytana o odmowę wszczęcia śledztwa w sprawie Amber Gold przez prokurator Barbarę Kijanko z prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz.

 

Pytana o ocenę tej decyzji, wyjaśniła, że prokurator nie miał możliwości zebrania dowodów na nieprawidłowości, które wskazywała KNF, bo procedura sprawdzająca wezwanie, zakończona odmowąśledztwa, nie dawała na to szansy. - Nie mogę powiedzieć, że ta decyzja nas zdziwiła. Uznaliśmy, że prokuratura musi wszcząć postępowanie i to był nasz cel. Wszcząć postępowanie, żeby przeprowadzić czynności procesowe - tłumaczyła. - Dlatego też zdecydowaliśmy o złożeniu zażalenia - dodała.

 

Zeznania Olszaka

 

Marcin Olszak przed komisją śledcząPAP/Marcin Obara
Marcin Olszak przed komisją śledczą

 - Wobec Amber Gold Urząd Komisji Nadzoru Finansowego podejmował działania skuteczne, optymalne i efektywne - mówił zastępca dyrektora departamentu prawnego UKNF Marcin Olszak we wtorek przed sejmową komisją śledczą.

 

 

Olszak wyjaśnił, że porozumienie pomiędzy Komisją Nadzoru Finansowego a Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego dotyczyło firm nadzorowanych przez Komisję, a Amber Gold nie była takim podmiotem, stąd komisja nie zawiadamiała Agencji w jej sprawie.

 

Podczas ponad trzygodzinnego przesłuchania świadek tłumaczył m.in., że w UKNF został zatrudniony 2 listopada 2011 roku i wszelkie informacje na temat Amber Gold sprzed tego dnia zna jedynie z rozmów z ówczesnym zastępcą dyrektora departamentu prawnego UKNF Marcinem Pachuckim lub z dokumentów. - Nic ponad tę wiedzę, którą przekazał mi np. Marcin Pachucki, z własnych doświadczeń nie miałem - wskazał.

 

Świadek powiedział, że o spółce Amber Gold dowiedział się krótko po przyjściu do KNF w listopadzie 2011 roku, gdy objął funkcję dyrektora Departamentu Postępowań i zastępcy dyrektora zarządzającego pionem prawno-legislacyjnym. Wówczas już, mówił, w komisji wiedziano, że Amber Gold prowadzi działalność zastrzeżoną dla banków bez zezwolenia. Po zmianie struktury wewnętrznej UKNF, od początku 2012 roku do listopada 2016 roku był dyrektorem Departamentu Prawnego UKNF.

 

"Prokuratura nie zastosowała wytycznych sądów"

 

Wyjaśniał, że niedługo po przyjściu do KNF przygotował pismo do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, by ten podjął działania w ramach swojego nadzoru nad podległymi mu prokuratorami. Pismo to, podpisane przez przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka, wysłane zostało do Andrzeja Seremeta 24 listopada 2011 roku. - Sąd wydaje zalecenia, jak ma się zajmować prokuratura, ale ta znów nie wszczyna postępowania i znów składamy zażalenie. Zastanawiające było to, że prokuratura nie zastosowała wytycznych sądów. Uznałem, że trzeba coś z tym zrobić i najlepszą drogą będzie pismo do Prokuratora Generalnego, by ten przekazał sprawę prokuraturze apelacyjnej czy prokuraturze okręgowej - tłumaczył świadek.

 

W piśmie tym - jak mówił świadek - poinformowano o postępowaniu prowadzonym przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz ws. Amber Gold, wraz z wnioskiem "o rozważenie wykorzystania przysługujących prokuratorowi generalnemu uprawnień nadzorczych wobec podległych jednostek prokuratury". Dodał, że wówczas uznawano, iż konieczna jest intensyfikacja działań i przeniesienie ich na wyższy poziom.

 

Pismo to zawierało szereg krytycznych uwag na temat postępowania ws. Amber Gold, prowadzonego przez prokuraturę Gdańsk-Wrzeszcz. Nie trafiło ono jednak do Seremeta, ale zostało przekazane do departamentu postępowania przygotowawczego PG, który skierował je do zastępcy prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, a stamtąd przekazano je do gdańskiej prokuratury okręgowej.

 

Działania "skuteczne, optymalne i efektywne"

 

Odnosząc się do okresu od listopada 2011 r., Olszak stwierdził, że UKNF, a w szczególności departament prawny, w sprawie Amber Gold podejmował różnego rodzaju działania. - W mojej skromnej opinii można te działania określić mianem skutecznych, optymalnych i efektywnych - mówił świadek.

 

- Skuteczne dlatego, że spowodowały ostatecznie adekwatną reakcję właściwych organów wymiaru sprawiedliwości - przekonywał.

 

Olszak, wymieniając te działania, poza pismem z 24 listopada 2011 roku, wskazał też na to, że KNF w kwietniu 2012 r. informowała prokuraturę we Wrzeszczu, że spółka Amber Gold nie złożyła sprawozdania finansowego za 2010 r. - Skierowano też do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w dniu 25 lipca 2012 r. uzupełnienie zawiadomienia (o możliwości popełnienia przestępstwa przez Amber Gold - PAP) z grudnia 2009 r." - mówił świadek. Jak dodał, w uzupełnieniu tym wskazano, że spółka mogła naruszyć przepisy dot. pośrednictwa ubezpieczeniowego poprzez prowadzenie takiej działalności bez zezwolenia.

 

Klienci przelewali środki na konto innej spółki

 

Wśród działań podejmowanych przez Komisję, Olszak wymienił też to, że KNF wysłała w sierpniu 2012 r. informację o tym, że klienci Amber Gold, podpisujący umowę z tą spółką, przelewają środki na konto innej spółki.

 

Świadek zwrócił ponadto uwagę, że nt. działań UKNF wypowiadały się sądy powszechne, które orzekały w sprawach z powództwa m.in. poszkodowanych przez Amber Gold. Jak podkreślił, w tych orzeczeniach sądy wskazywały, że bezzasadne są zarzuty mówiące m.in. o tym, że KNF nie potrafiła ponad 3 lata przekonać prokuratury ws. Amber Gold. Jak dodał, sądy uznawały też, że bezzasadne są zarzuty, iż KNF nie podjęła żadnych działań w celu prawidłowego funkcjonowania rynku finansowego.

 

Olszak dowodził, że działania KNF nie były pozbawione sensu, a wystąpienie do prokuratora generalnego było przełomowe. Przyjęliśmy założenie, że "robimy swoje tak długo, jak się da w ramach swoich kompetencji" - mówił. - Konsekwencją przyjęcia, że prokuratura jest najbardziej skutecznym elementem doprowadzenia sprawy do końca, było to pismo do prokuratora generalnego z 24 listopada 2011 r. - tłumaczył.

 

"Prokuratura robiła wszystko, żeby tej sprawie ukręcić łeb"

 

- Dlaczego skutecznym, przecież prokuratura robiła wszystko, żeby tej sprawie ukręcić łeb - mówiąc kolokwialnie? - pytał wiceprzewodniczący komisji Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15).

 

- No to my z uporem godnym lepszej sprawy robiliśmy wszystko, żeby jednak zaangażowała się w tej sprawie - odparł Olszak.

 

Posłowie dopytywali świadka o istniejące porozumienie KNF z ABW. Ten zapewnił, że nie było go wśród osób wyznaczonych do realizacji tego porozumienia. Tym niemniej porozumienie to, mówił, dotyczyło podmiotów formalnie nadzorowanych przez komisję. W takich przypadkach istniała określona procedura informowania ABW o określonych zjawiskach, zauważonych np. w ramach inspekcji KNF.

 

Amber Gold jednak, zaznaczył Olszak, nie należała do podmiotów nadzorowanych, więc KNF mogła oczekiwać, że ewentualne zawiadomienie ABW, jeśli zajdą wystarczające okoliczności, złoży prokuratura.

 

"Potrzebna jest praca u podstaw"

 

Świadek pytany był także, czy fakt, że ludzie cały czas powierzali swoje pieniądze Amber Gold, narażając się na straty finansowe, nie był przesłanką, by Komisja jednak podjęła jakieś dodatkowe działania. Odpowiedział m.in., że "istnieje zawsze takie ryzyko, że jeżeli jakiś podmiot oferuje oprocentowanie znacznie wyższe od rynkowego", to gromadzone przez niego depozyty obciążone są większym ryzykiem.

 

- Nie potrafię zrozumieć, bo jestem tylko prawnikiem, dlaczego takie doświadczenia z przeszłości, jak z niesławnej pamięci bezpieczną kasą oszczędności, niczego nas, jako Polaków, nie nauczyły - mówił. - Ale to już pytanie do psychologów - dodał.

 

W tej sprawie potrzebna jest "praca u podstaw od szkoły podstawowej", "żeby wiedzieć, że im większe oprocentowanie, tym większe ryzyko" - powiedział Olszak.

 

Przypomniał, że mechanizm wchodzenia w takie ryzykowne operacje nie jest wyjątkowy dla Polski. - W Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z piramidą Bernarda Madoffa. Teoretycznie dużo większe zasoby, skuteczniejsze organa nadzoru, a mimo to zadziałał jakiś mechanizm, że ludzie zaryzykowali swoje środki - podkreślił.

 

PAP