Pobił i zostawił na mrozie. Oskarżony o zabójstwo wyszedł na wolność po kontrowersyjnej opinii biegłego

Polska

Dotkliwie pobił, rozebrał i porzucił na mrozie, ale zdaniem biegłego winny śmierci być nie musi. To nagły zwrot w procesie apelacyjnym Krzysztofa G., oskarżonego o zabójstwo partnera swojej kochanki. Pan Andrzej zmarł z wyziębienia w lutym 2015 r. Zdaniem biegłego istotne dla sprawy jest jednak to, że w dniu śmierci ofiara piła alkohol i wziął leki. W efekcie sąd wypuścił G. na wolność.

Andrzej H. miał 54 lata. Mieszkał w Sulisławiu, niewielkiej wsi koło Kalisza. Był kawalerem, ale od ponad 20 lat mieszkał ze swoją partnerką, 56-letnią Krystyną H.

 

"Wmawiała mu, że brat się nad nią znęcał"

 

W październiku 2014 r. w jej życiu pojawił się inny mężczyzna, 56-letni Krzysztof G. Kobieta nawiązała z nim romans. Potajemnie spotykała się z nim pod nieobecność Andrzeja H. Często opowiadała Krzysztofowi G. o tym, jak bardzo jest nieszczęśliwa.

 

- Cały czas mu wmawiała, że mój brat się nad nią znęcał, że ją bił - stwierdziła w rozmowie z reporterem "Interwencji" Bernarda Sikora, siostra nieżyjącego pana Andrzeja.

 

- One tak sobie ubzdurały i na mnie psy wieszają - odpowiedziała na zarzuty Krystyna H.

 

Jednak zdaniem Bernardy Sikory, Krzysztof G. zeznał, że jego kochanka "cały czas mu wbijała do głowy, że Andrzej ją bije, że posiniaczona chodzi" - tak powiedziała siostra pana Andrzeja, podczas nagrywania pierwszego reportażu "Interwencji" o tej zbrodni.  

 

Przyznał się do pobicia

 

Doszło do niej 21 lutego 2015 r. - Oskarżony zadał ofierze kilkanaście uderzeń, co ustalił biegły. Sam oskarżony wymienił, że tych uderzeń mogło być dużo więcej - powiedział Piotr Feliniak z Sądu Apelacyjnego w Łodzi.

 

- W polu go rozebrał i zostawił. Wiedział, że tam zamarznie - uważa Bernarda Sikora.

 

Dzwonił kilkanaście razy

 

We krwi Andrzeja H. wykryto alkohol i silne leki uspokajające. Były to leki przepisane Krystynie H. Dalsze śledztwo wykazało, że podczas zabójstwa Krzysztof G. kilkadziesiąt razy kontaktował się z nią telefonicznie. Po wszystkim, pojechał do jej domu i... spędził tam z nią noc.

 

- Wiedziała, że on w polu kona, a sobie w najlepsze jeszcze seks uprawiała - mówi Bernarda Sikora.

 

- Ja o niczym nie wiedziałam. On (Krzysztof G. - red.) dzwonił, bo nalegał, żebym pojechała do niego - twierdzi Krystyna H.

 

Już na wolności

 

Krystyna H. nie otrzymała ani jednego zarzutu. Natomiast Krzysztof G. za zabójstwo pana Andrzeja został skazany na 12 lat więzienia. Odwołał się jednak od wyroku. Sąd apelacyjny postanowił powołać w sprawie kolejnego biegłego. Po jego ekspertyzie Krzysztof G., wyszedł na wolność. Przed sądem będzie odpowiadał z wolnej stopy.

 

- Biegły stwierdził, że powodem śmierci mógł być stan nietrzeźwości pokrzywdzonego, a co istotne, przyjmowane przez niego leki, których skutkiem ubocznym była senność - poinformował Piotr Feliniak z Sądu Apelacyjnego w Łodzi.

 

Tajemniczą śmiercią pana Andrzeja "Interwencja" zajmowała się już kilka miesięcy temu. Po reportażu prokuratura postanowiła jeszcze raz przyjrzeć się Krystynie H. We wrześniu wszczęto śledztwo w sprawie ewentualnego podżegania do zabójstwa. Na razie kobieta jest jednak jedynie świadkiem w tej sprawie.

 

"Interwencja"

ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze