Piwnica pani Elżbiety została zalana już 12 razy. Pierwszy raz w maju 2014 roku, a ostatni – w zeszły piątek. Na podłodze były krew, pióra, szczątki zwierząt i odchody. Kobieta podejrzewa, że nieczystości mogą pochodzić z dwóch okolicznych ubojni.

 

"Pióra, tłuszcz, skóry z kurczaków"

 

- Było dużo takich gęstych odpadów. Często bywały to pióra, tłuszcz, skóry z kurczaków, całe wątroby - opowiada.

 

Pani Elżbieta pokazała ekipie "Interwencji" zalaną niedawno piwnicę. - Widać jeszcze pozostałości po zalaniu. Są teraz zamarznięte. To resztki poubojowe, poprzemysłowe. Widać fragmenty piór - wylicza.

 

- Na tej samej ulicy funkcjonują dwie ubojnie - mówi Ryszard Mularczyk, kierownik budowy domu Elżbiety Kędziory.

 

Czy to możliwe, że ubojnie wylewają nieczystości do kanalizacji? "Interwencja" próbowała porozmawiać o tym z właścicielami obu zakładów.   

 

- Moje ścieki są dostarczane do kanalizacji na ulicy Słonecznej. Moje połączenie jest poniżej pani Kędziory - twierdzi Mirosław Kanarek, właściciel ubojni drobiu.

 

Z właścicielem drugiej ubojni nie udało się porozmawiać.

 

Chcą odciąć dom od kanalizacji

 

- Zdarzało się kilkakrotnie, że właściciel jednej z ubojni przysyłał pracowników, którzy dokonywali uprzątnięcia i odkażania. Zwracałam się więc do Zakładu Usług Komunalnych (ZUK- red.), który obiecał, że usunie przyczynę zalewania mojego budynku. Później prezes powiedział, że ma zamiar wszcząć procedurę odcięcia mnie od kanalizacji – mówi Elżbieta Kędziora. Jak wskazuje, problem może leżeć w źle wykonanym przyłączu kanalizacji.

 

Prezes ZUK został zapytany, czy jego zdaniem Elżbieta Kędziora jest winna całej sytuacji?

 

- Winny jest inwestor, który zlecił niewłaściwemu usługobiorcy wykonanie tego przyłącza. Zarządzam publicznymi finansami, póki nie jest udokumentowane, że przyłączenie zostało wykonane prawidłowo, nie mogę wydawać pieniędzy na naprawę tego stanu rzeczy - tłumaczy Jerzy Wijas, prezes Zakładu Usług Komunalnych w Piekoszowie.

Reporter: Przy podpisaniu umowy nie zwrócił pan wcześniej uwagi na to, że brakuje dokumentów odnośnie ekspertyz technicznych, co do prawidłowości wykonania przyłącza?

Prezes: To  było w 2013 roku. To zapytanie nie jest do mnie, tylko ówczesnego szefa.

Reporter: Ale teraz pan przyjmuje to z całym inwentarzem, również to co poprzedni szef robił. Prezes: Dlatego reguluje te relacje, choćby poprzez to wykluczenie.

 

"Aż się prosi o monitoring sieci"

 

Odcięcie od kanalizacji to nie jedyny problem. Pani Elżbieta obliczyła, że przez zalania straciła dotychczas ok. 12 tys. zł. To koszt remontu, czyszczenia i wymiany zniszczonych przedmiotów. Kobieta boi się, że kolejne zalanie jest tylko kwestią czasu.

 

- Naszym zdaniem przyczyna leży gdzieś po stronie wady kanalizacji. Aż się prosi o monitoring sieci kanalizacji, żeby można było znaleźć przyczynę tej przykrej sytuacji. Jeżeli monitoring wykazałby, że nie ma wad po stronie przyłączenia, wówczas pogłębialibyśmy temat, czy któraś z ubojni nie narusza prawa - wyjaśnia Jarosław Sułek, zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Kielcach.

 

- W tej chwili takie mam uczucie, jakbym wchodziła to zakładu utylizacji, a nie do domu - podsumowuje Elżbieta Kędziora.

 

"Interwencja", fot: "Interwencja"/archiwum prywatne