Według Rostowskiego,  "jak się wyrzuci ogromną część kompetentnych urzędników za pomocą ustawy o służbie cywilnej i zatrudni się Misiewiczów, jak się wprowadzi możliwość zwolnienia każdego w każdym momencie, to ludzie się boją".


- Samorządowcy także się boją, bo wprowadzono im CBA do urzędów marszałkowskich. Nie ma takiej płacy, która rekompensowałaby ryzyka, że PiS szukając haków na wybory samorządowe w 2018 r. nie oskarży ludzi o jakąś korupcję. To uderza w inwestycje - podkreślił Rostowski.


Zdaniem byłego wicepremiera, z polskim PKB "jest jeszcze gorzej, jeśli uwzględniamy jaka część wzrostu gospodarczego to skutek wzrostu zapasów niesprzedanych towarów". - W takim przypadku mamy prawdopodobnie wzrost poniżej 1 proc. To jest po prostu najszybsze spowolnienie na pewno od wielkiego kryzysu w 2009 r. – dodał.

 

Polska gospodarka wzrosła w ubiegłym roku o 2,8 proc. wobec 3,9 proc. w 2015 roku - podał we wstępnym szacunku Główny Urząd Statystyczny. GUS wyliczył też, że inwestycje spadły w zeszłym roku o 5,5 proc., popyt krajowy wzrósł realnie o 2,8 proc. (podczas gdy w 2015 roku wzrósł o 3,4 proc.). Natomiast konsumpcja było wyższa o 3,6 proc.

 

"Polska była zieloną wyspą"


- Niestety moje najgorsze przypuszczenia się sprawdziły, ale dużo szybciej niż się spodziewałem – podkreślił Rostowski. - Wyhamowanie gospodarki w stu procentach jest "made in Poland". Bo te spowolnienia (wzrostu gospodarczego - red.), które mieliśmy w 2009 r. czy 2012 r., przyszły do nas z zewnątrz – tłumaczył.


Na uwagę Beaty Lubeckiej, że wtedy Polska przez ówcześnie rządzących nazywana była "zieloną wyspą", Rostowski odpowiedział, że: "Polska była »zieloną wyspą« w porównaniu z innymi krajami, ale ogólnie mieliśmy spowolnienie".

  

"To wszystko po prostu nie funkcjonuje"


Jak podkreślił Rostowski, plan Mateusza Morawieckiego "to jedna wielka fikcja i nie istnieje". – Nie ma znaczenia, co powie Beata Szydło, która tak naprawdę w Polsce nie rządzi. To wszystko są takie nieważne rzeczy. To, co jest ważne, to to, że PiS i Morawiecki przez rok tłumaczyli Polakom, że będą mogli opłacać te swoje obietnice, którymi kupili część elektoratu, żeby dorwać się do władzy i okazuje się, że to wszystko po prostu nie funkcjonuje – dodał.

 

"Przez cały rok wciskał Polakom kit"


Zdaniem byłego ministra finansów, "wicepremier Mateusz Morawiecki poniósł totalną klęskę". – Kit, który wciskał Polakom przez cały rok, że ściągalność VAT rośnie, okazał się kompletnie i totalnie nieprawdziwy - podkreślił.


- W poniedziałek zwolniono wiceministra z powodu ściągalności VAT (Wiesław Jasiński "z powodów osobistych" złożył dymisję - red.) We wtorek opublikowano katastrofalne dane pokazujące, że nie ma żadnego uszczelniania VAT-u. Zostały opublikowane, bo musiały być opublikowane. A dzisiaj zwolniono dwóch dyrektorów departamentów podatkowych. Ludzi się nie zwalnia, jeśli nie ma ku temu powodów – powiedział Rostowski.


- Chciałbym wiedzieć, dlaczego Morawiecki Polakom przez rok tłumaczył, że ściągalność rośnie, kiedy to ewidentnie była nieprawda – mówił były wicepremier.

 

"Zamiast zwalniać, powinien podać się do dymisji"


Na uwagę prowadzącej, że w 2012 r. w rządzie PO ściągalność VAT-u była o 12 mld zł niższa niż zaplanowana, Rostowski odpowiedział, że "wynikało to z drugiej fali kryzysu gospodarczego w Europie, a dzisiaj mamy kwitnącą gospodarkę europejską".


- Osoba, która okazała się totalnie nieskuteczna, to Morawiecki. Zamiast zwalniać swoich ministrów i dyrektorów departamentów powinien wziąć porażkę na klatę i podać się do dymisji. Wydaje mi się to jednak bardzo mało prawdopodobne – powiedział Rostowski.


Beata Lubecka przytoczyła informację z polskiego "Forbesa", w którym pisano, że za czasów rządów Rostowskiego w ministerstwie finansów tolerowano wyłudzenia VAT-u. – Nie jestem świadom, że tak mówili. Jeżeli tak, to zobaczymy się w sądzie, bo to jest absolutnie nieprawda – podkreślił.

 

Polsat News, polsatnews.pl