Według śledczych wybuch ma związek z działaniem zorganizowanej grupy przestępczej we Wrocławiu i jest jednym z wątków większego śledztwa.

 

Okazuje się, że pod koniec 2000 r. Wiesław B., jeden z najbardziej znanych wówczas lokalnych gangsterów zlecił Witoldowi M. konstrukcję bomby. Chciał nią wysadzić samochód lokalnego przedsiębiorcy, również związanego w przestępczym półświatku, podejrzewanego o udział w handlu narkotykami na wielką skalę.

 

Detonowana pilotem

 

Jak ustaliła prokuratura, Witold M. skonstruował bombę i nakłonił znajomego - Macieja A., aby ten ją ukrył do czasu, aż nie odbierze go Wiesław B.

 

Bomba zawierała 300 gram materiału wybuchowego, uruchamiana była zdalnie za pośrednictwem pilota - dowiedziała się Gazeta Wrocławska. Została ukryta w reklamówce na dachu budynku przy Bulwarze Ikara. Tam pakunek znalazł monter sieci elektrotechnicznej.

 

Zmowa milczenia

 

Jak podkreśla prokuratura, w 2001 r. nie udało się rozwiązać sprawy tego zabójstwa, ponieważ "osoby związane z tym zdarzeniem wręcz przysięgły sobie, że zachowają milczenie".

 

Po kilkunastu latach, w związku z inną sprawą, zatrzymany został mężczyzna, który opowiedział śledczym o wydarzeniach ze stycznia 2001 r.

 

Wszyscy są na wolności

 

Oskarżeni w tej sprawie: Wiesław B., Witold M. oraz Maciej A. wcześniej przebywali w areszcie. Teraz objęci są dozorem policyjnym.

 

Witold M. oraz jego znajomy Maciej A. przyznali się do postawionych zarzutów. Grozi im do 12 lat więzienia za posiadanie ładunku wybuchowego i spowodowanie eksplozji, której skutkiem jest śmierć człowieka.

 

Wiesławowi B. grozi osiem lat więzienia - za posiadanie ładunku wybuchowego. Nie przyznaje się on do winy.

 

Prokuratura podała, że śledztwo w tej sprawie było prowadzone we współpracy z funkcjonariuszami CBŚP.

 

PAP, Gazeta Wrocławska