"Po raz pierwszy część grup zbrojnych wyraźnie zadeklarowała chęć oddzielenia się od ugrupowań skrajnie radykalnych i terrorystycznych" - podkreśla w dzienniku "Wiedomosti" ekspertka Jelena Suponina z Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych (RISI).

 

"Po raz pierwszy Rosja grała rolę głównego pośrednika i po raz pierwszy aktywny udział wzięły Turcja i Iran, chociaż każde z nich sympatyzuje z różnymi uczestnikami konfliktu. Jest to bezsprzecznie krok naprzód, a wielkiego przełomu nie oczekiwano, bo sytuacja nadal jest bardzo trudna" - ocenia Suponina.

 

Dziennik "Kommiersant" wybija, że na rozmowach w Astanie "pojawiły się nieoczekiwane problemy". "W trakcie rozmów ujawniły się poważne rozbieżności na temat przyszłego ustroju politycznego kraju. Ankara i przedstawiciele zbrojnej opozycji wystąpili przeciwko żądaniom Damaszku, by Syria pozostała państwem świeckim" - zauważa dziennik.

 

Przedstawiciele opozycji i rządu nie podpisali końcowego oświadczenia

 

Jak zauważa gazeta "RBK", jeszcze przed rozpoczęciem rozmów w Astanie eksperci oceniali, iż nieobecność największej grupy zbrojnej opozycji, Ahrar al-Szam, może podważyć wszelkie ustalenia osiągnięte podczas tych negocjacji. "RBK" podkreśla, że pod końcowym oświadczeniem podpisały się tylko Rosja, Iran i Turcja, a nie podpisała go opozycja syryjska i przedstawiciele rządu Syrii.

 

Cytowany przez "RBK" syryjski opozycjonista Mahmud al-Afandi ocenia, że jedynym przełomem, jaki Rosja osiągnęła w Astanie, jest to, że zdołała uzyskać uznanie przez opozycję syryjską prawomocności swej obecności w Syrii jako państwa gwarantującego rozejm. Zdaniem Afandiego strony nie osiągnęły postępu w pokojowym uregulowaniu konfliktu, bowiem komunikat końcowy nie przyniósł konkretów, jeśli chodzi o przestrzeganie rozejmu.

 

PAP