W rumowisku niemal całkowicie zniszczonego kompleksu budynków znaleziono dotąd cztery ciała. Dwóch mężczyzn uratowało się, ponieważ w chwili zejścia lawiny byli na zewnątrz. Po niemal dwóch dobach spod śniegu udało się wydostać osiem żywych osób.

 

Czekali na odśnieżenie drogi

 

Jak pisze "Corriere della Sera", po trzęsieniu ziemi wszyscy goście chcieli szybko opuścić położony na odludziu hotel Rigopiano. Czekali na przyjazd pługu śnieżnego, aby oczyścił zaśnieżoną drogę. Wtedy zeszła tam potężna lawina.

 

"Gdyby prośba o odśnieżenie drogi, skierowana w środę przez hotel została wysłuchana, nie opłakiwalibyśmy teraz zmarłych w Rigopiano" - podkreśla dziennik.

 

Media zauważają że pomoc wyruszyła dopiero po kilku godzinach. Kilka następnych godzin zajęło ratownikom dotarcie do tego miejsca na piechotę po zaśnieżonych drogach i ścieżkach.

 

Apele o pomoc zlekceważono?

 

Znajomy ocalałego mężczyzny, który wezwał pomoc, powiedział stacjom radiowym i prasie, że otrzymawszy od niego informację o zawalonym hotelu, zadzwonił do wszystkich możliwych służb. Twierdzi, że w wielu miejscach jego apele o wysłanie pomocy zostały początkowo zlekceważone. - Nie wierzono mi - wyjaśnił.

 

"Helikoptery zostały na ziemi, bohaterscy ratownicy ruszyli na pomoc na nartach" - pisze dziennik "Il Messaggero". Zauważa, że ekipy nie dysponowały odpowiednim sprzętem.

 

Ponad 100 ratowników i strażaków prowadzących poszukiwania ludzi w miejscu zniszczonego hotelu mówi, że praca przebiega w skrajnie trudnych warunkach. - Psy wyczuwają zapachy, ale my musimy przekopać się przez 4-5 metrów - powiedział Matteo Gasparini z górskiego pogotowia ratunkowego. Obrona Cywilna poprosiła o przysłanie dodatkowych sił.

 

Ratownik górski Walter Milan zauważył, że zasypani ludzie mogą przetrwać 2-3 dni, jeśli mają dostęp do powietrza. - Ale to trudne - przyznał. Poinformował, że w piątek do poszukiwań ocalałych oraz przekopywania śniegu i rumowiska włączony zostanie sprzęt mechaniczny, lecz - jak dodał - "z wielką ostrożnością, bo tam są zakopani ludzie".

 

W rejonie poszukiwań utrzymuje się zagrożenie lawinowe.

 

Nielegalnie zbudowany hotel

 

"Ale być może wcale tego hotelu nie powinno tam być" - zastanawia się dziennikarz "Corriere della Sera", i przypomina, że w miejscu tym, przeznaczonym na pastwisko, stała wcześniej tylko zwykła górska chata.

 

Następnie po nielegalnym zajęciu także części publicznego obszaru tej ziemi zbudowano tam elegancki hotel. Sprawa jego budowy - pisze "Corriere della Sera" - trafiła do sądu.

 

Kilka lat temu zostali przed nim postawieni dwaj byli burmistrzowie okolicznej miejscowości Farindola, dwaj przedstawiciele zarządu gminy i jej radny oraz kilku przedsiębiorców.

 

Zarzuty korupcyjne, łańcuch błędów

 

Postawiono im zarzuty korupcyjne po tym, gdy w 2008 roku miejscowe władze zatwierdziły inwestycję, mimo że została częściowo wzniesiona na nielegalnie zajmowanym obszarze. Proces w tej sprawie trwał trzy lata. W listopadzie 2016 roku, a więc na dwa miesiące przed katastrofą, wszyscy zostali uniewinnieni, gdyż sąd uznał, że nie doszło do żadnego przestępstwa. Już wcześniej, bo w kwietniu, sprawę uznano za przedawnioną.

 

Publicysta mediolańskiego dziennika w komentarzu "Łańcuch błędów" przypomina słowa wypowiedziane we wrześniu zeszłego roku przez biskupa miasta Rieti, Domenico Pompili w czasie pogrzebu ofiar wstrząsu sejsmicznego w Amatrice: "To nie trzęsienia zabijają. Zabijają dzieła ludzi".

 

Jeszcze we wtorek 17 stycznia, na dzień przed tragedią, hotel reklamował się publikując na swojej stronie na Facebooku świeże zdjęcia obiektu i jego najbliższej okolicy w zimowej scenerii. W środę po serii wstrząsów tektonicznych obiekt został dosłownie zmieciony z ziemi przez ogromną lawinę.

 

 

PAP